Rak – co roku na tę okropną chorobę w samej Polsce umiera prawie 100 tysięcy osób. Większość z nich to pacjenci chorujący na nowotwory złośliwe, którzy byli „leczeni” chemią, naświetlaniami i farmakologicznymi specyfikami, które miały zdziałać cuda. Problem w tym, że nie zdziałały, bo jak się okazuje firmy farmaceutyczne bardziej dbają o swoje interesy, niż o ludzkie życie.

Rak w statystykach

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) ogółem na świecie rocznie odnotowuje się 14,1 mln nowych zachorowań na nowotwory, z czego 8,2 mln kończy się śmiercią.

W Polsce liczba nowych zachorowań waha się w okolicach 157 tysięcy, z czego około 100 tysięcy kończy się zgonem.

Najczęstszymi nowotworami złośliwymi u polskich mężczyzn jest rak płuc (18,7%), prostaty (15,5%), jelita grubego (12,2%), pęcherza moczowego (6,9%) i następnie żołądka, nerki oraz białaczka.

chemioterapia-rak.jpg
fot.123rf.com

Polki z kolei najczęściej zapadają na nowotwór złośliwy piersi (21,9%), jelita grubego (10,1%), płuc (8,8%), trzonu macicy (7,3%) oraz jajnika, szyjki macicy oraz tarczycy.

Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej z sierpnia 2016 roku w Polsce pracuje 1016 specjalistów z zakresu onkologii oraz hematologii i onkologii dziecięcej, gdzie w porównaniu do 2010 roku było ich zaledwie 341.

Pomimo tego, że z roku na rok przybywa łóżek na szpitalnych oddziałach onkologicznych oraz samych lekarzy, coraz częściej z rakiem się przegrywa, niż wygrywa.

A wszystkiemu winny jest sam proces „leczenia” pacjentów.

Chemioterapia – siostra śmierci

Stosowanie chemioterapii w leczeniu raka pełną parą ruszyło w latach 50. XX wieku.

To właśnie wtedy Cornelius P. Rhoads, dyrektor Centrum Raka Memorial Sloan-Kettering, działający de facto pod osłoną rodziny Rockefellerów, trafił na okładkę amerykańskiego tygodnika „Time” jako bohater ratujący życie milionom.

Nikt wówczas oficjalnie nie wiedział, że Rhoads badając działanie pierwszego potencjalnego chemoterapeutyku, jakim był mustine (chlormetyna), próbował doprowadzić do eksterminacji ludności Portoryko.

Rzekomy sukces chemioterapii szybko rozprzestrzenił się na cały świat.

Problem w tym, że sukces ten jest mocno naciągany.

Jak donosi raport brytyjskiego tygodnika „Nature” z 2016 roku, aż 88% wszystkich badań nad skutecznością leków na raka jest sfałszowanych!

Wyssane z palca informacje, wymyślone dane, niepotwierdzona skuteczność leków – wszystko to po to, aby otrzymać duże granty i dofinansowania.

chemioterapia-rak.jpg
fot.123rf.com

Podobnie jest z chemioterapią, która w 90% przypadków jest w ogóle nieskuteczna lub całkiem odwrotnie, zamiast leczyć prowadzi do śmierci.

Dane z raportu Departamentu Radioterapii Onkologicznej w Północnym Centrum Raka w Sydney, w Australii, że powszechnie stosowane metody leczenia raka są nieskuteczne.

W raporcie czytamy:

[…] wyraźnie widać, że szanse na przeżycie po chemioterapii są znikome.

Aby znaleźć uzasadnienie dla dalszego finansowania zakupu leków cytotoksycznych i dla ich dostępności na rynku, trzeba w trybie pilnym przeprowadzić wnikliwą analizę relacji kosztów stosowania chemioterapii do jej skuteczności oraz ocenę jej wpływu na jakość życia.

Większość pacjentów, zamiast powrócić do zdrowia po zastosowanej chemioterapii umiera
w ciągu 5 lat.

I jest to spowodowane samym medykamentem, który nie zniszczył raka i nie ocalił im życia, lecz poszerzył jego działalności i zasiał spustoszenie w organizmie swoimi skutkami ubocznymi.

A tych jest co niemiara…

Oficjalnie do wiadomości publicznej podaje się, że współczesne chemoterapeutyki prowadzą do zniszczenia funkcjonowania układu odpornościowego, anemii, małopłytkowości, opryszczki, półpaśca, zapaleń jelita ślepego i sepsy, które najczęściej przy takim wycieńczeniu organizmu kończą się śmiercią.

Wielki blef Big Pharmy

O tym, że medycyna głównego nurtu skupia się na leczeniu skutków, a nie przyczyn raka już wiadomo.

Mało, który lekarz zajmuje się udzielaniem wskazówek mogących zapobiec rozwojowi nowotworów.

Lecz, czy wielkiemu koncernowi farmaceutycznemu ma bardziej zależeć na profilaktyce, z której mieć zysków nie będzie, czy też na faszerowaniu pacjentów toksycznymi, nieskutecznymi, lecz niezwykle opłacalnymi chemioterapiami?

W samych Stanach Zjednoczonych ze sprzedaży chemioterapii czerpie się bilionowe zyski.

Nikt jednak nie wątpi w jej skuteczność, bo przecież wciąż napływają do nas informacje o tym, że jest ona jedyną szansą na wyzdrowienie chorych na nowotwory.

Co więcej, działania koncernów farmaceutycznych wspiera amerykańska Federalna Agencja ds. Leków i Żywności (FDA) i jej odpowiedniki na całym świecie.

Ich wsparcie opiera się głównie na niedopuszczaniu do powszechnej informacji i powszechnego użytku substancji naturalnych i alternatywnych metod leczenia, które już nie jednej osobie pomogły wyjść z choroby nowotworowej.

chemioterapia-rak.jpg
fot.123rf.com

Łatwiej jest pokazać pacjentowi sfałszowane statystyki i wmówić, że jeżeli nie skorzysta
z chemioterapii, to umrze w najbliższym czasie.

Ale, czy ktoś poinformował owego pacjenta, że w rzeczywistości tak naprawdę chemioterapia jest skuteczna tylko w około 2% we wszystkich nowotworach.

Już większą skuteczność ma placebo!

I do tego niszczy nie tylko chore, ale i zdrowe komórki, całkowicie wycieńczając organizm?

Co więcej, jak dowodzą izraelskie i brytyjskie badania:

Nie ma żadnej poprawy przeżycia u pacjentów z przerzutami, a nawet życie pacjentów przyjmujących chemioterapię zostało w wielu przypadkach skrócone.

Dlaczego, więc daje się pacjentom możliwość „przedłużenia” sobie życia w męczarniach na co najwyżej 5 lat, a nie pozwala im na normalne funkcjonowanie i wypróbowanie naturalnych, nieinwazyjnych metod leczenia, która pozwolą im tak samo dojść do zdrowia lub chociaż godnie przeżyć ostatnie lata swojego życia?

Przemysłowi farmaceutycznemu nie jest na rękę rozpowszechnianie antynowotworowych terapii, które nie przyniosą im zysku.

Lepiej twierdzić, że amigdalina i DMSO są toksyczne, a graviola, tarczyca bajkalska lub terapia Gersona są nieskuteczną metodą walki z rakiem.

Co odważniejsi lekarze i naukowcy oraz ludzie niebojący się prawdy próbują walczyć
z powszechnymi mitami na temat skuteczności chemioterapii.

Tak jak Jerzy Zięba walczą z farmaceutyczną mafią.

Ich walka jednak nie będzie miała sensu, jeśli nie będzie zwiększana świadomość naszego społeczeństwa na temat wszelkich oszustw władzy.

Pacjenci nowotworowi powinni umieć walczyć o swoje i pamiętać, że zawsze w walce z chorobą potęgą jest moc wiary i siła sugestii.

Już sama wiara w pozytywny koniec walki z nowotworem znacznie wpływa na poprawę stanu naszego zdrowia i może zdziałać cuda.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

Zapisz się do subskrypcji
otrzymuj powiadomienia o nowych artykułach