Sieć 5G jest ścieżką, która prowadzi nas do całkowitej zagłady. Dr Jeremy Naydler w drugiej części artykułu „5G: The Final Assault” o tym, co wdrożenie pełnej skali 5G może oznaczać dla ludzkości ma nam do przekazania jeszcze trochę informacji. Zobaczmy więc, czym nas jeszcze szokuje, ale i oświeca autor.

Niepewne zapewnienia rządu i przemysłu

Organ rządowy odpowiedzialny za ochronę zdrowia publicznego, Public Health England, informuje nas, że nie ma przekonywujących dowodów na to, że promieniowanie o częstotliwości radiowej (z którego korzystają wszyscy odbiorcy radiowi, telewizyjni, telefony komórkowi, smartfony i 5G) ma negatywny wpływ na zdrowie dorosłych lub dzieci.

Ta rada opiera się na zaleceniach rzekomo niezależnego organu o nazwie AGNIR (brytyjska grupa doradcza ds. promieniowania niejonizującego), który w 2012 r. opracował raport na temat bezpieczeństwa promieniowania o częstotliwości radiowej.

Raport stwierdził, że brakowało „przekonujących” i „rozstrzygających” dowodów na jakiekolwiek niekorzystne skutki zdrowotne.

To było jak dawanie czeku in blanco branży telekomunikacyjnej, aby przejść na wyższe częstotliwości, nie zważając na konsekwencje.

Okazuje się, że nie będąc niezależnym, AGNIR ma wysoki odsetek członków z rażącymi konfliktami interesów, a ich raport zniekształcił lub po prostu pominął dowody, które powinny były zmusić ich do wyciągnięcia wniosków przeciwnych do tych, do których doszli.

W analizie sądowej raportu, badaczka zdrowia środowiskowego Sarah Starkey wyjaśnia, że ​​tylko umyślne zignorowanie dostępnych dowodów naukowych może wyjaśnić te wewnętrzne sprzeczności i pozorną niekompetencję.

A jednak jest to podstawa obecnej polityki rządu brytyjskiego, pozwalająca rządowi na wprowadzenie 5G nawet bez kiwnięcia w stronę potrzeby uprzedniej oceny zdrowia i bezpieczeństwa.

5g-zagłada.jpg
foto.shutterstock.com

Zdrowie i bezpieczeństwo po prostu nie pojawiają się w myśleniu rządowym, pomimo istnej góry dosłownie tysięcy prac naukowych wykazujących niekorzystne skutki zdrowotne, które wciąż rosną w zatrważającym tempie.

Jednym z powodów zignorowania tych dowodów jest przekonanie w kręgach rządowych, że jeśli nie wprowadzimy sieci 5G natychmiast, będziemy „zacofani”, a nasz wzrost gospodarczy i konkurencyjność będą narażone na ryzyko.

Po prostu nie ma czasu na rozważenie możliwych konsekwencji zdrowotnych.

Krajowa Komisja Infrastruktury, której raport z 2016 r. stanowi podstawę bieżącej polityki rządu, popchnęła tę paniczną wizję pozostania Wielkiej Brytanii w tyle za innymi narodami i wezwała rząd do zapewnienia pełnego wdrożenia nowej infrastruktury cyfrowej do 2025 r.

Raport wielokrotnie wskazuje, że nagrody za „połączoną przyszłość” należy mierzyć w przychodach wartych miliardy funtów.

Oszałamiające kwoty są dobrze odzwierciedlone w niedawnych szacunkach, że sam globalny przemysł medialny ma zyskać 1,3 biliona dolarów z sieci 5G do 2025 r.

Kwoty, których to dotyczy, są wystarczające, aby wyjaśnić, dlaczego przemysł telekomunikacyjny od dwudziestu pięciu lat robi wszystko, co w jego mocy, aby zapewnić, że badania nad skutkami zdrowotnymi technologii bezprzewodowych przyniosą negatywne lub niejednoznaczne wyniki.

Od 1993 r. przemysł sfinansował dużą liczbę badań, oszczędzając rządom wiele kosztów, a jednocześnie zachowując wygodną iluzję, że promieniowanie o częstotliwości radiowej nie powoduje szkody.

Ścieżka całkowitej zagłady

Oprócz efektów zdrowotnych istnieje zupełnie inny poziom tego, co tak naprawdę wiąże się z wprowadzeniem 5G.

Musimy pamiętać, że jeszcze niedawno pole elektromagnetyczne Ziemi nie było zakłócane przez generowane przez człowieka częstotliwości elektromagnetyczne.

Przed latami 80. XIX wieku istniały tylko dwie główne przyczyny elektromagnetyzmu, obie naturalnie: burze z piorunami, które wprawiły również w ruch bardzo słaby rezonans niskiej częstotliwości znany jako rezonans Schumanna i światło słoneczne.

Błyskawica i światło słoneczne wytwarzają efekty w określonych i bardzo ograniczonych częściach widma elektromagnetycznego.

Sam pomysł, że istniało coś takiego jak „elektromagnetyzm” i „spektrum elektromagnetyczne”, nie pojawił się nawet przed dziewiętnastym stuleciem.

Energie widma elektromagnetycznego poza błyskawicą i światłem słonecznym nie miały wpływu na ludzkie życie, ponieważ były całkowicie uśpione.

W tym przedelektrycznym świecie zarówno błyskawica, jak i światło słoneczne były postrzegane z pewnym podziwem, jako zjawiska naturalne wyrażające moc większe niż wszystko, co ludzie mogliby zebrać.

Dotykamy tutaj głęboko odczuwanego związku z naturą, który został w dużej mierze zerodowany przez wieki od rewolucji naukowej.

sieć-5g.jpg
foto.shutterstock.com

W ciągu osiemnastego i dziewiętnastego wieku zarówno błyskawica, jak i światło zostały pozbawione swojej duchowej liczebności, otwierając w ten sposób drogę do całkowicie materialistycznego wyjaśnienia światła i całkowicie technologicznego podejścia do elektryczności.

Na początku wykorzystywane częstotliwości znajdowały się na dolnym końcu widma elektromagnetycznego.

W latach 90. XIX wieku linie energetyczne, które dostarczały nową energię elektryczną do fabryk i domów, zostały znormalizowane na częstotliwości 50 lub 60 Hz.

Kiedy publiczne transmisje radiowe rozpoczęły się w latach 20. XX wieku, były one głównie na falach długofalowych poniżej 500 KHz.

W miarę upływu stulecia częstotliwości wykorzystywane przez nowe i ulepszone technologie stawały się coraz wyższe.

W latach 30. i 40. XX wieku wykorzystywano częstotliwości średnie i krótkofalowe (od 500 KHz do 1700 KHz), podczas gdy w latach 50. XX w. zastosowano bardzo wysokie częstotliwości (VHF) 30 – 300 MHz dla obu transmisji radiowych i telewizyjnych.

Podczas II wojny światowej odkryto metodę generowania jeszcze wyższych częstotliwości, między 3 a 30 GHz, które stały się podstawą radaru.

Z każdą eskalacją częstotliwości potrzeba więcej mocy do transmisji fal radiowych.

Pojawienie się telefonów komórkowych, smartfonów i Wi-Fi rozpowszechniło wykorzystanie części widma Ultra High Frequency (UHF) (300 MHz – 3 GHz) do transmisji sygnału.

Transmisja na tych częstotliwościach wymaga ponad dziesięciokrotności mocy potrzebnej do transmisji VHF.

Dziś, u progu nowej ery „ekosystemu elektronicznego” o wyjątkowo wysokich częstotliwościach, z przewidywanymi częstotliwościami do 70 GHz, jeszcze więcej mocy będzie potrzebne do skutecznego przesyłania jego fal milimetrowych.

Wtedy środowisko naturalne zostanie całkowicie nasycone niewidzialną mgłą promieniowania.

Ludzkie zatracanie

W tym krótkim szkicu historycznym widzimy, że coraz wyższe częstotliwości stanowią podstawę każdej nowej innowacji technologicznej.

Gdy każda z nowych technologii została wprowadzona, istoty ludzkie stały się nieco bardziej oddzielone od świata przyrody.

Zastanów się, jak to się stało.

Od lat 90. XIX wieku dostawa prądu do domów, szkół, szpitali i fabryk spowodowała rewolucję w standardach życia, uwalniając ludzkość od podporządkowania się cyklom dnia i nocy, lata i zimy, zapewniając dostęp do nowego źródła światła, ciepła i mocy.

Potem, w latach 20. XX wieku radio umożliwiło ludziom komunikowanie się na duże odległości i wprowadziło głosy królów i polityków, śpiewaków i poetów do naszych salonów, mimo że nie byli fizycznie obecni.

W latach pięćdziesiątych telewizja zintensyfikowała doświadczenie nieobecnego, ale obecnego świata, przenoszone przez ruchomy obraz.

Każdy zna uzależniającą jakość telewizji: człowiek jest wychodzi z siebie i odsuwa się od świadomości swojego bezpośredniego otoczenia w fascynujący świat obrazów na ekranie.

Wraz z pojawieniem się smartfona tendencja do uzależnienia została znacznie wzmocniona, częściowo dlatego, że ekran stał się przenośnym interfejsem z Internetem, a częściowo z powodu celowo stworzonych Facebooka, Google i innych, aby wciągnąć ludzi w uzależniający związek z ich urządzeniami.

Uzależnienie od smartfonów zarówno odsuwa użytkowników od ich wewnętrznego centrum bezruchu, jak i oddziela ich od środowiska naturalnego.

5G jeszcze bardziej zaakcentuje tę tendencję do zatracania się ludzi i jeszcze bardziej osłabi ich związek z naturą, ponieważ obiecuje, że zaawansowana wciągająca rzeczywistość wirtualna będzie dostępna dla wszystkich.

Takie możliwości „całkowitego zanurzenia” w wirtualnej rzeczywistości doprowadzą do coraz większego zamieszania w kwestii tego, do którego świata naprawdę należymy: świata generowanego elektronicznie czy naturalnego.

5g-zagrożenie.jpg
foto.shutterstock.com

Korzystanie z rozszerzonej rzeczywistości, możliwe dzięki specjalnym hełmom, okularom elektronicznym lub soczewkom kontaktowym, które nakładają treści wirtualne na wrażenia świata fizycznego, zwiększą zamieszanie, ponieważ wirtualność jest coraz bardziej zintegrowana ze światem rzeczywistym.

Ludzie przyzwyczają się do postrzegania świata wirtualnego jako posiadającego równie duże prawo do uwagi, emocji i myśli, jak świat naturalny.

Pokusa będzie polegać na lojalności wobec tego, co nie tylko podważa ich powiązanie z naturą, ale także atakuje ich wyobraźnię i ma niszczący wpływ na wewnętrzne życie duchowe.

Zamieszanie zostanie zaostrzone jedynie przez ogromny wzrost wykorzystania hologramów 3D, które dadzą wirtualnym bytom możliwość inkarnacji elektronicznej w środowisku fizycznym.

To umożliwi nasycenie świata falami milimetrowymi o bardzo wysokiej częstotliwości.

Same fale to tylko część problemu: to technologie, które jeżdżą na grzbietach tych fal i ich wpływ na nasze wewnętrzne życie będą kierować się bezprecedensową kontrolą nad szczegółami życia poszczególnych jednostek.

⇒ Czytaj także: Część 1 – SIEĆ 5G: „ANI JEDEN KAWAŁEK ŚWIATA NIE BĘDZIE WOLNY OD PROMIENIOWANIA”

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.