Eksperyment Milgrama-„Czy jesteśmy zdolni zabić na rozkaz?”, „Jak daleko można się posunąć w posłuszeństwie wobec rozkazu?”– pytania te zadał amerykański psycholog społeczny Stanley Milgram. Zastanawiał się, czy przeprowadzając eksperyment, uda mu się ustalić przyczyny ślepego posłuszeństwa wobec zbrodniczych rozkazów, nacisków władz i autorytetów, jakie np. miały miejsce w obozach koncentracyjnych w czasie II wojny światowej. Wyniki eksperymentu Milgrama wielokrotnie powtarzanego nawet we współczesnym świecie jednocześnie zaskakują i przerażają.

Geneza eksperymentu

W 1961 roku Stanley Milgram, z pochodzenia Żyd (ur. 1933, zm. 1984), pracował na Uniwersytecie Yale, gdzie badał zjawisko autorytaryzmu i totalitaryzmu.

W tym samym czasie w Izraelu toczył się proces niemieckiego zbrodniarza wojennego, Adolfa Eichmanna, który jako jeden z wielu był odpowiedzialny za Holocaust.

Milgram postanowił poszukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego podczas wojny niby zwykli ludzie słuchali rozkazów, dopuszczali się okropnych zbrodni, a potem tłumaczyli, że oni tylko wykonywali rozkazy.

Zakładał, że to właśnie naród niemiecki cechuje szczególna skłonność do podporządkowywania się zwierzchnikom.

autorytet-wobec-władzy.jpg
ŚLEPE POSŁUSZEŃSTWO W PRZENOŚNI fot.depositphotos.com<

W pierwotnej konstrukcji eksperymentu Milgram miał zamiar najpierw przeprowadzić sondaż wśród Amerykanów, a następnie wyjechać do Niemiec i przeprowadzić porównanie zachowań przedstawicieli jednego i drugiego narodu.

Ostatecznie do spektakularnej popularności eksperymentu wystarczyły mu tylko wyniki badań przeprowadzonych na próbie amerykańskiej.

Jak sam mówił: Znalazłem tu [w Ameryce] tyle posłuszeństwa, że wcale już nie było powodu jechać do Niemiec.

Wprowadzeni w błąd

Eksperyment przeprowadzono w maju 1962 roku, w laboratorium interakcyjnym Uniwersytetu Yale.

Udział w nim wzięło 40 mężczyzn z New Haven, w wieku od 20 do 50 lat, mających różny stopień wykształcenia i wykonujących różne zawody – od hydraulika po dyrektora korporacji.

ludzie-czekają-eksperyment-milgrama.jpg
fot.depositphotos.com

Ochotników wyłoniono z ogłoszenia.

Otóż w prasie pojawił się anons o poszukiwaniu ochotników do badania wpływu kar na proces uczenia się i zapamiętywania.

Każdy, kto zgłosił się do udziału w eksperymencie, otrzymywał wynagrodzenie pieniężne (współcześnie wartość ok. 30 dolarów).

Pojawiający się w laboratorium mężczyźni spotykali się z drugim uczestnikiem eksperymentu i groźnie wyglądającym, ubranym w biały fartuch eksperymentatorem.

Role uczestników eksperymentu sfingowano. Upozorowano losowanie ról „ucznia” i „nauczyciela” w celu przekonania ochotnika, iż rola „nauczyciela” przypadła mu za sprawą ślepego losu, a nie celowego zagrania.

W rzeczywistości „uczniem” był 48-letni pomocnik eksperymentatora, księgowy z miłą aparycją
i nadwagą, który miał odgrywać rolę osoby badanej, a „nauczycielem” stawał się prawdziwy ochotnik badania.

Przebieg eksperymentu Milgrama

Kiedy już rozdzielono role, „uczeń” przechodził do jednego pomieszczenia a „nauczyciel”
i eksperymentator do drugiego.

„Nauczyciel” dowiadywał się, że jego zadaniem będzie czytanie „uczniowi” par słów z listy, np. „niebieska skrzynka”, „brzydka pogoda” itp., a później sprawdzanie, ile z tych para wyrazów „uczeń” zdołał zapamiętać.

W fazie sprawdzającej „nauczyciel” czytał pierwsze słowo z pary, a następnie podawał cztery słowa, które stanowiły dla „ucznia” rodzaj propozycji prawidłowej odpowiedzi.

Zadaniem ucznia było wybranie odpowiedniego słowa i zasygnalizowanie tego przyśnięciem jednego z czterech przycisków.

Niby nic nadzwyczajnego, jednak w całym tym zadaniu był jeden szkopuł.

Otóż „nauczyciel” miał świadomość, że do ciała „ucznia” podłączone są przewody elektryczne poprowadzone bezpośrednio do aparatury elektrycznej tzw. generatora wstrząsów, który umieszczony był w pokoju „nauczyciela” i eksperymentatora.

eksperyment-milgrama.jpg
fot.depositphotos.com

W trakcie podpinania aparatury „nauczyciel” słyszał jak „uczeń” pyta eksperymentatora, czy wstrząsy mogą być niebezpieczne, ponieważ obawia się, gdyż sam ma problemy z sercem.

Eksperymentator odpowiedział: „Wstrząsy mogą być bolesne, ale nie powodują uszkodzenia tkanek”.

Przy udzieleniu poprawnej odpowiedzi, „nauczyciel” mógł przeczytać kolejne słowo, przy złej „uczeń” musiał zostać przez „nauczyciela” ukarany.

Kara miała postać wstrząsu elektrycznego (kolejno za każdą złą odpowiedź od 15 V do 450 V).

Dziwne zachowania

Jak zachowywali się poszczególni uczestnicy eksperymentu Milgrama?

UCZEŃ – jego zadaniem było jedynie udzielanie odpowiedzi, które zgodnie z założeniami eksperymentu i jego instrukcjami miały być w większości odpowiedzi złe.

Zadaniem „ucznia” było udawanie, że otrzymuje wstrząsy elektryczne.

W zależności od natężenia prądu, jakim został „porażony”, wydawał odpowiednie odgłosy.

Jego krzyki w rzeczywistości były odtwarzane z taśmy.

Jęczał lub krzyczał przy napięciu 75 V – 330 V.

Przy wyższym napięciu nie wydawał już żadnych odgłosów.

EKSPERYMENTATOR – grał go zawodowy aktor, sprawiający wrażenie człowieka poważnego i oficjalnego.

Jeśli „nauczyciel” miał wątpliwości co do dalszego kontynuowania wstrząsów, eksperymentator przekonywał go, że jest to konieczne („Proszę kontynuować”, „Eksperyment wymaga, aby to kontynuować”, „Proszę kontynuować, to jest absolutnie konieczne”, „Nie masz innego wyboru, musisz kontynuować”).

eksperyment-milgrama.jpg
fot.depositphotos.com

NAUCZYCIEL – odbierał eksperyment jako bardzo nieprzyjemny.

Po eksperymencie nastąpiła zmiana jego postawy i samopoczucia, w porównaniu do chwili, kiedy pierwszy raz pojawił się
w pracowni.

Denerwował się, wybuchał gniewem, wyłamywał palce, obgryzał paznokcie, wybuchł gniewem i przejawiał inne nerwowe zachowania, które obrazowały odczuwany przez niego dyskomfort psychiczny.

Niektórzy błagalnie prosili eksperymentatora, aby zwolnił ich z konieczności brania udziału w eksperymencie, a nawet chcieli zwracać zarobione pieniądze.

Przewidywane i rzeczywiste wyniki

Milgram chciał sprawdzić, ilu „nauczycieli” dotrze do końca skali i zdecyduje się zaaplikować „uczniowi” najsilniejszy wstrząs (450 V).

Studenci założyli, że co najwyżej 1% „nauczycieli” dojdzie do końca skali, a naukowcy, że nie będzie to więcej niż jedna osoba na tysiąc.

Rzeczywiste wyniki odbiegały jednak znacząco od hipotetycznych założeń.

Okazało się, że:

• Nikt się nie wycofał z udziału w eksperymencie, nawet wtedy, gdy ofiara wstrząsów wyraźnie o to prosiła i wręcz krzyczała z bólu.

• Około 80% „nauczycieli” kontynuowało swoje zadanie, mimo że „uczeń” wspominał o swoich kłopotach z sercem i prosił, aby go wypuszczono z pomieszczenia (przy jednostce 300 V).

• 65% „nauczycieli”, czyli ochotników eksperymentu nie miało żadnych skrupułów i było gotowych zaaplikować najwyższy, śmiertelny wstrząs 450 V.

• Osoby, które doszły do końca skali, były gotowe kontynuować eksperyment, nawet po wydaniu decyzji o jego zakończeniu.

Dlaczego osoby badane („nauczyciele”) nie poprosiły o przerwanie eksperymentu lub po prostu z niego nie zrezygnowały?

Miały przecież wiele powodów do tego, aby to uczynić.

Składały się na nie m.in.:

• bardzo wiarygodna gra „ucznia”;
• problemy zdrowotne „ucznia” z sercem;
• uczestnictwo w eksperymencie na zasadzie dobrowolności, a nie przymusu;
• brak jakichkolwiek konsekwencji sprzeciwu i nieposłuszeństwa;
• pozornie losowy dobór ról;
• milczenie „ucznia”, braki odpowiedzi przy silniejszych wstrząsach;
• na wstępie w celu podniesienia wiarygodności badania „nauczyciel” otrzymywał dawkę wstrząsu (45 V), którą odczuwał jako bolesną;
• brak racjonalnego powodu, dla którego eksperymentator miałby dosłownie wysługiwać się „nauczycielem”.

Po zakończeniu eksperymentu Milgrama badani otrzymywali pełne wyjaśnienie, które wyjaśniało prawdziwy cel badań i podstęp, jakiego się dopuszczono wobec samych ochotników biorących w nim udział.

Wnioski

Wszyscy uczestnicy eksperymentu wykazali się takim samym poziomem posłuszeństwa wobec autorytetu, bez względu na swoją rasę, wiek, wykształcenie, zawód, pozycję społeczną.

Ustalono, że ludzie są bardzo skłonni podporządkowywać się autorytetom i wykonywać ich polecenia, zwłaszcza wtedy, gdy ich obecność przy wydawaniu „rozkazu” jest bezpośrednia.

EKSPERYMENT-MILGRAMA.jpg
EKSPERYMENT MILGRAMA fot.depositphotos.com

Okazuje się, że “autorytety” mają większy wpływ na ludzkie zachowania niż ich wiedza, osobowość, postawy, moralność, wartości, motywy działania, przeżycia i pragnienia.

W tym kontekście nie powinien, więc dziwić fakt, że w obozach koncentracyjnych czyniono tyle zła, bowiem wychodzi na to, że w specyficznych, „sprzyjających” warunkach do czynienia zła jest zdolny każdy z nas…

Milgram powtórzył swój eksperyment w różnych warunkach i wersjach ponad 20 razy.

Tego rodzaju eksperyment przeprowadzało również wielu innych naukowców i badaczy z całego świata (m.in. z Niemiec, Holandii, Hiszpanii, Włoch, Jordanii, Australii, a nawet z Polski).

W trakcie różnych eksperymentów badających posłuszeństwo wobec “autorytetu” zaobserwowano, że uległość tę mogą jednak znacząco zmniejszyć takie czynniki jak:

• Istnienie konsekwencji i ponoszenie odpowiedzialności za cierpienie ofiary.
• Obecność sprzymierzeńców, czyli osób, które potrafią przeciwstawić się decyzjom autorytetu.
• Pojawienie się więcej niż jednego autorytetu i sprzeczność ich decyzji, np. pojawiają się dwie osoby obdarzone autorytetem, z których jedna nakazuje przerwanie eksperymentu, a druga jego kontynuowanie.
• Bliskie fizyczne lub emocjonalne powiązanie z ofiarą.

Posłuszny Polak

Ostatnio eksperyment Milgrama powtórzono na wrocławskim wydziale SWPS.

Wyniki eksperymentu dokładnie opisano na łamach magazynu „Social Psychological and Personality Science”.

W skrócie – rezultaty doświadczenia pokazały, że Polacy również mają tendencję do posłuszeństwa wobec “autorytetu”.

Aż 90% osób biorących udział w badaniu bez skrupułów nacisnęło guzik, który odpowiadał najmocniejszemu kopnięciu prądem.

eksperyment-milgrama-licznik-elektryczny.jpg
fot.depositphotos.com

Przewodniczący badaniom dr Tomasz Grzyb tłumaczy, że nie oznacza to, iż Polacy są bardziej posłuszni od Amerykanów (różnica 25% w porównaniu z badaniem Milgrama):

[…] Milgram wykonał pełną procedurę badawczą, doprowadzając swoich „nauczycieli” aż do 30 przycisku.

Myśmy ze względów etycznych dotarli tylko do 10.

W oryginalnym eksperymencie Milgrama do tego poziomu wstrząsu elektrycznego doszła podobna liczba badanych.

Z innych badań wiadomo też, że ci badani, którzy pójdą dalej niż 10. przycisk, przekraczają punkt bez powrotu i nie cofną się już przed zadawaniem coraz większego bólu na rozkaz.

Część uczestników badania odmówiła rażenia prądem kobiet.

Badacze informują, że próba badawcza była jednak za mała, aby wyciągać z tych zachowań konkretne wnioski.

Mimo to nie ulega wątpliwości, że fakt, iż w ogóle ktoś kogoś chciał razić prądem, a już to, że mężczyźni decydowali się na kopanie prądem płeć przeciwną – źle świadczy o nas, jako o ludziach niby honorowych, niby wytrwałych, niby niezależnych, niby autonomicznych jednostkach, a jednak dających się zniewolić sile i władzy posłuszeństwa…

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.