Eksperyment Rosenhana to doświadczenie, które przeprowadził amerykański psycholog David Rosenhan w 1972 roku. Jego celem było sprawdzenie poziomu rzetelności i słuszności medycznych diagnoz stawianych przez lekarzy psychiatrów. Przebieg eksperymentu opublikowano w czasopiśmie naukowym pt. „O byciu zdrowym umysłowo w niezdrowych miejscach”. Wyniki badań były szokujące.

Michel Foucault, pochodzący z Francji filozof, po zapoznaniu się z artykułem zawierającym dokładne informacje odnośnie przeprowadzonego badania, życzył Rosenhanowi „Zdobycia nagrody Nobla za humor naukowy”.

Trudno się dziwić, gdyż jego eksperyment w sposób jawny dokonał ośmieszenia wielu dużych zakładów psychiatrycznych na terenie Stanów Zjednoczonych i to zaledwie w pierwszej części badań.

Przeprowadzony przez Rosenhana eksperyment złożony był z dwóch części. W pierwszej z nich silnie zaangażowani byli jego asystenci, których zadaniem było symulowanie halucynacji celem przedostania się do szpitala psychiatrycznego.

 

wariat-Eksperyment-Rosenhana.jpg
fot.123rf.com

 

Odbywało się to w różnych placówkach w 5 stanach USA. W drugiej części zadaniem lekarzy psychiatrów było wykrycie „fałszywych pacjentów”, którzy mieli zostać umieszczeni w placówce przez Rosenhana.

Pierwsza część nie dała personelowi medycznemu możliwości wykrycia, iż ich pacjenci są tak naprawdę całkowicie zdrowymi uczestnikami eksperymentu.

W drugiej próbie natomiast uznali licznych prawdziwych chorych za symulantów.

Przebieg eksperymentu Rosenhana

Rosenhan wybrał 8 osób, które pełniły rolę jego asystentów. W skład grupy weszło 3 psychologów, student psychologii, lekarz pediatra, gospodyni domowa oraz malarz.

Przed przystąpieniem do pierwszej części zamierzonego eksperymentu, poczynili dokładne przygotowania.

Panowie nie golili się przez kilka dni, wszyscy nie myli zębów, ubrani w przybrudzoną odzież, pod fałszywymi nazwiskami telefonowali do wybranych zakładów psychiatrycznych ze stwierdzeniem, że słyszą głosy.

Był to jedyny objaw chorobowy, na jaki się uskarżali, głosy były wewnętrzne, najczęściej nie zrozumiałe, lecz niekiedy odnosili wrażenie, że słyszą słowa „pusty” lub „dziurawy”.

 

Eksperyment-Rosenhana.jpg
fot.123rf.com

 

Poza tym jednym symptomem wszystko, co mówili lekarzom, było prawdziwe. Zmienione było nazwisko i miejsce zatrudnienia.

Aż 7 z 8 uczestników eksperymentu usłyszało diagnozę schizofrenii, 1 zaś zespołu depresjno-dyscyplinarnego.

Gdy zostali zdiagnozowani i umieszczeni w placówkach szpitalnych, zaczęli zachowywać się całkowicie normalnie i twierdzić, że już czuja się dobrze.

Ich zachowanie było zgodne z regulaminem, odnosili się spokojnie do personelu, miło, zrozumiale i logicznie.

Ich celem stawało się teraz możliwie jak najszybsze przekonanie lekarzy o swoim zdrowiu psychicznym i uzyskanie sposobności do samodzielnego opuszczenia szpitala.

Jak się okazało pozbycie się diagnozy, która raz została postawiona, nie należało do rzeczy łatwych.

Lekarze w żaden sposób nie dawali się przekonać o racjonalnym sposobie myślenia i braku choroby psychicznej.

Naukowcy zwrócili szczególną uwagę, na fakt, iż z upływem czasu zachowanie personelu medycznego, zarówno w stosunku do nich, jak i pozostałych pacjentów stawało się coraz bardziej nieprzyjemne lub wręcz brutalne.

Udawani pacjenci odczuwali w tym kontekście silny niepokój i strach. Średni czas pobytu na oddziałach szpitali psychiatrycznych wyniósł 3 tygodnie.

 

Eksperyment-Rosenhana.jpg
fot.123rf.com

 

Zatrudniono prawnika, którego zadaniem było udzielenie pomocy, gdyby w kolejnych klinikach dochodziło do jakichkolwiek niebezpiecznych sytuacji.

Uczestnicy eksperymentu udali się do 12 placówek zdrowia psychicznego na terenie różnych stanów USA.

Różniły się one pomiędzy sobą zaawansowaniem technicznym oraz sposobem diagnozowania schorzeń.

W czasie pobytów w szpitalach pseudo pacjenci otrzymali łącznie 2100 leków o działaniu antypsychotycznym.

Po kryjomu je wypluwali.

Na podstawie wszystkich pobytów poczyniono następujące obserwacje:

  • Pacjenci mieli silnie ograniczony kontakt z lekarzami psychiatrii, czyli osobami, z którymi najsilniej pragnęli porozmawiać.
  • Personel medyczny wykazuje nikłe zainteresowanie pacjentem, zapewniona jest dla niego całkowita separacja, jednocześnie nie jest traktowany w sposób w pełni poważny, jako rozumny człowiek, z uwagi na chorobę, jaką posiada.
  • Niemal w 72% reakcja lekarza psychiatry na pytanie chorego polegała na odwróceniu się i pójściu dalej, ze strony personelu medycznego widoczne było 100% braku zainteresowania pacjentem.
  • Lekarze często reagowali na pytania pacjentów w sposób powierzchowny, udzielając odpowiedzi, która nie miała najmniejszego związku z zadanym pytaniem, np. gdy pacjent pytał, kiedy będzie mógł wyjść na spacer, lekarz się z nim witał i pytał, jak się dziś czuje, po czym zupełnie obojętnie odchodził dalej.
  • Jeśli pośród personelu pojawiał się jakikolwiek gniew lub agresja nie był ten fakt poddawany krytyce, nie dochodziło również do kwestionowania zasadności.
  • Pacjenci byli karani. Zarówno słownie, ale również fizycznie. Rosenhan opisał, jak sam widział, jak pobito jednego z pacjentów, gdy podszedł do salowego i powiedział, że mu się podoba.
  • Personel był dobrze zaznajomiony z osobistymi rzeczami pacjentów i często towarzyszył im nawet przy czynnościach fizjologicznych – w wielu toaletach nie było drzwi.

Jakie wnioski wynikły z przeprowadzonego eksperymentu?

David Rosenhan wspólnie ze swoimi pracownikami, na podstawie poczynionych obserwacji sformułowali następujące wnioski.

  • Układ hierarchii szpitalnej sprawia, że pacjent ma silnie ograniczony kontakt z lekarzem psychiatrą.
  • Personel medyczny boi się i nie ufa chorym, z uwagi na etykietkę, jaka została im nadana przez psychiatrów, pomimo częstej przesady i silnego zabarwienia.
  • Funkcjonuje bezgraniczna wiara w fakt, iż leki psychotropowe działają w każdej sytuacji, co wiąże się z koniecznością ingerencji lekarza psychiatry.

Pomyłka goni pomyłkę

Gdy Rosenhan opublikował wyniki swojego eksperymentu, jedna z większych amerykańskich placówek zdrowia psychicznego publicznie zadeklarowała, w osobie swoich pracowników, że u nich postawienie tak niewłaściwej diagnozy, nie byłoby możliwe.

Aby udowodnić, że się mylą, Rosenhan umówił się z nimi, że w ciągu najbliższych 3 miesięcy wyśle do nich swoich kolejnych „udawanych” pacjentów, którzy będą dążyć, aby dostać się do szpitala.

Nie wysłał on jednak ani jednej osoby, która miałaby symulować swoje objawy.

Jednak przez okres 3 miesięcy z 193 nowych pacjentów kliniki, aż 41 uznano za uczestników prowadzonego eksperymentu, a kolejnych 42 za „prawdopodobnych”.

Przeprowadzony przez Rosenhana eksperyment uznawany jest za ważny głos w kwestii krytyki stawiania diagnoz psychiatrycznych.

Rosenhan uznał, iż rozróżnienie stanu zdrowia od zaburzenia psychicznego jest niezwykle trudne do określenia.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

Zapisz się do subskrypcji
otrzymuj powiadomienia o nowych artykułach