Serce a rozum. Intuicja a logika. Odwieczny dylemat ludzkości. Serce się wyrywa, a rozum się boi. Intuicja czuje, a logika nie dostrzega sensu. Co wybrać? Co zrobić? Iść za podszeptem intuicji, czy przeczekać bezpiecznie za radą umysłu? Jak zaufać? A może nie ufać, tylko obmyślić plan i się go konsekwentnie trzymać?

Na pewno potrzebujemy całych siebie, dylematów sercowych, podszeptów intuicji i zdrowego rozsądku.

Po to, to mamy, by z tego korzystać.

Ważna jest jednak myślę  kolejność, czyli wybór nawigatora, za którego radami ustawimy swój życiowy ster.

Gdy nawigatorem jest rozum, wyrywa nam ster z rąk, nie uznaje kompromisów, jasno i precyzyjnie obiera drogę.

Jego priorytet – kontrola i bezpieczeństwo. Szczęście, przyjemność, autentyczność, miłość, bliskość, dobrze mogą być, o ile są bezpieczne i nie zagrażają naszemu planowi.

Gdy nawigatorem jest serce, to my dalej lekko a pewnie trzymamy ster w swoich rękach.

Serce nas słucha.

Nas całych.

Obiera kierunek szczęścia, miłości, radości, wolności, autentyczności.

Ten kierunek dla serca sam w sobie jest bezpieczny.

Wizja serca jest otwarta, ono widzi więcej.

Coś, co rozum pojmie jako zagrożenie, bo gdzieś kiedyś doznał podobnego i tak to sklasyfikował, serce zobaczy jako element niezbędny do doprowadzenia nas do szczęścia.

Zawsze widzi głębszy sens.

Serce nie ocenia.

Moim zdaniem serce nigdy się nie myli.

Jedyne co może się pomylić to my sami, nie odróżniając głosu naszego serca od głosu rozumu.

Gdy obierzemy serce jako naszego nawigatora, rozum stopniowo odpuszcza.

Gdy odpuści, staje się niesamowitym kompanem w podróży.

Rozum ma fenomenalne możliwości postrzegania i odbierania świata.

Jest perfekcyjnym mechanizmem pozwalającym komunikować się z wszechświatem.

Jednak tylko wtedy, gdy jest osadzony w sercu, działa w jedności z nami, a co za tym idzie, w jedności ze światem.

Niejednokrotnie w swoim życiu stanęłam przed wyborem: serce czy rozum?

Spontaniczna chwila, głos intuicji, wielka chęć by coś, powiedzieć, zrobić.

Już to czuję, już za tym idę…… NIE!

Głos rozumu, przecież to bez sensu.

Po co Ci to?

Nie jest dobrze tak, jak jest?

A jak coś pójdzie nie tak?

A jak Cię wyśmieją?

Co sobie pomyślą?

Eee, po co sobie tym zawracasz głowę, masz tyle innych, poważnych spraw…

Mogłabym posłuchać rozumu. Nie raz posłuchałam.

Jednak ten na początku cichy głos intuicji, w miarę jak to jego słuchałam, zaczął rozbrzmiewać coraz głośniej.

Do tego uczucie, które wówczas budzi się w sercu.

Ten poryw, ta pewność.

Oczywiście odczuwalna, dopóki rozum jej nie zmąci.

Co zrobić?

Tyle wątpliwości… Może dać spokój ? …. ale ten głos, to uczucie, ta radość, jak pomyślę, by to zrobić…

A co tam niech się dzieje, co ma się dziać!

Robię!

Czuję głęboki spokój i niesamowite szczęście.

Czasem niedługo po tym nadchodzi kolejna lawina logicznych zarzutów co do mojej naiwności…. ale już a późno, zrobione.

I co dalej się dzieje?

Za każdym razem, gdy posłucham głosu intuicji, dostaje odpowiedź.

Wraca do mnie szczęście.

Dostrzegam, że to, co spontanicznie zrobiłam, było niezbędne by wydarzyło się coś następnego, coś, co jest dla mnie ważne, przyjemne.

Tak jakbym za każdym razem, gdy posłucham swojej intuicji, gdy pójdę za jej impulsem, otwierała sobie nowe drzwi, za którymi uszykowana jest dla mnie niespodzianka.

Nowe drzwi zazwyczaj prowadzą do kolejnych i do kolejnych.

Prowadzona głosem intuicji otwieram się na nową przestrzeń w moim życiu. Przestrzeń, która zawsze jest ze mną w całkowitym współbrzmieniu.

Mało tego, to uczucie, gdy pójdę za swoją intuicją,  gdy odrzucę lawinę wątpliwości i zareaguję na ten wewnętrzny impuls, daje mi niesamowite poczucie lekkości i uwolnienia.

Moje życie płynie.

Czuję się wtedy niczym nieograniczona i wolna.

Głęboko czuję Siebie i swoją moc.

Moc wyboru i świadomego budowania mego życia.

Prawdziwego życia, na który ja mam świadomy, prawdziwy wpływ.

Zupełnie odwrotnie dzieje się, gdy głos mojej intuicji zostanie stłamszony lawiną wątpliwości.

Gdy za nim nie pójdę.

Gdy wybiorę suche logiczne rozważania, gdy wybiorę bierność.

Nowe drzwi się nie otwierają.

A wręcz przeciwnie mam wrażenie, że coś się zamyka.

Na pewno ja zamykam się  wtedy a samą siebie.

Czuję rezygnację.

W moim życiu pojawia się zastój.

Brak szczęścia.

W ogóle odczuwam Brak.

Zwracam się wtedy znów ku sobie.

Intuicja znowu mówi.

A ja staram się rozbudzać w sobie wiarę i odwagę, by za nią podążać….

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI