I tak to się chyba zaczęło, od Tęsknoty. Często zastanawiałam się, dlaczego trafiłam na warsztaty pobudzające świadomość Kobiety, jak się potem okazało, skomplikowały mi moje życie, odciągnęły od moich spraw, planów, przyjaciół. Z tyloma rzeczami nie były we współbrzmieniu, a zarazem tak pięknie harmonizowały się z tym, co od zawsze czułam w moim wnętrzu.

Tym, co od zawsze Było.

Z tym, co sama przed sobą zaczęłam wypierać i ukrywać, bo było takie inne od tego, co mnie na co dzień otaczało.

Takie odstające od postaw ludzi wokół mnie.

Takie niepasujące do dzisiejszego świata.

Może gdybym miała coś tak niezmiernie cennego, jak wiara w siebie, może wtedy nie zbłądziłabym na mojej ścieżce, może nie dałabym się oszukać, nie ukryłabym sama siebie, nie skrzywdziłabym samej siebie, nie stanęła przeciw sobie.

Może…. A może właśnie tak miało być.

Może każde, nawet najdrobniejsze zdarzenie w moim życiu było mi potrzebne do tego, bym dziś była właśnie w tym miejscu, właśnie taka i bym odkryła tę słodką Tajemnicę Życia i odkryła swój  w niej udział.

Może….

A może po prostu, każda droga prowadzi nas do naszego celu.

Czasem jest krótsza, łagodniejsza, bogatsza w zachwycające widoki, a czasem bardziej wymagająca, z większą ilością zakrętów i przeszkód, bardziej trudząca, ale również prowadząca do celu.

W zależności od tego, czego mamy się nauczyć, doświadczyć albo tego, co po prostu wybierzemy.

Dziś już wiem, że to, co najbardziej mnie blokowało to ja sama.

Mój brak wiary w siebie, ale i bierność, która nie pozwoliła mi jej zbudować.

Czekałam, szukałam na zewnątrz, uzależniałam swoje decyzje, czy szczęście, od tego, co ktoś zrobi lub od tego, czy coś się zadzieje.

Dziś wiem to z pełną świadomością, choć była to prawda, którą nosiłam w sobie od dziecka, której stanęłam na przekór, że wszystko, zawsze JEST W NAS.

Wszystko, czego potrzebujemy, jest w Nas. To nie ginie, to Jest.

Może być tylko dla nas nie widoczne, ale to tylko wtedy, gdy kierujemy swoją uwagę na zewnątrz, zamiast do wewnątrz siebie.

Patrząc do swojego wnętrza, otwiera się przed nami cała księga wszystkiego, co jest w nas, co jest w całym wszechświecie.

Wszystko, co chcemy i potrzebujemy wiedzieć. Wiedzieć nie w teorii, ale w Żywej, Pulsującej, Żyjącej Wiedzy.

Cała Magia, całe Życie jest w Nas.

Tęsknota, która we mnie rosła, która, dziś wiem, była i jest dla mnie wielkim błogosławieństwem, za którą nie odważyłam się pójść tak na 100%, doprowadziła mnie pod ścianę.

Padłam na kolana.

Dotarłam do momentu, w którym wyraźnie poczułam, że albo umrę za życia, albo zacznę Żyć.

Utonę albo wypłynę na powierzchnię, by zaczerpnąć oddech Życia.

Nie umiałam i nie chciałam umierać, tym bardziej że mam dla kogo Żyć.

Mam Siebie, mam Syna.

Zaczęłam płynąć, płynąć w górę.

Na początku trochę powoli, słaba i na oślep, ale czym dłużej płynęłam, tym woda stawała się rzadsza, bardziej przejrzysta, a ja miałam coraz więcej siły.

Teraz płynę dalej, woda jest przeźroczysta, żywa, ja czuję swoją siłę i radość, a moje ciało doskonale porusza się w wodzie.

Czuję, że powierzchnia jest już blisko, że oddech Życia i przejrzystość mojego celu jest blisko mnie.

Co potem ?…

Będę pływać dalej, po to się Narodziłam.

A gdzie?

Zobaczymy!

Klęcząc pod ścianą, podjęłam decyzje.

Zrzuciłam iluzje.

Przyznałam się do swojej bezsilności, przyznałam, że się pogubiłam, że potrzebuję pomocy.

Najpierw przed samą sobą, a potem przed kolejnymi osobami, które w magiczny wręcz sposób, pojawiały się w moim życiu.

W niczym nie było przypadku.

Zaczęłam dbać o swoje zdrowie pod okiem lekarza homeopaty.

Poszłam na terapię.

Cierpiałam na stany lękowe, zawsze bardzo bałam się, że jestem chora psychicznie.

Zmierzyłam się z tym.

Chora nie jestem, a moje lęki mają swoje źródło w traumatycznym dzieciństwie.

To nie one są problemem, są tylko skutkiem, echem mojego bólu i cierpienia.

Zaczęłam poznawać swój ból, przyglądać się iluzjom, w które uwierzyłam, które wzięłam za swoje i które w trakcie życia dopracowałam tak, by chroniły mnie przed ewentualnym cierpieniem.

Jako dziecko zamknęłam się.

Teraz wiem, że przez naście ostatnich lat toczyłam walkę z samą sobą, ja zamknięta z ja otwarta.

Mój umysł z moim sercem i głęboką intuicją. Mój strach i lęk z miłością.

Moja ciemność gryzła się z moim światłem.

To nie ciemność mnie osłabiła.

To moja walka z nią pozbawiła mnie sił. Moja ciemność miała swój cel.

Moja ciemność rozbudzała moje światło. I gdy otworzyłam się na mój cień, gdy zaczęłam go oświetlać, gdy zaopiekowałam się nim, wszystko zaczęło się zmieniać.

Lęki powoli się rozpływały.

A ja, każdego dnia odkrywam Siebie, zakochuję się w Sobie.

To była długa droga, pełna trudów, łez, bólu, zwątpienia, osamotnienia. W niej właśnie jednak odkryłam swojego Towarzysza, Przyjaciółkę, Matkę, Siostrę, Troskliwą i Czułą Kobietę….. Siebie.

Sama dla Siebie jestem ostoją, pomocną dłonią, silnym ramieniem, czułym przytuleniem, uśmiechem.

Każdego dnia czule dbałam o siebie.

Chodziłam na spacery, by ukoić myśli, rozchodzić napięcie i powierzyć me tajemnice Matce Ziemi, by pobyć z tą Życiodajną siłą Lasu.

Codziennie rano robiłam gimnastykę.

Spotykałam się z cudownymi kobietami, wspólnie ćwicząc, gotując, piekąc, motając laleczki, rozmawiając, dając i biorąc dotyk.

Dbałam o ciało, odżywiając je życiodajnym, pięknym jedzeniem, oczyszczając, pielęgnując ziołami i olejami, olejkami eterycznymi, dotykając.

Przy wszystkich tych czynnościach cieszyłam swoje zmysły, rozpływałam się w doznaniach, byłam obecna, tak Cudnie Obecna.

Każde nowe działanie, które podejmowałam, miało jedną intencję: powrót do kochającej siebie.

Piszę w czasie przeszłym, ale wszystko to robię po dziś dzień. Wszystko to stało się naturalną częścią mojego życia.

To jak oddech.

Wypełniłam się tym całkowicie.

Zespoliłam się.

Moje pojedyncze działanie nie zmieniłoby nic w moim życiu. Każda z tych drobnych zmian, nowych działań była potrzebna.

Każda kolejna przyciągała następną. Każda oczyszczała i pobudzała inną płaszczyznę we mnie.

Każda zbliżała mnie do mnie samej jeszcze bardziej.

Każda dała mi nowe poznanie, nową wiedzę o sobie, o tym, co lubię, co sprawia mi przyjemność.

Przepełnia mnie niesamowita radość i ciekawość na samą myśl ile jeszcze rzeczy mogę dla siebie zrobić, poznać, odkryć, ile mogę ze sobą doświadczyć!

To dopiero początek tej fascynującej Drogi.

Cudowne jest też to, że poświęcając czułość, czas sobie samej, tak bardzo przybliżam się do ludzi i świata wokół mnie.

Tworząc zupełnie nowy wymiar łączących nas relacji, bliższy, głębszy.

A temu, co nie jest ze mną we współbrzmieniu, po prostu pozwalam odejść, z szacunkiem i wdzięcznością za to, że było.

Moja Tęsknota.

Tęsknota za Życiem, za prawdziwym sensem Istnienia.

Tęsknota za głębią Doświadczenia.

Za tym, co Proste, a zarazem takie nieskończenie Mądre.

Tęsknota za Ciepłem, Utuleniem i Akceptacją.

Tęsknota za Namiętnym Dotykiem, Czułością, Zmysłowością.

Tęsknota za Inspiracją, Ciekawością i Apetytem na Życie.

Za Zabawą Życiem, Odkrywaniem i Poznawaniem.

Tęsknota za Miłością i Wolnością.

Tęsknota za Sobą Samą, za Prawdą, którą noszę w sobie.

Moja Tęsknota nie dała mi umrzeć.

Moja Tęsknota objawiała się na wielu płaszczyznach, przyjmując wiele kształtów, smaków, kolorów i zapachów.

Kusiła, zachwycała, złościła, straszyła, przyciągała.

Czym jest moja Tęsknota?

Dziś to poczułam.

Zrozumiałam.

Dopełniłam.

To przecież takie oczywiste!

Zawsze dziwiło, a zarazem zachwycało mnie to, że przy tych wszystkich moich lękach, zamknięciu, niebyciu, jest we mnie tak wielka radość i tak silna i jasna  Iskra Życia.

Że gości w moim wnętrzu niebywała fascynacja i zachwyt szczegółami, drobnostkami, małymi codziennymi życzliwościami.

Delikatny subtelny dotyk koniuszkiem palca, ciepło i aromat ziołowej herbaty na moim podniebieniu, dźwięk kropel deszczu wybijającego rytm życia na parapecie, muśnięcia wiatru na moim policzku, życzliwe uśmiechy wymienione z obcą osobą na ulicy, blask słońca odbijający iskrzącą się zieleń małego, budzącego się wiosną listeczka brzozy, aż niemal czuć jak się przeciąga, ziewa i wita radośnie ze światem.

Odkąd pamiętam, zachwycał mnie świat przyrody.

Jej kolory, dźwięki, faktury. Na łonie natury wszystko jest Żywe, wszystko jest Prawdziwe.

Nie oderwane od siebie tylko zespolone w Jedną Pulsującą Całość.

Czuję to tam tak wyraźnie!

Spotkanie z drugim człowiekiem, takie prawdziwe, otwarte.

To jak czuję ciało kobiety, ciało przyszłej matki, więź matki z dzieckiem.

Jaką Świętością to jest dla mnie.

O tym wszystkim, moja Tęsknota nie pozwoliła mi zapomnieć.

To wszystko nie pozwoliło mi poddać się i  umrzeć.

Teraz już wiem.

Różnorodnie nazywana i przedstawiana.

Przepiękna, Odwieczna, Bezkreśnie Kochająca, Życiodajna Energia Kobiecości.

To Ona nie dała mi umrzeć.

Była, wspierała, opiekowała się mną cały czas.

Pulsowała w moim wnętrzu i iskrzyła w świecie wokół mnie.

Cały czas Była.

Cały czas Jest.

Nawet gdy odwrócę od niej wzrok, Ona i tak Jest.

Dziś patrzę na Nią.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.