„Szlachetne zdrowie” – pisał już w XVI wieku Jan Kochanowski. Nic dziwnego, skoro temat ten jest jednym z najważniejszych dla większości ludzi na świecie. Każdy Człowiek chce się dobrze czuć i mieć możliwość funkcjonowania – w miarę możliwości jak najlepiej. Oprócz spokoju, bezpieczeństwa finansowego, dachu nad głową, obecności bliskich – cóż istotnego, jeśli nie zdrowie?

I tak oto żyjemy w XXI wieku, czyli czasach rozwoju technologii i tego, co postępem nazywamy.

Wszystko wydaje się być bardzo poukładane – jeśli Człowiek chce pozbyć się chorób, to może skorzystać z pomocy służby zdrowia i lepiej się poczuć.

Sprawa jest dość prosta – zapisujemy się na wizytę u lekarza, w wyznaczonym terminie idziemy do gabinetu i tam, pod kilkuminutowym wywiadzie – dostajemy receptę.

Czyż nie jest to wygodnym rozwiązaniem?

Owszem, może i jest, tylko co wtedy, gdy okaże się, że jest to pomoc doraźna, i bardziej niż ‘leczenie’ pasowałoby tu wstawić określenie ‘usuwanie zewnętrznych przejawów chorób’?

Tak przynajmniej wynika z tego, co zaobserwowałem w swoim życiu.

Proszę jednak pamiętać, że nie neguję istnienia służby zdrowia – jak najbardziej uważam, że w sytuacjach awaryjnych, skorzystanie z jej pomocy jest zupełnie wskazane.

Biorąc jednak pod uwagę własne doświadczenia, i to, że od praktycznie kilkunastu lat nie biorę żadnych lekarstw, czuję, iż mogę podzielić się swoimi przemyśleniami.

W tym miejscu warto, byśmy wspólnie zastanowili się jak doszło do obecnej sytuacji, w której ludzie, czując się źle – zapisują się na wizytę w gabinecie?

Z jednej strony jest to obraz lekarza; oto biały kitel, stetoskop, i troskliwa osoba na zdjęciu, i voila! – automatycznie Człowiek odbiera informację, że korzystając z pomocy służby zdrowia, ktoś się nami zaopiekuje.

Po drugie – praktycznie cała wcześniejsza wiedza o samoleczeniu została wcześniej ukazana jako coś zacofanego, i co gorsza – ludzi potrafiących naprawdę pomagać innym, w zasadzie prześladowano.

Dlaczego napisałem ‘naprawdę pomagać innym’? Ponieważ dawniej ludzie potrafili nie tylko likwidować objawy, ale też korzystali z sił przyrody, by dotrzeć do prawdziwych przyczyn chorób.

Kiedy dzisiejsza medycyna zorientowana jest w zasadzie na usuwanie objawów (jak choćby tabletki przeciwbólowe, które w dużym uproszczeniu blokują przesył informacji – czyli wiadomości od ciała, że występuje problem), to wcześniejsze metody leczenia pomagały usunąć przyczynę bólu.

I tak, kiedy byłem jeszcze małym dzieckiem, moja Babcia potrafiła samodzielnie robić wyciągi z określonych roślin (mając wiedzę o nich), które sprawiały, że Człowiek oczyszczał ciało i umysł, a przez to rozwiązywał dany problem.

To coś zupełnie innego, niż wzięcie tabletek, które odcinały odczuwanie bólu.
Rozważam więc jak to się stało, że odwrócono wszystko do góry nogami, i to co istniało znacznie wcześniej – nagle określono jako coś ‘alternatywnego’.

Zastanówmy się Szanowni Państwo – rośliny, zioła i ludzie, którzy potrafili pomagać ludziom byli tu od początku istnienia Planety, natomiast medycyna w obecnej formie, istnieje właściwie od dwóch stuleci.

Z jakiegoś jednak powodu zostało wprowadzone odwrócenie pojęć, bo czyż to właśnie dzisiejsza medycyna nie jest alternatywnym sposobem działania, w odniesieniu do setek tysięcy lat tradycji przekazywanych z pokolenia na pokolenie?

Dzielę się przemyśleniami, ale i obserwacją własnych doświadczeń, ponieważ kiedy zrozumiałem, że mam wpływ na to jak się czuję, jak żyję i czy jestem zdrowy – wziąłem sprawy w swoje ręce.

Od tamtego momentu – moje życie rozkwita, a ja mogę opisywać pewne zjawiska, by każdy Człowiek mógł własne zdanie o tym świecie sobie wyrobić.

Z serdecznymi pozdrowieniami
Andrzej Tomicki

Czytaj także inne teksty tego autora TUTAJ

Wesprzyj niezależne media, pomóż nam przedzierać się z prawdą w gąszczu kłamstw i wszechobecnej propagandy ⇒ kliknij w link: https://www.odkrywamyzakryte.com/wiecej/

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.