Moja kochana duszo. Czuję ogromne wzruszenie pisząc do Ciebie ten list. Jest to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie, ponieważ nigdy wcześniej nie pisałam do Ciebie listu. Pisałam listy do Boga, do różnych osób, również takie terapeutyczne, ale nigdy nie pisałam do Ciebie, kochana Duszo. Czuję taką dziwną mieszanką różnych emocji- od ekscytacji doniosłego wydarzenia po lęk bo nie wiem czego się mogę spodziewać po Twoim powrocie. Ale bardzo tego pragnę. Pragnę Twojego powrotu do mojego życia. Bardzo tęsknię za Tobą i za sobą prawdziwą.

Mam wrażenie, że od zawsze miałam z Tobą bliskie połączenie i szłam za głosem serca, który był bardzo wyraźny.

Już od dziecka wiedziałam dokładnie kim chcę zostać i co robić w życiu.

Było w tym tyle lekkości, prawdy i pasji.

Ale byłam mała i niewiele mogłam, oprócz próby wyrażania sprzeciwu wobec tłamszenia mojej osoby, która i tak zawsze kończyła się źle.

Moi rodzice nie potrafili sobie ze mną poradzić, zwłaszcza despotyczny i agresywny ojciec.

Byłam bardzo energiczna, żywotna, pełna szalonych pomysłów i ciekawa świata.

Byłam też bardzo wrażliwa i spragniona miłości.

Niestety, moi rodzice nie mieli dla mnie energii, czasu ani cierpliwości, których ja tak bardzo potrzebowałam.

Mój ojciec zajmował się głównie chorą psychicznie matką oraz pracą, a na mnie nie było już czasu.

Gdy urodził się mój brat- ja już w ogóle przestałam dla nich istnieć.

Do tego wszystkiego byłam wychowywana w terrorze religijnym, a wszelkie życiowe frustracje były odreagowywane na mnie.

Pamiętam swoją żywotność, niewinność, które z czasem ustępowały lękowi o swoje przetrwanie. Robiłam wszystko by przypodobać się ojcu i uniknąć kary, ale najczęściej kara była nieunikniona bo moja wrodzona ekspresja była silniejsza od chęci podporządkowania się.

Im byłam starsza tym bardziej walczyłam z ojcem, który mnie poniżał, bił, wyzywał i zmuszał do różnych praktyk religijnych.

Nienawidziłam go za to, że nie umiał mnie kochać i akceptować taką jaka jestem.

Nienawidziłam go za to, że wpoił we mnie przekonanie, że jestem zła, grzeszna i że nie zasługuję nawet na zbawienie.

Nienawidziłam go za to, że straszył mnie Bogiem i wiecznym potępieniem.

Nienawidziłam go za to, że wpoił mi ogromne poczucie niższości, winy i wstydu, które później realizowałam przez wiele lat.

Pisząc te słowa, ponownie czuję cały ten ból w brzuchu, który wciąż jest żywy.

Czuję ogromne przytłoczenie, złość, smutek, żal, że tak właśnie było.

Pomimo, że tyle lat poświęciłam terapii, aby sobie pomóc i choć trochę złagodzić ten ból, to nigdy nie udało mi się uzdrowić go w 100%.

Zawsze była jakaś tęsknota za Bogiem, za Tobą Duszo.

Żadne podejście ani narzędzie terapeutyczne nie było w stanie uzdrowić mojego złamanego serca. Pomagało, ale nie uzdrawiało.

Praktycznie na każdej terapii dotykałam tematu duchowości, Boga, wiary i… ściany bo żaden terapeuta nie był w stanie mi pomóc.

To jeszcze bardziej utwierdzało mnie w poczuci bezsilności bo nikt nie potrafił mi poradzić sobie ze swoją tęsknotą.

Nikt nie rozumiał mojej głębokiej tęsknoty Duszo.

Teraz wiem, że Tylko Ty możesz wypełnić mój ból, moją pustkę i moje serce.

Proszę, wróć do mnie kochana, wróć do domu. Ja czekam i jestem gotowa skonfrontować się z Tobą, ze sobą. Jestem gotowa zintegrować to wszystko, co wymaga integracji, tylko potrzebuję Twojej pomocy, opieki, wsparcia, bliskości i prowadzenia.

Swoich sił próbowałam również w Kościele. I w nim szukałam ukojenia dla swojego bólu, poczucia niższości i niegodziwości, ale robiłam to głównie z lęku przed wiecznym potępieniem.

Nie brałam pod uwagę, że mogę szukać gdzie indziej.

Zawsze słyszałam wtedy „głosy”, że źle robię, że odchodzę od Kościoła i od Boga. Że interesuje mnie jakiś New Age i że „Zły”, czyli diabeł to powoduje.

Zalewał mnie wtedy paraliżujący lęk i znów zagłuszałam swoją tęsknotę bo skoro nie jest „po katolicku”, to znaczy, że się nie liczy. A tęsknota i tak została, oczywiście niezaspokojona…

Niestety, lojalność względem mojej rodziny i rodu była silniejsza niż moje prawdziwe potrzeby, które i tak dla nikogo nie miały znaczenia.

Świadomość, że mogę naprawdę odejść od Kościoła katolickiego oznaczało dla mnie koniec świata, wzbudzało ogromny lęk, który jest obecny do teraz oraz poczucie zdrady.

I to jest największa prośba do Ciebie moja Duszo, abyś usunęła blokadę związaną z moim przywiązaniem do religii katolickiej.

Abyś usunęła wszystkie moje lęki, przekonania i wpojone doktryny związane z tym kościołem.

Pragnę być wolna nie tylko w mowie, ale przede wszystkim w sercu.

Aby moje serce zaznało wreszcie spokoju i zaakceptowało moje wybory, które są naprawdę moje, a nie narzucone z góry bo tak musi być. I żebym umiała odróżnić jedno od drugiego.

Nade wszystko, chciałabym podążać moją własną drogą daną mi od Boga, która jest tylko moja i przeznaczona dla mnie.

Duszo moja kochana zdejmij, proszę, to brzemię, które utrzymuje mnie w poczuciu bycia gorszą i nie zasługującą na dobre życie. Ten ból jest dla mnie naprawdę uciążliwy i paraliżuje wiele sfer mojego życia.

Kolejna prośba związana jest z usunięciem blokady emocjonalnej.

Proszę Cię moja Duszo, abyś pomogła mi uporać się ze wszystkimi trudnymi, przytłaczającymi emocjami, które mam w stosunku do ojca i matki.

Proszę Cię, abyś pomogła mi prawdziwie wybaczyć te wszystkie krzywdy, które mi wyrządzili, te rany, które mi zadali odmawiając swojej miłości i wsparcia, zwłaszcza w momentach, gdy ich najbardziej potrzebowałam.

Proszę Cię, abyś pomogła mi wybaczyć brak ich zainteresowania, troski, szacunku oraz straty, które poniosłam na skutek tych zaniedbań.

Kochana Duszo, zabierz ode mnie ten smutek, żal, ból niekochanego dziecka, które, choć całe życie się buntowało, to tak naprawdę nie przestało ich kochać.

Dziecko, które zatraciło swoją Duszę, siebie, żeby ich chronić. Proszę, zabierz ode mnie ten ból, poczucie winy, wstyd i złość, że wtedy nie umiałam inaczej.

Proszę Cię, wybacz mi też moje błędy młodości, które były ceną, jaką zapłaciłam za swoją niezależność i potrzebę wolności.

Pęka mi serce jak o tym pomyślę. Wybacz mi, proszę i pozwól żyć na nowo z lekkością w sercu.

Kolejna prośba dotyczy usunięcia blokady związanej z brakiem zaufania i wiary we własne możliwości. Jest to dla mnie ogromny problem, aby ufać sobie, Bogu i innym ludziom.

Wszystko chcę kontrolować. Bardzo mnie to męczy bo choć nieraz chciałabym ufać sobie i swoim możliwością, to najczęściej uważam, że to inni wiedzą lepiej, są mądrzejsi i mają rację.

Chciałabym podążać swoją drogą, ufać Tobie i Twojemu prowadzeniu, z wiarą, że jest dla mnie najlepsza.

Proszę Cię również, abyś nauczyła mnie prawdziwie kochać siebie i dawać sobie wsparcie, zawsze wtedy, gdy tego potrzebuję, bez względu na gotowość innych ludzi.

Abym, za każdym razem nie sabotowała swoich poczynań i siebie nie karała, nawet jak coś, w moim odczuciu mi się nie powiedzie.

Tracę przez to ogrom energii, szacunek do siebie oraz poczucie, że cokolwiek mnie w życiu spotka, to sobie poradzę.

Chcę wierzyć, że razem damy radę, bo ja już nigdy nie będę sama.

Duszo kochana, proszę, abyś usunęła z mojego życia uczucie pustki i poczucie bezsensu.

Abym odzyskała radość życia, którą utraciłam wiele lat temu na skutek swoich nieświadomych decyzji.

Abym nie musiała zadawalać się szybkimi substytutami, które nigdy nie dadzą mi tego, co obiecują, a jeszcze bardziej pogłębią moją pustkę.

Abym, na nowo nauczyła się akceptować siebie taką jaką jestem z wszystkimi swoimi zaletami i wadami.

Żebym dała sobie prawo żyć i uwierzyła, że skoro jestem na tym świecie, to mam prawo tu być i żyć w obfitości.

Abym mogła sobie prawdziwie wybaczyć błędy z przeszłości i przestała się za nie nieświadomie biczować.

Abym odzyskała swoją wolność i niewinność, za którą tak tęsknię.

Abym mogła prawdziwie żyć razem z Tobą.

Kochana Duszo, proszę, abyś usunęła wszelkie blokady w relacji z moim mężem, z którym jestem już wiele lat.

Ty wiesz, że był moim Aniołem, gdy go poznałam i to, w ogromnym stopniu, dzięki niemu i jego miłości jestem tu gdzie jestem, mogłam wzrastać i prawdziwie się zmieniać.

Nie mniej jednak, na skutek moich nadużyć w sferze intymnej nasze pożycie nigdy nie należało do najłatwiejszych.

Ja, ze swojej strony, zrobiłam wszystko, aby uleczyć tę sferę, ale jak wiesz, wiele to nie zmieniło, a zatem i tu proszę Cię o usunięcie blokady nadużyć i przemocy, które miały miejsce w moim życiu.

Proszę Cię moja Duszo, abyś mi pokazała jak usunąć wszelkie, niewłaściwe programy, które nie służą naszemu związkowi, a które nie pozwalają, aby w pełni cieszyć się sobą i tym, że jesteśmy ze sobą już tyle lat i tyle wspólnie przeszliśmy.

Proszę, pomóż mi, prawdziwie kochać mojego męża lub pomóż od niego odejść bo ilość pustki oraz poczucia winy, których doświadczam jest dla mnie zbyt duża.

Bardzo chciałabym kochać i odwzajemniać jego miłość, ale, z jakiś powodów, jest mi bardzo ciężko…

Nawet teraz, czuję ogromny lęk bo na samą myśl, że mielibyśmy się naprawdę rozstać ogarnia mnie panika.

Proszę Cię, kochana Duszo, naucz mnie jak radzić sobie z tą frustracją, złością i wiecznym niezadowoleniem.

Tak wiele rzeczy mnie w nim wkurza i trudno mi zaakceptować.

Oczywiście ogromny wpływ ma na to jego rodzina, a dokładnie jego rodzice, którzy są wierną kopią moich sprzed lat.

Nawet w tej relacji nie wiem do końca na ile wiąże mnie lojalność, a na ile jest to świadoma decyzja, że chcę być w tym związku.

Ja po prostu chcę umieć kochać i nie łudzę się, że gdzieś indziej trawa jest bardziej zielona. Proszę, pokaż mi kochana, jak spojrzeć na ten temat inaczej.

Proszę Cię jeszcze, abyś pomogła mi uporać się z blokadą twórczego zastoju, który trwa u mnie od kilku lat.

Zawsze robiłam to, co kochałam, za co ogromnie dziękuję, ale od jakiegoś czasu, to, co robię, nie daje mi już kompletnie ani satysfakcji ani radości, co mnie bardzo zasmuca.

Potrzebuję nowej perspektywy i Twojego prowadzenia.

Tak bardzo chciałabym dalej pomagać innym, trochę inaczej niż dotychczas, ale czuję jeszcze blokadę, aby ruszyć w nowym kierunku.

Proszę, działaj przeze mnie w moim imieniu, abym mogła jeszcze służyć innym i wzbogacać ich życie bo wiem, że mam wiele do zaoferowania, choć, często powątpiewam w swoje możliwości.

Proszę, przemień te wszystkie wewnętrzne głosy, że: jeszcze nie, że nie dam rady, że się nie nadaję, że jeszcze muszę skończyć to czy to… i ściągają mnie na samo dno.

Z mojej strony, kochana Duszo masz pełne prawo, abyś oczyściła, naprawiła i uzdrowiła każdy obszar mojego życia, który uznasz za najważniejszy.

Składam Ci moje życie w pokorze.

Zawsze czułam się bardzo samotna, a teraz czuję taki przypływ bliskości, który pozwala mi wierzyć, że razem, po Twoim powrocie damy radę przejść ten proces.

Wierzę, że już nie jestem sama i nie muszę szukać pomocy, tam gdzie i tak jej nie znajdę.

Dziękuję, kochana Duszo, za Twój każdy dotyk i doświadczenie przemienionego serca, które będzie się dokonywać.

Dziękuję za poczucie szczęścia, wyrażającego się w zdaniu: jak dobrze być znowu w domu.

Dom, to dla mnie najpiękniejsze i najważniejsze słowo, w którym zapisane są tęsknoty wszystkich żywych istot i całego świata.

Kończę ze słowami z piosenki Justyny Steczkowskiej „ Wracam do domu ostatni raz…”.

⇒ Czytaj także: MUSISZ CODZIENNIE KARMIĆ SWOJĄ DUSZĘ…

Wesprzyj niezależne media, pomóż nam przedzierać się z prawdą w gąszczu kłamstw i wszechobecnej propagandy ⇒ kliknij w link: https://www.odkrywamyzakryte.com/wiecej/

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.