10 ekspertów medycznych z różnych dziedzin, którzy nie boją się otwarcie mówić o fałszywej panice… Których opinie na temat wybuchu koronawirusa są sprzeczne z oficjalnymi narracjami głoszonymi przez rządowe media i wiadomościami rozpowszechnionymi w mediach społecznościowych. Którzy pragną otworzyć ludziom oczy na drogę prowadzącą do totalitaryzmu

Oto i ich najważniejsze wypowiedzi.

♦ Profesor dr Joel Kettner z Community Health Sciences and Surgery na Uniwersytecie Manitoba, były dyrektor ds. zdrowia publicznego w prowincji Manitoba i dyrektor medyczny Międzynarodowego Centrum Chorób Zakaźnych (wypowiedź dla CBC Radio – Cross Country Checkup z 15 marca 2020 r.):

Nigdy nie widziałem czegoś takiego, niczego takiego w pobliżu. Nie mówię o pandemii, ponieważ widziałem 30 z nich, jedną każdego roku. Nazywa się to grypą i innymi wirusami chorób układu oddechowego, bo nie zawsze wiemy, czym one są. Ale nigdy nie widziałem takiej reakcji i staram się zrozumieć, dlaczego.

[…] Martwię się o przekaz publiczny, o strach przed kontaktem z ludźmi, o zakaz przebywania w tej samej przestrzeni co inni ludzie, uścisk dłoni, spotkania z ludźmi. Martwię się o wiele, wiele konsekwencji z tym związanych.

 

♦ Dr Yoram Lass jest izraelskim lekarzem, politykiem i byłym dyrektorem generalnym Ministerstwa Zdrowia. Pracował również jako prodziekan Uniwersytetu Medycznego w Tel Awiwie, a w latach 80. prezentował naukowy program telewizyjny Tatzpit:

Włochy są znane z ogromnej zachorowalności na problemy z oddychaniem, ponad trzykrotnie większe niż w jakimkolwiek innym kraju europejskim. W USA około 40 000 osób umiera w zwykłym sezonie grypowym, a jak dotąd 40-50 osób zmarło na koronawirusa, większość z nich w domu opieki w Kirkland w stanie Waszyngton (wywiad z 22 marca 2020 r.):

[…] W każdym kraju więcej osób umiera na zwykłą grypę niż tych, którzy umierają na koronawirusa.

[…] Istnieje bardzo dobry przykład, o którym wszyscy zapominamy: świńska grypa w 2009 roku. Był to wirus, który dotarł do świata z Meksyku i do dziś nie ma przeciwko niemu szczepionki. Ale co? W tym czasie nie było Facebooka, a może był, ale jeszcze w powijakach. Natomiast koronawirus jest wirusem public relations.

Kto myśli, że rządy zwalczają wirusy, jest w błędzie.

 

♦ Frank Ulrich Montgomery to niemiecki radiolog, były prezes Niemieckiego Stowarzyszenia Medycznego i wiceprezes Światowego Stowarzyszenia Medycznego (wywiad z 18 marca 2020 r.).

Nie jestem fanem blokad. Każdy, kto narzuca coś takiego, musi również powiedzieć, kiedy i jak go ponownie je odmrozić. Ponieważ musimy założyć, że wirus będzie z nami przez długi czas, zastanawiam się, kiedy wrócimy do normy? Nie możemy utrzymywać szkół i przedszkoli zamkniętych do końca roku. […] Włochy nałożyły blokadę i mają odwrotny skutek.

 

♦ Dr David Katz jest amerykańskim lekarzem i dyrektorem oraz założycielem Yale University Prevention Research Center (artykuł w New York Times z 20 marca 2020 r.):

Jestem głęboko zaniepokojony tym, że społeczne, ekonomiczne i zdrowotne konsekwencje tego prawie całkowitego załamania normalnego życia – zamkniętych szkół i firm, zakazu zgromadzeń – będą długotrwałe i katastrofalne. Być może poważniejsze niż bezpośrednie żniwo samego wirusa. Rynek akcji odbije się w czasie, ale wiele firm nigdy tego nie zrobi. Bezrobocie, zubożenie i rozpacz prawdopodobnie będą pierwszorzędnymi plagami zdrowia publicznego.

 

♦ Michael T. Osterholm jest profesorem i dyrektorem Center for Infectious Disease Research and Policy na University of Minnesota (artykuł w Washington Post z 21 marca 2020 r.):

Zastanów się nad skutkami zamknięcia biur, szkół, systemów transportu, restauracji, hoteli, sklepów, teatrów, sal koncertowych, wydarzeń sportowych i innych miejsc na czas nieokreślony oraz pozostawienia wszystkich pracowników bez pracy i publicznego zasiłku. Prawdopodobnym rezultatem byłaby nie tylko depresja, ale całkowite załamanie gospodarcze z niezliczoną liczbą trwale utraconych miejsc pracy.

 

♦ Dr Peter Goetzsche jest profesorem projektowania i analizy badań klinicznych na Uniwersytecie w Kopenhadze i założycielem Cochrane Medical Collaboration. Napisał kilka książek o korupcji w medycynie i sile wielkich firm farmaceutycznych (wpis na blogu Deadly Medicines… z 21 marca 2020 r.):

Naszym głównym problemem jest to, że nikt nigdy nie będzie miał kłopotów z powodu środków, które są zbyt drakońskie. Wpadną w kłopoty tylko wtedy, gdy zrobią za mało. Tak więc nasi politycy i osoby zajmujące się zdrowiem publicznym robią znacznie więcej niż powinny.

Żadnych takich drakońskich środków nie zastosowano podczas pandemii grypy w 2009 r. I oczywiście nie można ich stosować każdej zimy, czyli przez cały rok, ponieważ zawsze gdzieś jest zima. Nie możemy trwale zamknąć całego świata.

Jeśli okaże się, że epidemia wkrótce zaniknie, pojawi się kolejka ludzi, którzy będą chcieli za to odszkodowanie. I możemy być cholernie pewni, że drakońskie środki zostaną zastosowane ponownie następnym razem. Ale pamiętaj żart o tygrysach. „Dlaczego dmuchasz w róg?” „Aby trzymać tygrysy z dala”. „Ale tu nie ma tygrysów”. „Widzisz!”

 

♦ Dr John Lee jest angielskim konsultantem histopatologiem w Rotherham General Hospital, a wcześniej był profesorem klinicznym patologii w Hull York Medical School (artykuł w The Specator z 28 marca 2020 r.):

Jest jeszcze jeden, potencjalnie jeszcze poważniejszy problem: sposób rejestrowania zgonów. Jeśli ktoś umiera z powodu infekcji dróg oddechowych w Wielkiej Brytanii, konkretna przyczyna infekcji zwykle nie jest rejestrowana, chyba że choroba jest rzadką „chorobą podlegającą zgłoszeniu”.

Tak więc zdecydowana większość zgonów z powodu chorób układu oddechowego w Wielkiej Brytanii jest rejestrowana jako zapalenie oskrzeli, zapalenie płuc, starość lub podobne określenie. Nie testujemy grypy ani innych sezonowych infekcji. Jeśli pacjent ma, powiedzmy, raka, chorobę neuronu ruchowego lub inną poważną chorobę, zostanie to zarejestrowane jako przyczyna śmierci, nawet jeśli ostateczną chorobą była infekcja dróg oddechowych. Oznacza to, że brytyjskie certyfikaty zwykle nie rejestrują zgonów z powodu infekcji dróg oddechowych.

Teraz spójrz na to, co się wydarzyło od czasu pojawienia się Covid-19. Lista chorób podlegających obowiązkowi zgłoszenia została zaktualizowana. Ta lista – oprócz ospy (która wyginęła od wielu lat) i chorób, takich jak wąglik, bruceloza, dżuma i wścieklizna (których większość lekarzy w Wielkiej Brytanii nigdy nie zobaczy w całej swojej karierze) – została teraz zmieniona w celu włączenia Covid- 19, ale nie grypy. Oznacza to, że każdy pozytywny test na Covid-19 musi zostać zgłoszony w taki sposób, że po prostu nie byłby on brany za grypę lub większość innych infekcji.

 

♦ Dr John Oxford jest angielskim wirusologiem i profesorem na Queen Mary, University of London. Jest wiodącym ekspertem od grypy, w tym ptasiej grypy i grypy „hiszpanki” z 1918 r. oraz HIV / AIDS (post w witrynie Novus Communications z 31 marca 2020 r.):

Osobiście powiedziałbym, że najlepszą radą jest spędzanie mniej czasu na oglądaniu wiadomości telewizyjnych…. Osobiście uważam tę „epidemię Covid” za pokrewną epidemii sezonowej grypy. W tym przypadku w ubiegłym roku mieliśmy 8000 zgonów w grupach „zagrożonych”, tj. ponad 65% osób z chorobami serca itp. Nie sądzę, aby obecny Covid przekroczył tę liczbę. Mamy epidemię medialną!

 

♦ Dr Claus Köhnlein jest niemieckim internistą z Kilonii i współautorem książki „Virus Mania” (nagranie z 21 marca 2020 r.):

Test koronawirusa to test oparty na PCA, w którym programowane są fałszywe alarmy. Połowa [pozytywnych testów] może być błędna. Testy PCA często wykazują fałszywie dodatnie wyniki. Możesz zapytać profesora Gigerenzera w Berlinie o ten problem. Testy są bardzo czułe. Jeśli masz tylko jedną cząsteczkę czegoś, test może wykazać wynik dodatni. To nie znaczy, że pacjent jest chory lub że ma koronawirusa, a my w pełni polegamy na tych testach.

W tej chwili nie można powiedzieć, jak wysoka jest naprawdę śmiertelność, potrzebujemy znacznie więcej badań i znacznie więcej chorych lub zmarłych osób. Jest za wcześnie

Ale rozprzestrzeniająca się panika jest w dużej części oparta na wiadomościach z Włoch. A dziś nie wiadomo, ile z tego, co podają media należy do fałszywych wiadomości. Widziałem włoskich lekarzy wypowiadających się na żywo i mam przekonujące podejrzenia, że coś jest nie tak z tym, co mówią.

Jestem klinicystą i nie widzę nowej choroby na horyzoncie. Gdyby wykluczyć te testy, życie toczyłoby się tak jak poprzednio…

 

♦ Dr Gerd Gigerenzer jest niemieckim psychologiem, profesorem psychologii i dyrektorem Harding Center for Risk Literacy w Berlinie (artykuł w Project Syndicate z 12 marca 2020 r.):

W wyniku epidemii świńskiej grypy w 2009 r. zginęły setki tysięcy ludzi, głównie w Afryce i Azji Południowo-Wschodniej. Ale w Europie, gdzie zagrożenie było stosunkowo niewielkie, media codziennie aktualizowały liczbę ofiar śmiertelnych i liczbę podejrzanych przypadków. W Wielkiej Brytanii rząd przewidział, że z powodu tej choroby może umrzeć nawet 65 000 obywateli. W końcu zmarło mniej niż 500.

Jak można się spodziewać, takie codzienne rachunki wywołały strach i skłoniły polityków do podejmowania pochopnych, niewłaściwych decyzji – takich jak gromadzenie leków – bez sprawdzania dowodów. Wszystkie oczy skupiły się na nowym, nieznanym wirusie, a nie na ochronie ludzi przed bardziej śmiertelnymi zagrożeniami, takimi jak grypa sezonowa, która w 2009 r. zabiła o wiele więcej ludzi niż świńska grypa. Nadal tak jest – co byłoby jasne, gdyby media bombardowały nas cogodzinnymi aktualizacjami liczby ofiar śmiertelnych związanych z grypą.

Podobnie miliony ludzi, szczególnie w krajach rozwijających się, co roku umierają na malarię i gruźlicę. A w samych Stanach Zjednoczonych zakażenia szpitalne zabijają około 99 000 pacjentów rocznie. Jednak ci pechowcy nie zwracają na siebie uwagi.

Dlaczego bardziej boimy się tego, co rzadziej nas zabije?

[…] w rozprzestrzenianie się świńskiej grypy wiele rządów zastosowało się do rad Światowej Organizacji Zdrowia i zgromadziło Tamiflu, lek sprzedawany w celu ochrony przed poważnymi konsekwencjami grypy. Jednak wielu ekspertów-doradców WHO miało powiązania finansowe z producentami tego narkotyku i wciąż nie ma dowodów na skuteczność Tamiflu. USA zmarnowały ponad 1 miliard dolarów, a Wielka Brytania ponad 400 000 funtów na ten lek – pieniądze, które zamiast tego można by zainwestować w poprawę opieki zdrowotnej.

Proste słowa, logiczne myśli… Bez wygórowanych statystyk, bez paranoi strachu…

⇒ Czytaj także: SPECJALISTA DS. CHORÓB UKŁADU ODDECHOWEGO O SPRZECZNOŚCIACH I KŁAMSTWACH „PANDEMII” COVID-19

♦ Zareklamuj światu swoją działalność, produkty, miejsce, wydarzenie itd. – dodaj ogłoszenie KLIK

♦ Odkrywaj zakryte z nami, wspieraj rozwój portalu KLIK

♦ Współpraca reklamowa na portalu [email protected]

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.