Demon Kratos, czyli prawdziwe oblicze świata. Na lekcjach historii opowiedziano nam o tym, jak na świecie rozpoczął się ustrój demokratyczny, który zakłada ‘władzę w rękach ludu’. Czy to jednak prawdziwy obraz sytuacji? – porównajmy go z inną lekcją historii, którą przekazała nam Anastazja.

DEMON KRATOS

Niewolnicy szli powoli jeden za drugim, a każdy niósł oszlifowany kamień. Czterech szeregów, każdy o długości półtora kilometra, z kamieniołomów do miejsca, gdzie zaczęto budowę miasta twierdzy, pilnowali strażnicy. Na dziesięciu niewolników przypadał jeden uzbrojony wojownik – strażnik. Obok idących niewolników, na szczycie trzynastometrowej, zbudowanej z oszlifowanych kamieni ludzkimi rękami góry, siedział Kratos – jeden z naczelnych kapłanów. W ciągu czterech miesięcy w milczeniu obserwował to, co się działo. Nikt go nie odciągał, nikt nawet spojrzeniem nie śmiał przerwać jego rozmyślań. Niewolnicy i straże traktowali sztuczną górę z tronem na szczycie jako nieodłączną część krajobrazu. A na człowieka – to siedzącego nieruchomo na tronie, to przechadzającego się po placu na szczycie góry – już nikt nie zwracał uwagi. Kratos postawił przed sobą zadanie: zreorganizować państwo, na tysiąclecia umocnić władzę kapłanów, podporządkować im wszystkich ludzi na Ziemi, czyniąc z nich – łącznie z władcami państw – kapłańskich niewolników.

W tym wstępie widzimy obraz sytuacji, w której niewolniczo wykorzystuje się tysiące ludzi – starych, i młodych, bez względu na to, kim wcześniej byli.

Wszyscy w równych rzędach zostają zmuszeni do maszerowania z ciężkimi kamieniami, a każdy jest niewolnikiem.

I skoro odebrano tym ludziom wolność, to oczywiście niektórzy z nich biernie przyjęli sytuację i traktują ją jako coś normalnego, inni natomiast – gorączkowo rozmyślają o tym, jak się wydostać.

To oczywiście sprawia, że po pierwsze – zmuszeni ludzie wykonują wszystkie działania ‘za karę’ – czyli opieszale i wciąż muszą być poganiani; z drugiej – że w każdej chwili coraz bardziej wzbiera chęć zbuntowania się.

Wynika z tego, że trzeba powiększać armię strażników, zamieniając ich w poganiaczy i uzbrojoną obstawę na wypadek powstania.

Kratos, siedzący na szczycie góry, przez wiele miesięcy obserwuje pochód niewolników, aż w końcu, któregoś dnia zrzuca swoje kapłańskie ubrania i przebierając się za jednego z niewolników, zostawia sekretny znak dozorcy, po czym dołącza do marszu więźniów.

Chce się samemu przekonać co siedzi w głowach pracujących ludzi.

W nocy, gdy dociera do baraków, rozpoczyna od niechcenia rozmowę z jednym z wyróżniających się więźniów.

Kapłan posiada nad wyraz rozwinięty zmysł obserwacji i zna doskonale ludzką psychikę – rozumie, że nie bez powodu jego uwagę przykuł ów młody mężczyzna.

Udając obojętność – wzdycha głośno w nocnej ciszy: Ach, jakże chciałbym się kiedyś stąd wydostać. – i oczekuje odpowiedzi. Ta nadchodzi dość szybko, bo po chwili zostaje wtajemniczony przez szepcącego więźnia o tym, co on już dawno sobie przemyślał.

Wyliczył, ilu jest strażników, jak długo zajmie przygotowanie do walki z siłami kapłanów i w podnieceniu przedstawia wizję upragnionej wolności.

Kratos słucha tego ze spokojem, po czym następnego dnia, kiedy przechodzi obok znajomego strażnika – daje mu znać, i znów staje się potężnym władcą.

Teraz jednak rozumie, że wola walki i dążenia wolnościowe na nic się zdadzą – ludzie zawsze będą się buntować i obmyślać plany zerwania kajdan.

Tu musi być inne rozwiązanie – takie, które na zawsze rozwiąże ten problem.

Obmyśla więc demoniczny plan i wygłasza go pozostałym kapłanom:

Wzmacniamy straże. Musimy dobrze karmić swoich niewolników, bo inaczej nie będą mogli wykonywać ciężkiej fizycznej pracy. Lecz oni tak czy inaczej są leniwi i skłonni do buntu. Patrzcie, jak wolno się poruszają, a rozleniwiona straż nie popędza ich kańczugami i nie bije nawet zdrowych i silnych niewolników. Ale oni zaczną się poruszać o wiele szybciej. I nie będzie im potrzebna straż. Strażnicy też staną się niewolnikami. Dokonać czegoś podobnego można w następujący sposób. Niech dzisiaj przed zachodem heroldowie rozniosą dekret faraona, w którym będzie powiedziane: Z nastaniem świtu nowego dnia wszystkim niewolnikom darowana zostaje całkowita wolność. Za każdy kamień dostarczony do miasta wolny człowiek będzie otrzymywał jedną monetę. Monety można zamienić na jedzenie, odzież, mieszkanie, pałac w mieście, czy samo miasto. Odtąd jesteście wolnymi ludźmi.

Rankiem następnego dnia kapłani i faraon ponownie weszli na plac na szczycie sztucznej góry.

Obraz, który pojawił się przed ich oczyma poruszał wyobraźnię.

Tysiące ludzi, byłych niewolników, na wyścigi ciągnęły te same kamienie, co wcześniej.

Zalewając się potem, wielu niosło po dwa kamienie. Inni którzy mieli po jednym biegli, zostawiając za sobą unoszący się kurz.

Niektórzy strażnicy też ciągnęli kamienie. Ludzie, którzy uważali siebie za wolnych – wszak zdjęto z nich kajdany – dążyli do zdobycia jak największej ilości upragnionych monet, aby zbudować swoje szczęśliwe życie.

Tak oto – wciąż gonimy z kamieniami, nie zauważając, że to życiem nie jest.

Owocnych rozmyślań Szanowni Państwo…

Czytaj także: CZYM JEST TEN ŚWIAT, PO KTÓRYM STĄPAMY?

Wesprzyj niezależne media, pomóż nam przedzierać się z prawdą w gąszczu kłamstw i wszechobecnej propagandy ⇒ kliknij w link: https://www.odkrywamyzakryte.com/wiecej/

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.