Wiele lat temu, gdy zaczynałem coraz bardziej analizować wszystko co dzieje się na świecie – obserwować swoje zachowania, sprawy społeczne i ludzkie dążenia, pojawiły się przede mną ważne wybory. Oto któregoś dnia, zamiast jak zwykle wybrać towarzystwo pozornie roześmianych (wewnątrz zazwyczaj jednak smutnych) ludzi, głośną muzykę lecącą z głośników i robienie rzeczy, których czasem nawet pamięć nie chciała rejestrować – wybrałem coś zupełnie innego.

Zamiast tzw. spotkania towarzyskiego, czyli ‘imprezy’, wybrałem własną ścieżkę… która to, zaprowadziła mnie do Rezerwatu Przyrody.

Tam, pośród wysokich dębów, gęsto rosnących świerków czy bagiennych obszarów olszynowych, dostrzegałem coraz bardziej zdumiewający świat nie tylko Natury samej w sobie, ale przede wszystkim – wewnętrznych odczuć.

Wydawać by się mogło, że zwiedzałem jary i doliny, odwiedzałem potoki i lisie jamy, wspinałem się na sosny i spotykałem olbrzymie łosie – tak naprawdę jednak, spotykałem samego siebie.

Wiele dni, a nawet wieczorów i nocy, spędziłem przechadzając się po kniejach i leśnych ścieżkach; część z nich zwiedzałem jeżdżąc na rowerze, część przemierzałem boso na własnych nogach.

Zawsze jednak odkrywałem coś niezwykłego – jak chociażby to, że pająki są niezwykle uzdolnionymi alpinistami, mającymi zestaw lin i potrafiącymi je rozciągać w taki sposób, iż zawsze mają pełne zabezpieczenie na wypadek przerwania którejś z nici.

To, co budują, przechodzi najśmielsze oczekiwania. A to tylko pająki!

Potem, gdy spędzałem coraz więcej czasu w Naturze, miałem wrażenie, że odnajduję siebie – że odkrywam to, co było zagrzebane pod warstwą różnych dogmatów i emocji zebranych w życiu.

Pozornie zwykłe spacery przez las, potrafiły jednak odsłonić przede mną tajemnice, których większość książek nie była w stanie pokazać – pokazywały mi ów wewnętrzny świat, bo odkrywając coś na zewnątrz, odkrywałem to, co wewnątrz.

Okazało się, że Natura ma niezwykłą Moc. Śpiew ptaków, gra światła przechodzącego przez korony drzew, ślady dzikich zwierząt na mokrej ziemi czy wszechobecna zieleń, której wibracja działa uspokajająco, sprawiały, że można było spojrzeć z dystansem na wiele spraw i inaczej zobaczyć samego siebie.

Co więcej – te momenty dawały przestrzeń na zastanowienie się nad sensem życia i tym, co naprawdę ważne.

W wielu podaniach mówi się o tym, że Jezus oddalił się na Pustynię, by przez 40 dni medytować; podobnie Mahomet, a nawet Budda, który ponoć usiadł pod jednym z drzew.

Wielu światłych ludzi w historii (nawet w antycznej Grecji) spędzało czas na łonie Natury, tam właśnie myśl swą rozpędzając.

Ludzie Ci obserwowali zapewne złożoność tego świata – widzieli wzajemne połączenie istniejące pomiędzy wszystkimi istotami, zależność od wody, powietrza, słońca i tego, jak wiatr i deszcz wpływają na wszelkie stworzenie.

W takich momentach być może rozumieli, że jak każdy owad i drzewo są częścią wielkiego ekosystemu, tak i Człowiek jest częścią ogromnego mechanizmu biologicznego, który z jednej strony daje mu wszystko, a z drugiej – prosi o ciepło uczuć Człowieka.

Kto wie – może Jezus czy Budda mieli w lesie spotkanie z dzikim zwierzęciem; spojrzeli w oczy łosia, sarny czy zobaczyli lecącego ponad nimi orła, i dostrzegli, że w nich również jest ŻYCIE.

Może zobaczyli wtedy, że podobnie jak oni – zwierzęta również kochają, mają rodziny, dbają o potomstwo i starają się robić to, co najważniejsze – dbać o miejsce w którym żyją i w harmonii egzystować.

W Naturze można odkryć wiele zadziwiających prawd, które potrafią otworzyć nasze oczy. Najbardziej jednak możemy tam zobaczyć siebie.

I to z całym sercem wszystkim polecam.

Z życzeniami pomyślności

Czytaj także inne teksty tego autora TUTAJ

Wesprzyj niezależne media, pomóż nam przedzierać się z prawdą w gąszczu kłamstw i wszechobecnej propagandy ⇒ kliknij w link: https://www.odkrywamyzakryte.com/wiecej/

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.