Fiskus, a dokładnie Krajowa Administracja Skarbowa chciałby przejąć system elektronicznego poboru opłat drogowych viaToll. Taki projekt zgłoszono jako poselski, chociaż nie jest tajemnicą, że jego twórcą jest strona rządowa. Na razie projekt „elektronicznej obroży” udało się zatrzymać, chociaż przekazanie zarządu nad systemem planowano na 1 lipca 2020 roku.

KAS zamiast GITD

Do tej pory od końca 2018 roku to Główny Inspektorat Transportu Drogowego pełnił funkcję administratora poboru opłat drogowych viaTOLL, czyli systemu elektronicznego poboru opłat od samochodów ciężarowych i dostawczych za korzystanie z dróg publicznych, przede wszystkim autostrad i dróg ekspresowych.

Pod zarządem GITD koszty działalności systemu drastycznie wzrosły, a teraz zaplanowano nowe zmiany.

W środę 29 kwietnia 2020 roku sejmowa Komisja Infrastruktury przeprowadziła pierwsze czytanie projektu nowelizacji ustawy o drogach publicznych oraz niektórych innych ustaw.

W nowelizacji tej znalazło się miejsce na zmianę administratora i podwaliny pod nowy system poboru opłat drogowych oparty na technologii satelitarnej.

Przewidziano, że od 1 lipca 2020 roku zamiast GITD pieczę nad systemem viaTOLL miałaby trzymać Krajowa Administracja Skarbowa i to ona miałaby przejąć pobór opłat od użytkowników dróg (czyli nieoficjalnie musielibyśmy zmierzyć się z nowym podatkiem).

Projekt, aby to „skarbówka” przejęła kontrolę nad śledzeniem pojazdów, został zgłoszony jako poselski, formalnie nie wymaga więc konsultacji.

Jednak podczas prac w sejmowej Komisji Infrastruktury nie ukrywano, że jego twórcą jest strona rządowa.

Ostatecznie poseł Konfederacji Dobromir Sośnierz interweniował na majowej komisji sejmowej i w ministerstwie, skutecznie przekonując kilku posłów PiS (dokładnie tylko sześciu), by nie głosowali za tym projektem.

Nowy nadzór, nowy system

Oprócz tego, że projekt zakładał, iż opłaty za przejazd zasilą Krajowy Fundusz Drogowy wraz z przejęciem viaTOLL-a przez „skarbówkę” system miał zacząć zmieniać swój charakter.

Planowano wstrzymać budowę bramownic, a z czasem wycofanie się też z dotychczasowych urządzeń pokładowych viaBOX.

W projekcie założono bowiem, że do poboru opłat posłuży system satelitarny, czyli „elektroniczna obroża”.

Wykorzystywać do tego miano powszechnie dostępne i już używane urządzenia umożliwiające geolokalizację, jak np. telefony komórkowe, tablety, czy urządzenia wykorzystywane na potrzeby systemu SENT (służący do monitorowania przewozu towarów).

Opłaty miały być naliczane na podstawie bezpłatnej aplikacji mobilnej Krajowej Administracji Skarbowej, do której dostęp miałyby również służby specjalne (ABW, CBA, Agencja Wywiadu), czyli doszłoby do jeszcze większej inwigilacja obywateli!

System miał namierzać położenie ciężarówek i określać koszty ich przejazdów.

Przewidywano także rezygnację z podpisywania umów pomiędzy użytkownikiem i operatorem systemu poboru opłat.

Zamiast nich miał obowiązywać prowadzony przez szefa KAS rejestr urządzeń do pobierania opłaty powiązany z danymi o użytkowniku i pojeździe.

inwigilacja-pojazdów.jpg
foto.depositphotos.com

Rejestr urządzeń miał być prowadzony wyłącznie drogą elektroniczną, co ponoć miało korzystnie wpłynąć na odbiurokratyzowanie procedur.

Do obowiązków użytkownika należałoby wówczas zadbanie o to, by miał w pojeździe sprawne urządzenie lokalizacyjne i włączoną aplikację w czasie przejazdu płatnym odcinkiem drogi.

Za nieposiadanie sprawnego i zarejestrowanego urządzenia w trakcie przejazdu droga płatną przewidziano karę w wysokości od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych.

Jeśli urządzenie się rozładuje lub ulegnie awarii, kierujący pojazdem będzie miał 15 minut na zjechanie na najbliższy parking, bez prawa do dalszej jazdy po płatnej drodze.

Firmowa czy społeczna inwigilacja?

Do przeprowadzenia ewentualnej kontroli oprócz dotychczasowych pracowników GITD, którzy wraz z przejęciem systemu poboru opłat przez KAS staną się pracownikami podległymi ministrowi finansów, byliby uprawnieni również funkcjonariusze administracji celno-skarbowej.

Najwięcej kontrowersji budzi jednak fakt, że urząd skarbowy otrzymuje w ten sposób doskonałe narzędzie do inwigilacji przedsiębiorcy.

Nowa ustawa umożliwia „skarbówce” śledzenia ruchu ogromnej części firmowych samochodów, których dane na temat lokalizacji miałyby być przechowywane nawet przez 6 miesięcy.

W ten sposób narusza się tajemnice przedsiębiorstw w zakresie rozwiązań, które decydują o powodzeniu ich biznesów.

Poza tym, do systemu należałoby wprowadzić wszystkie dane, które pozwalają na identyfikację właściciela i samochodu: markę, model, numer nadwozia, dopuszczalną masę całkowitą, klasę czystości spalin, rodzaj paliwa, rok produkcji, pojemność skokową silnika, moc, numer rejestracyjny, swój PESEL, NIP i wiele innych danych.

Do zarejestrowania w systemie konieczne mogłoby być także złożenie zabezpieczenia w formie pieniężnej oraz przekazanie w formie cyfrowej (np. skany) dokumentów.

Dane trzeba byłoby aktualizować na bieżąco pod groźbą kary.

Co ciekawe, ponoć KAS planowała na początku utrzymać taki system śledzenia w starej formie, czyli tylko dla samochodów ciężarowych i dostawczych, ale z czasem miał dotyczyć także samochodów osobowych.

Wychodzi na to, że nowy system poboru opłat przewidziano jako przykrywkę dla systemowej, trwałej inwigilacji każdego, kto wjedzie na „płatną drogę”.

Na razie projekt udało się zatrzymać, ale prawdopodobnie rządzący będą próbowali zrealizować swój plan w innym trybie i formie.

⇒ Czytaj także: CYFROWA INWIGILACJA POLAKÓW – MICROSOFT INWESTUJE W POLSCE REKORDOWĄ SUMĘ!

♦ Zareklamuj światu swoją działalność, produkty, miejsce, wydarzenie itd. – dodaj ogłoszenie KLIK

♦ Odkrywaj zakryte z nami, wspieraj rozwój portalu KLIK

♦ Współpraca reklamowa na portalu [email protected]

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.