Zacznijmy od wyprawy w głąb dziejów, aż do czasów starotestamentowych, aby się przekonać, że kilka tysięcy lat temu dokonało się na naszej planecie niejedno, co budzi zdziwienie. Ale czy Mojżesz rzeczywiście rozmawiał z Bogiem? Czy widział Boże oblicze? Czy Bóg wszechmogący musi się w taki sposób objawiać? Nasze logiczne myślenie nie może tego zaakceptować. Z kim jednak Mojżesz rozmawiał naprawdę?

Ateiści uważają tamte zdarzenia za bajeczne, inni zaś za podstawę swej religii – jedni i drudzy są w błędzie!

Wydarzenia z obszaru Palestyny, Egiptu, a także Mezopotamii – dzisiejszego Iraku – stanowią filary religii Abrahamowych (Abraham był Sumerem z Ur), przy czym Stary Testament, Koran i Księga Mormona usiłują wmawiać nam, że wówczas pojawił się tam „Bóg we własnej osobie”, Prastwórca wszechrzeczy: wszystkich galaktyk, wszechświatów, czarnych i białych dziur, i tak dalej, Bóg, który wdał się w dyskusję z „wybranym ludkiem”.

Zważywszy na wiele – opisanych – spotkań z tym ludzkim Bogiem, nie możemy potraktować owych konfrontacji jako zwyczajnych przywidzeń, by dostosować je do sposobu myślenia dzisiejszego człowieka, który chce uchodzić za „Światłego” i pretenduje do „nowoczesności”.

A teraz chciałbym wyjaśnić, z kim Mojżesz miał do czynienia.

Sprzeczności w Księdze Rodzaju

Trzeba zacząć od sprzeczności w Księdze Rodzaju (stanowiącej dzieje stworzenia Świata): znajdujemy w niej jednoznaczne aluzje do tego, że starotestamentowy Bóg nie był jedną osobą, lecz wystąpiło więcej bogów.

Otóż znalazło się w Księdze Rodzaju takie oto, znane przecież, zdanie: A wreszcie rzekł Bóg: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam”. (Rdz. 1,26)

Nie dość, że użyto tu liczby mnogiej – co właściwie powinno by zachwiać podstawy wiary każdego wyznawcy tej religii – to jeszcze owi bogowie okazują się podobni ludziom.

I tak jest w całej Księdze Rodzaju, przy czym mówi się tam przede wszystkim o synach Bożych (Elohim), którzy widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały. (Rdz. 6,2)

Bogowie nie gardzili bynajmniej jadłem i chętnie „raczyli się” ziemskimi kobietami.

Nieco dalej (Rdz. 6,3) czytamy, że człowiek jest istotą cielesną, co uświadamia nam, iż „bogowie” nie byli istotami duchowymi, lecz fizycznymi, bo w przeciwnym razie nie mogliby pozostawiać „córkom człowieczym” swego nasienia i swoich genów.

Co najważniejsze, znajdujemy w Genesis passus kierujący nas ku wynikom badań przeprowadzonych przez doktora Muldaszewa: A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także później, gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w owych dawnych czasach. (Rdz. 6,4)

I znowu oni – giganci!

Tamci „bogowie” czy też „synowie Boży” nie spuszczali z oczu swoich podopiecznych, ludzi.

Według opisu, strzegło człowieka oko widzące wszystko.

Tak więc ludzie widzieli wtedy coś, co miało kształt oka, a czasem chmury, albo też widzieli koła, które obdarzały Światłem i sporadycznie interweniowały, gdy podopieczni popadali w tarapaty, i dawały wówczas dowód swej mocy.

Wielka katastrofa?

[…] o „interwencji” bogów czytamy w Księdze Rodzaju (19, 24-26): A wtedy Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana „z nieba”.

I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność.

Żona Lota, która szła za nim, obejrzała się i stała się słupem soli.

Powyższy passus zawiera aluzję do zrzucenia bomby z ładunkiem nuklearnym – stąd słupy soli! (Zrzucenie bomby atomowej sprawia, że z powodu żaru wyparowują z ciał ofiar wszelkie płyny i pozostaje tylko krystaliczna sól. Dotknięcie zwłok powoduje ich rozpad).

Owi dawni żydowscy świadkowie, którzy dostarczyli opisów (pełnych obłoków, słupów ognia, dymu i hałasu), nie mogli przyjrzeć się z bliska swemu Bogu (Jahwe).

W Starym Testamencie czytamy o tym, że prócz Mojżesza i garstki wybrańców spośród przywódców narodu nikomu nie wolno było zbliżyć się do miejsca zstąpienia Boga, na szczycie góry.

Ten zapowiedział bowiem, że każdego, kto podejmie taką próbę, czeka śmierć.

Spotkanie z Jahwe

Na początku Starego Testamentu znajdujemy tylko opisy żydowskiego Boga oparte na wrażeniach tych naocznych świadków, którzy oglądali go z oddali.

Bliższe przyjrzenie się Jahwe dane było dopiero najbardziej chyba znanemu spośród biblijnych proroków, Ezechielowi, który też pozostawił szczegółowy opis owej postaci.

[…] pierwsza część wizji Ezechiela przypomina wcześniejsze biblijne opisy żydowskiego Boga: poruszający się na niebie ognisty obiekt, który wydziela dym i ogłuszająco hałasuje.

Gdy ten obiekt się zbliżył, stwierdził Ezechiel, że był on metalowy.

[…] kiedy czytamy starotestamentowe opowieści – zwłaszcza Księgę Ezechiela i apokryficzną Księgę Henocha z pozycji neutralnego naukowca, to niemal jedyną możliwą interpretacją jest uznanie, że mamy do czynienia z opowieściami o podróży kosmitów, którzy nawiązali kontakt z niewielką grupą osób, po czym manipulowali nimi odpowiednio do własnych celów i, traktując jak łatwowierne i uległe marionetki, zmusili je do wywalczenia dla siebie pewnego terytorium.

Wnikając głębiej, stwierdzamy, że co rusz jest mowa o wojnach między samymi „bogami”.

W sumeryjskim eposie o Gilgameszu, w mitologii greckiej, w Wedach, w zapisach na sumeryjskich tabliczkach widać to wyraźnie.

W Starym Testamencie natrafiamy na przeciwstawienie Elohim postaciom zwanym Nefilim.

Odnosi się niemal wrażenie, że różni ówcześni kosmici kontaktowali się z różnymi ludami i że nakłaniali ludy do wojen, aby przy ich pomocy zdobywać dla siebie terytorium na Ziemi.

Do destruktywnych, ujarzmiających istot pozaziemskich można by także zaliczyć starotestamentowego Boga – Jahwe, trudno bowiem nie zapytać, cóż to za Bóg, który zachęca swój „naród wybrany” do tego, by w czasie exodusu tępił inne ludy czy plemiona – wszystkie, bez wyjątku.

Cóż to za Bóg, który nawołuje, a nawet zmusza swój „naród wybrany” do ludobójstwa?

Zresztą w Starym Testamencie znajdujemy niejeden przypadek ludobójstwa.

W sumie jest ich ponad siedemdziesiąt – mowa tu o tępieniu całych narodów i o masowych mordach; a nie bierzemy pod uwagę – także licznych – zabójstw, grabieżczych wypraw, masowych gwałtów i innych zbrodni, choćby przypadki kazirodztwa.

Czyż nie jest to przerażające?

Nowy kontra Stary Testament

Rozpoczął się XXI wiek i oto w naszych świątyniach znowu coraz częściej cytuje się Nowy Testament; do niego też nawiązują kazania.

A dlaczego nie?

Przecież te słowa Jezusa, które do nas dotarły – choćby te z Kazania na Górze, z dwudziestu jeden listów, z Dziejów Apostolskich i Ewangelii Św. Jana – nie mają sobie równych w światowej literaturze, są wszak wyrazami miłości, niosą pokój i mądrość.

Zgoła inaczej przedstawia się to w Starym Testamencie.

Wciąż czytamy w nim o gniewnym Bogu czy Stwórcy, o wojnie i zniszczeniu „nakazanym przez Boga”, o czyjejś winie i ofierze.

Mało tego; w rajskim ogrodzie Bóg przeklina Adama i Ewę.

Bóg, który przeklina?!

Starotestamentowy Bóg nie jest na pewno tożsamy z Bogiem nowotestamentowym – i odwrotnie!

Stwierdzamy więc, że „synowie Boży” zstępowali z niebios, aby wiązać się, łączyć w pary z córkami Ziemian.

Porwania – statkami powietrznymi (!) – wystąpiły nie tylko u Henocha, ale także u Abrahama i Ezechiela.

Cóż zatem naprawdę się wydarzyło?

Już w pierwszych zdaniach Księgi Rodzaju widać wyraźnie zmiany, które w tekstach od tysięcy lat przekazywanych przez ustną tradycję nastąpiły za sprawą wielokrotnego kopiowania, ale i zmiany po części zamierzone.

W najstarszych tekstach hebrajskich mówi się stale – w liczbie mnogiej – o Elohim, a to w przekładzie z hebrajskiego, oznacza: „bogowie”, „bóstwa” lub „istoty boskie”. Gdyby dawni uczeni w piśmie chcieli rzeczy-wiście mówić o jednym Bogu, to używaliby wyrazu El -w liczbie pojedynczej!

Ale skoro tego nie czynili, należy zakładać, że chodziło im o grupę bogów czy istot boskich.

Notabene odpowiednikiem El w języku akadyjskim jest wyraz Ilu, w arabskim zaś – ilah (Allah?).

W dziejach stworzenia wyraz Elohim pojawia się jeszcze 66 razy.

W dzisiejszych „oficjalnych” hebrajskich tekstach Starego Testamentu, określanych jako Biblia Hebraica, wyraz Elohim występuje… ponad 2 tysiące razy.

Uważam , że jest to wskazówka, iż „na początku” dzieła stworzenia siłą sprawczą nie był jeden tylko Pan Bóg, lecz działała wówczas pewna grupa istot o wielkiej inteligencji!

Jeżeli jednak będziemy się wczytywać wyłącznie w Stary Testament, to przyjdzie nam dalej poruszać się po omacku.

Aby ustalić, kim byli owi Elohim, którzy wtedy odwiedzili Ziemię, musimy zainteresować się jeszcze starszymi pismami, a mianowicie tymi, z których czerpali żydowscy uczeni w piśmie, z których – poprzez manipulację (łac. manus – ręka) – wywiedli swoje dzieje stworzenia…

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Są to fragmenty książki pt. „RĘCE PRECZ OD TEJ KSIĄŻKI!”. Jej autorem jest kontrowersyjny  Jan van Helsing, który odkrywa przed czytelnikami największe tajemnice tego świata. Książka w całości do kupienia tutaj -> kliknij.

**Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.