GMO to śmierć na talerzu – o tym pisaliśmy już w artykule dostępnym tutaj. Wśród wielu genetycznie zmodyfikowanych produktów spożywczych znajdują się takie, które stanowią podstawę diety wielu osób na całym świecie. Najczęściej w naszej kuchni pojawiają się genetycznie modyfikowane owoce i warzywa oraz oleje roślinne wyprodukowane z transgenicznej soi lub rzepaku. Jak rozpoznać produkty GMO?

Warzywny i owocowy kod PLU

Na owocach i warzywach głównie tych sprzedawanych w supermarketach znajduje się zwykle naklejka z tzw. kodem PLU (price look-up), które są umieszczane dobrowolnie, a ich nadawaniem zajmuje się Międzynarodowa Federacja ds. Standardów Produktu (IFPS).

Sieci handlowe stworzyły je głównie po to, aby ułatwiały sprzedawcom identyfikację produktu.

kod-PLU.JPG
Kod PLU

Kod PLU składa się z czterech lub pięciu cyfr.

Dostarcza także informacjo na temat tego, czy dany produkt uprawiany był metodami konwencjonalnymi, ekologicznie czy też z wykorzystaniem GMO.

I tak, jeśli na naklejce np. jabłka zobaczymy:

  • Kod czterocyfrowy zazwyczaj z cyfrą 4 na początku – oznacza to, że uprawa była oparta na konwencjonalnych metodach, czyli stosowano różnego rodzaju pestycydy, nawozy, substancje owadobójcze, chroniące przed pleśnią, szkodnikami, zwiększające trwałość owoców lub warzyw itp.
  • Kod pięciocyfrowy zaczynający się od cyfry 9 – informuje nas, że produkt jest organiczny, pochodzi z uprawy ekologicznej. Uprawiano go zgodnie z normami, nie stosując pestycydów, substancji chemicznych i zwiększających jego trwałość.
  • Kod pięciocyfrowy zaczynający się od cyfry 8 – oznacza, że są to warzywa lub owoce modyfikowane genetycznie (GMO).

Bardziej restrykcyjne normy w tym zakresie obowiązują producentów warzyw lub owoców pakowanych.

Tutaj wymaga się podana nie tylko ilości sztuk, masy netto i kraju pochodzenia produktu, ale także informacji o substancjach, które zastosowano do jego zabezpieczenie, np. ochrony przed utlenianiem.

Dlatego też niezmiennie powtarzamy – warto czytać etykiety.

Czytanie składu popłaca

Czytając skład kupowanych produktów warto zwrócić uwagę na obecność składników, które
z dużym prawdopodobieństwem zostały pozyskane z organizmów modyfikowanych genetycznie.

Lepiej odłożyć na półkę artykuły, w których składzie znajdują się m.in. konserwanty, soja, mleko w proszku, mąka kukurydziana, maltodekstryna, syrop glukozowo-fruktozowy, proszek do pieczenia, lizyna, kwas mlekowy, kwas oleinowy, glutaminian sodu czy też sam napis modyfikowany/przetworzony przy składniku, np. skrobia modyfikowana.

Wolne od GMO

„Wolne od GMO? Chcę wiedzieć!” to ogólnopolska kampania społeczna prowadzona przez Instytut Spraw Obywatelskich (INSPRO) z Łodzi.

Przedstawiciele kampanii za główny cel obrali doprowadzenie do skutku wprowadzenia w Polsce jednolitego systemu znakowania wolne od GMO, który miałby informować konsumentów o tym, że dany produkt nie zawiera genetycznie modyfikowanych organizmów, a mięso, nabiał i jaja pochodzą od zwierząt karmionych paszami bez GMO.

W 2016 roku wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi, Ewa Lech ogłosiła, że resort podejmuje prace na rzecz ustawy dotyczącej wprowadzenia oznakowania wolne od GMO.

W maju 2017 roku przygotowano projekt ustawy.

Ministerstwo zaznaczyło, że znakowanie wolne od GMO ma na celu uzupełnienie realizowanych już od 2010 roku działań zwiększających krajową produkcję białka wykorzystywanego w paszach.

gmo-free.jpg
GMO free fot.123rf.com

Ostateczny zakaz używania pasz GMO ma wejść w życie od stycznia 2019 roku.

Oznaczeniu wolne od GMO mają podlegać niemodyfikowane genetycznie produkty pochodzenia roślinnego, które mają genetycznie modyfikowane odpowiedniki dopuszczone do obrotu na rynku Unii Europejskiej (soja, rzepak, kukurydza), produkty pochodzące od zwierząt karmionych paszami bez GMO, czyli na bazie rodzimego białka roślinnego (np. mleko, mięso, jaja, sery), a także miody i produkty ekologiczne.

Resort rolnictwa podkreślił przy tym, że zgodnie z prawem UE producenci żywności mają obowiązek znakowania produktów GMO, jeżeli zawiera on 0,9 proc. i powyżej domieszki GMO. Poniżej wartości 0,9 proc. produkty nie muszą być znakowane.

Polska bez GMO

W Polsce coraz więcej producentów dobrowolnie, samodzielnie wprowadza na opakowaniach swych produktów informację o tym, że produkt jest bez GMO.

Z pasz z GMO najczęściej rezygnują krajowi giganci branży mleczarskiej.

„Modę” na nabiał bez GMO i dodatkowe znakowanie wyprodukowanych artykułów wprowadziła OSM Piątnica, grajewski Mlekpol, Mlekovita oraz Spomlek.

Wolne od GMO są także jaja i mięso z Farmio.

Producent gwarantuje, że kury nie tylko są karmione paszą wolną od genetycznych modyfikacji, ale i są przebadane pod kątem antybiotyków.

Bez obaw o GMO możemy kupować także Kurczaka Zagrodowego z Podlasia firmy Drosed.

Zgodnie ze stanem informacji na 2012 rok pochodzących z ankiet przeprowadzonych wówczas przez Koalicję „Polska wolna od GMO”, w Polsce sprzedaż tylko i wyłącznie produktów bez GMO prowadziły sklepy takie jak: Alma Market, Auchan, Piotr i Paweł oraz Elea (obecny Simply Market).

Do sklepów, które w tamtym okresie nie sprzedawały produktów o składnikach modyfikowanych genetycznie pod własną marką i dążyły do wyeliminowania z asortymentu jakichkolwiek produktów GMO pod marką innych producentów, należały: Carrefour, EKO, Intermarche, Lewiatan, Selgros i Tesco.

Znacie jeszcze jakieś sklepy, które obecnie wyrzekły się sprzedaży produktów GMO?

Znacie jakichś producentów żywności, którzy zrezygnowali z GMO i wprowadzili takie oznaczenia na swoich produktach?

Jeśli tak, podzielcie się tą informacją w komentarzach.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

www.chcewiedziec.pl

 

Zapisz się do subskrypcji
otrzymuj powiadomienia o nowych artykułach