Od 1 stycznia 2018 roku w Niemczech działa cenzura Internetu. Organizacje walczące o prawa człowieka alarmują, że to koniec z wolnością słowa. Za niezablokowanie lub nieusunięcie nieodpowiednich treści serwisom społecznościowym grożą milionowe kary.

Zniesienie neutralności sieci

Nie tak dawno pisaliśmy o kontrowersyjnej decyzji amerykańskiej Federalnej Komisji Łączności (FCC) dotyczącej zniesienia neutralności sieci.

W skrócie chodzi o umożliwienie operatorom internetowym blokowanie bezpłatnego dostępu użytkowników do wyselekcjonowanych treści w Internecie.

Podczas gdy absurdalna decyzja FCC czeka na oficjalne wejście w życie, w Niemczech już wprowadzono cenzurę…

Cenzura sieci

W myśl prawa obowiązującego od nowego roku w Niemczech tzw. Maas-Gesetz, czyli po prostu ustawy o cenzurze w sieci, media społecznościowe są zobowiązane walczyć z mową nienawiści i “fałszywymi” wiadomościami pojawiającymi się w sieci.

Co za tym idzie, muszą inwigilować i sprawdzać treści, jakie wrzucają np. w komentarzach użytkownicy portalu.

Decyzję o tym, co jest mową nienawiści lub nieprawdziwą informacją, “fałszywym newsem” itp. ma podejmować administrator portalu na podstawie wskazanych w ustawie przepisów kodeksu karnego.

Wszelkie pojawiające się informacje niezgodne z konstytucją, znieważające osoby publiczne, podżegające do popełnienia przestępstwa itp. muszą zostać jak najszybciej usunięte.

A na to portale społecznościowe nie mają zbyt wiele czasu, bo zaledwie 24 godziny.

Jeśli w ciągu doby wpisy zawierające nieprawdziwe wiadomości lub tzw. mowę nienawiści nie zostaną usunięte i taka sytuacja wielokrotnie się powtórzy, zgodnie z przyjętym prawem portalowi będzie grozić kara do 50 milionów euro.

Co ciekawe, każdy obywatel Niemiec, który zauważy łamanie tegoż prawa, może złożyć stosowny donos.

Pierwsze ofiary

Do nowego prawa dostosował się już Twitter.

W noc sylwestrową usunięto wpis posłanki do Parlamentu Europejskiego VIII kadencji, deputowanej do Bundestagu, Beatrix von Storch z Alternatywy dla Niemiec (AfD), która z oburzeniem skomentowała napisane na oficjalnym koncie niemieckiej policji z Nadrenii Północnej-Westfalii noworoczne życzenia po arabsku.

Jej komentarz:

„Co do diabła dzieje się w tym kraju? Czy uważacie, że w ten sposób ujarzmicie hordy barbarzyńskich, muzułmańskich, zbiorowo gwałcących mężczyzn?”

został szybko usunięty z Twittera, a administrator dodatkowo zablokował konto posłanki na 12 godzin.

Sprawa jest tym bardziej kontrowersyjna, że w ten sposób posłanka przypomniała o wydarzeniach sprzed dwóch lat, kiedy to zorganizowane grupy imigrantów napadały na niemieckie kobiety właśnie w noc sylwestrową.

Tymczasem niemiecki rząd uparcie twierdzi, że porozumienie z Google, Facebookiem i Twitterem w sprawie cenzurowania treści zamieszczanych przez użytkowników sieci jest dobrym sposobem praktycznej nauki przestrzegania prawa i nie ma nic wspólnego z ograniczaniem swobód obywatelskich w zakresie wolności słowa.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.

Zapisz się do subskrypcji
otrzymuj powiadomienia o nowych artykułach