Najczęściej zawierzamy swoje zdrowie medycynie akademickiej, systemowi opieki zdrowotnej ze swoimi procedurami. Rozwija się równolegle inne, niekonwencjonalne podejście do choroby: przekonanie, że jesteśmy częścią świata przyrody, że nasze organizmy to indywidualne mikrokosmosy, że przyroda nas ukształtowała tak, aby żyć w zdrowiu.

Zwolennicy tego myślenia szukają odpowiedzi na pytanie, co poszło nie tak, że choruję.

Są bardzo aktywni w zgłębianiu przyczyn złego stanu zdrowia.

Sięgają po metody, których próżno szukać w pakiecie lekarza rodzinnego, łącząc te oba kierunki. Stawką jest życie, dłuższe, bez bólu i niemocy fizycznej.

Zawsze szukałem metod, którymi można pomóc pacjentom w takich obszarach, gdzie medycyna konwencjonalna sobie nie radzi

 Takich miejsc jest sporo. Czy byłem w Moskwie, czy gdzieś w Azerbejdżanie, w Stanach czy w Niemczech, szukałem zawsze mało znanych a skutecznych metod.

Starałem się je potem poznać i sprowadzić do Polski.

Dowiadywałem się też od swoich pacjentów, których setki mieszkają w różnych miejscach na świecie.

Przychodzą do mnie i mówią: „pan musi się tym zająć, to jest rewelacja”.

I wtedy zaczynam poznawać coś nowego.

Na przykład w mojej małej przychodni w Olsztynie był niedawno wójt spod olsztyńskiej gminy i mówił mi o pacjencie, który wyleczył się sam z nowotworu trzustki jakąś prostą metodą.

Umówiliśmy się, że do niego pojedziemy razem.

Chcę z tym pacjentem porozmawiać, zapytać, co zrobił, że po 8 latach ten nowotwór jest wyleczony.

Moje życie to jest takie ciągłe poszukiwanie.

– zwierza się Dariusz Siwik, lekarz medycyny, absolwent białostockiej Akademii Medycznej.

Lekarz medycyny Dariusz Siwik prowadzi trzy przychodnie: największa jest w Warszawie, druga w Białymstoku skąd pochodzi i trzecia w Olsztynie przy ul. Janowicza 30 a.

W każdej z nich osobiście konsultuje pacjentów.

Jego sztandarowe terapie to chelatacja, ozonoterapia, leczenie wysokimi dawkami witaminy C, ale stosuje też inne zabiegi.

Wszystkie mają za zadanie wspomóc organizm w walce z chorobą, czy to przez oczyszczenie organizmu z metali ciężkich i złogów wapnia w tętnicach (chelatacja, która daje lepsze ukrwienie i dotlenienie wszystkich tkanek), czy też unieszkodliwianie bakterii beztlenowych i wirusów zasiedlających nasze organizmy, jak w boreliozie, czy przy opryszczce (ozonoterapia), czy też wyposażając pacjentów w silną “amunicję” do zwalczania stanów zapalnych (wysokie dawki witaminy C podawane w kroplówkach).

W niektórych schorzeniach efekty pojawiają się natychmiast, w innych potrzeba cierpliwości i konsekwencji w stosowaniu tych terapii.

Życiorys?

Po studiach na Akademii Medycznej w Białymstoku krótko pracował na kardiologii w Szpitalu Wojewódzkim w Białymstoku, a potem wyjechał do USA.

Chociaż w Stanach nie pracował w swoim zawodzie lekarza, to jednak wyjazd zaowocował poznaniem nowych metod leczenia.

Tam, u zaprzyjaźnionych rodzin lekarskich spotkałem po raz pierwszy ludzi, którzy się chelatowali i tam poznałem tę terapię. Pomyślałem, że warto by chelatację upowszechnić u nas

– opowiada Dariusz Siwik.

Pracując jeszcze za granicą w 1989 r., otworzył w Polsce swoją firmę.

Wkrótce pożegnał się ze swoim pracodawcą w Stanach i na dobre zajął się w Polsce działalnością medyczną, którą prowadzi do dziś.

Romans z biocybernetyką

Od zawsze ciągnęło go do innowacji medycznych.

Zajmował się wcześniej biocybernetyką, czyli wpływem częstotliwości elektromagnetycznych na organizm człowieka.

Miał możliwość zgłębienia tajników działania stworzonego przez Amerykanów generatora częstotliwości do leczenia chorób.

– To jest coś w rodzaju biorezonansu, tylko bardziej zaawansowane

– wyjaśnia Dariusz Siwik.

Trzy takie w latach 90. sprowadzono do Polski.

Jedno było w Centrum Zdrowia Dziecka, drugie w Centrum Zdrowia Matki Polki, z trzecim pracowałem ja w Białymstoku.

Zaopatrzone były one w zakupiony w San Francisco University katalog częstotliwości leczących 112 schorzeń. Niełatwo było rozgryźć działanie tego urządzenia.

Szkoliłem się w Holandii i na Węgrzech.

Byłem pod wrażeniem możliwości i skuteczności leczenia częstotliwościami elektromagnetycznymi.

Mieliśmy takie przypadki-wspomina– jak Zuzia, wtedy moja czteroletnia pacjentka.

Miała małopłytkowość (skaza krwotoczna).

Zazwyczaj, niestety, nie daje się tego leczyć.

Lekarka w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Białymstoku, która orientowała się w tym, co robię, wysłała do mnie rodziców z Zuzią, która była wtedy w stanie ciężkim.

Raz w tygodniu dziewczynka miała transfuzję, ponieważ jej organizm nie produkował płytek krwi.

Zuzi zrobiliśmy jeden zabieg trwający 3 minuty częstotliwością, która miała na celu namnożenie tych płytek.

Następnego dnia Zuzia miała mieć transfuzję.

Za 3 dni przyjechała do mnie z rodzicami i miała już wtedy płytki w normie.

Coś niesamowitego!

Jednak… nikogo ze specjalistów to nie zainteresowało!

Niestety.

Były takie trzy dzieciaki.

Dwoje zmarło, a Zuzia do tej pory żyje.

Po 18 latach od tej terapii była u mnie ze swoim dzieckiem.

Dlaczego nie kontynuuję tych metod leczenia?

Cóż, bo zająłem się czymś innym i nie starczyło na wszystko czasu.

Błękitny, pachnący tlen

Gdy po burzy bierzemy głęboki oddech i mamy wrażenie, że powietrze wypełnia nam całe płuca, to działa ozon, czyli tlen o trzech atomach, tworzący się w momencie wyładowań elektrycznych.

Ozon jest silnym utleniaczem i podczas wdychania pobudza układ odpornościowy. Ma działanie bakteriobójcze, niszczy też wirusy.

Stosowany jest w leczeniu boreliozy, opryszczki, zapalenia wirusowego wątroby i innych.

Najczęściej ozonoterapii poddają się chorzy na zaawansowaną boreliozę.

Gdy odwiedzają przychodnię doktora Siwka, są po zastosowanych w szpitalach terapiach antybiotykowych, które okazały się nieskuteczne.

Objawy, z którymi zgłaszają się pacjenci do Dariusza Siwika, są już naprawdę dolegliwe, zaczynając od silnych, nieustających bólów stawów, mięśni, po dotkliwe objawy neurologiczne.

– Jeśli chodzi o ozonoterapię, to uczyłem się tego też 20 lat temu od swoich kolegów w Stanach i w Rosji – opowiada lekarz. – Pierwszy zabieg pokazali mi Amerykanie, potem widziałem go w Moskwie i w miejscowości Kaługa.

Są tam ośrodki, gdzie ozonem leczy się od ponad 40 lat.

W Europie wiem, że Niemcy podają ozon bezpośrednio do krwi, tak jak ja to robię.

W Polsce są gabinety, które podają pacjentom ozon w kroplówkach lub też stosują inną metodę-do niewielkiej ilości wcześniej pobranej krwi wtłaczają ozon i wpuszczają ją ponownie do krwiobiegu.

Tę metodę, którą ja się zajmuję, czyli wstrzykiwanie ozonu dożylnie, stosują powszechnie Rosjanie i Amerykanie.

Większość w przychodniach Dariusza Siwika w Olsztynie i Białymstoku to pacjenci z boreliozą.

Na Warmii i Mazurach oraz na Podlasiu, ta choroba szczególnie daje się we znaki ludziom.

Po ozonie czują się zdecydowanie lepiej.

Cierpliwi, którzy przejdą całą kurację, pozbywają się borelii na zawsze.

Na zatkane tętnice-chelatacja

Operacja chirurgiczna to zawsze jest silna ingerencja w organizm i należy się liczyć z powikłaniami.

W przypadku miażdżycy zdaniem Dariusza Siwika należy wykorzystać wszystkie możliwe sposoby, by takiej operacji uniknąć.

Zwłaszcza że bardzo skuteczna w takich przypadkach okazuje się chelatacja.

–Ta metoda jest znana odkąd w 1947 roku, zastosowano ją do leczenia zatrutych ołowiem robotników pracujących w fabryce akumulatorów. – mówi Dariusz Siwik.

– Po kuracji okazało się, że dzięki chelatacji nie tylko odzyskali zdrowie, ale i siły oraz kondycję, ponieważ ich tętnice zostały oczyszczone również z wapnia.

Stosowana powszechnie w wielu krajach jest chelatacja EDTA, która swoją nazwę bierze od organicznego związku chemicznego o nazwie wersenian dwusodowy.

Ten związek wpuszczony do krwi za pomocą dożylnej kroplówki łatwo się wiąże z cząsteczkami metali oraz z cząsteczkami wapnia (wapń pod względem chemicznym należy do metali, co potwierdza tablica Mendelejewa), rozpuszczając złogi miażdżycowe zalegające w ścianach naczyń krwionośnych.

Zabieg poprawia ukrwienie, co ma wpływ na funkcjonowanie całego organizmu.

Chelatacja EDTA tak naprawdę nie jest metodą niekonwencjonalną.

Jest w pakiecie terapii refundowanych w innych państwach.

W polskich szpitalach jeszcze do niedawna stosowana jako płatny zabieg.

Jeszcze wcześniej była refundowana w innych schorzeniach.

Najczęściej wykorzystywano ją w zaburzeniach komorowego rytmu serca.

Ciekawostka: krew przechowywana w bankach krwi zawiera EDTA, by nie krzepła, a serce do przeszczepu jest przewożone w roztworze EDTA z tych samych powodów.

– Moim zdaniem wcześniej czy później wrócimy do stosowania chelatacji w naszych szpitalach – mówi doktor Siwik.

– Większość metod stosowanych w moich przychodniach wypełnia luki, którymi chwilowo nasza klasyczna medycyna się nie zajmuje.

Jeżeli terapia jest naprawdę dobra, sprawdzona i legalna, staram się ją poznać i wprowadzić. W przypadku chelatacji dostępnych jest 17000 prac naukowych.

To jest ogromna liczba udokumentowanych badań prowadzonych w ciągu 40 lat przez światowe instytuty medyczne.

Mam sześĆ grubych książek, dotyczących bardzo rzetelnych badań, w wyniku których o związku EDTA wiadomo chyba wszystko.

Nie tylko znany jest jego wpływ na inne związki chemiczne, ale też na każdy enzym, hormon, na każdy narząd człowieka.

Jeśli jestem przekonany, że metody te są naprawdę dobre, skuteczne, staram się utrzymać je w terapii.

Doktor Dariusz Siwik tel. 604 450 000

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.