Ryby z Zatoki Puckiej chorują na potęgę. Rybacy i ekolodzy alarmują, że stan życia ryb, ssaków oraz innych organizmów żyjących w polskich wodach od kilku miesięcy znacząco się pogarsza. Sprawa jest tym bardziej poważna, że nie są to pojedyncze przypadki.

Dramatyczne połowy

Latem 2019 r. rybacy poławiający w Zatoce Puckiej i w przybrzeżnej strefie Morza Bałtyckiego poinformowali ekologów ze stowarzyszenia Nasza Ziemia o niepokojących wynikach połowów.

Okazało się, że w rybackich sieciach z tygodnia na tydzień przybywało śledzi pozbawionych oczu (pozostawały wypalone dziury), a żerujące głównie w przydennej strefie flądry i babki były chude, miały pełno dziur, owrzodzeń i ran.

Początkowo przypadki te były pojedyncze, jednak jesienią sytuacja przyjęła dramatyczny obrót.

Nawet 30 proc. połowów z rejonu Półwyspu Helskiego było bardzo złej jakości.

chore-ryby.jpg
foto.shutterstock.com

Co może być przyczyną tego stanu?

Odpowiedzi na to pytanie poszukują rybacy i ekolodzy.

I jedni, i drudzy uważają, że nie jest to normalny stan i chociaż przypadki owrzodzeń na powierzchni ryb się zdarzały i nie są wyjątkowym zjawiskiem, to jednak skala, jaką teraz przybrały wszelkie uszkodzenia, jest alarmująca.

Ekolodzy z gminy Kosakowo o przyczynę takiego stanu postanowili zapytać naukowców.

Wymizerowanymi zwierzętami zainteresowali też policję oraz stacje badawcze Morskiego Instytutu Rybackiego, Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej i inspektoratu weterynaryjnego.

Stowarzyszenie Nasza Ziemia rozważało też możliwość zlecenia badań niezależnym podmiotom, ponieważ stanowisko naukowców „państwowych” pozostawia wiele do życzenia.

Ci z Morskiego Instytutu Rybackiego Państwowego Instytutu Badawczego uważają, że sytuacja nie jest na tyle poważna, by wszczynać alarm w Zatoce Puckiej.

Twierdzą, że są to wciąż przypadki pojedyncze, a na bazie dotychczasowych obserwacji nie stwierdzono u ryb w Zatoce Puckiej jakichś szczególnych anomalii.

Stan środowiska Zatoki Puckiej jest obecnie przedmiotem troski środowisk lokalnych, w szczególności tych związanych z rybołówstwem. Rybacy wskazują przede wszystkim na zmniejszające się zasoby ryb oraz pogarszającą się ich kondycję. Jednocześnie, raporty z badań (…) wskazują, że stan środowiska Zatoki oceniany na podstawie elementów biologicznych określany jest jako zły bądź słaby. Niezależnie od tego, mierzone w rybach konsumpcyjnych łowionych w Zatoce Puckiej średnie poziomy zanieczyszczeń, które są limitowane normami zapisanymi w prawie, nie przekraczają dopuszczalnych stężeń i ryby te mogą być spożywane z korzyścią dla zdrowia… – fragment oświadczenia MIR Gdynia

Mimo to za zły stan ryb obwiniają… rybaków, którzy ponoć nieumiejętnie się z nimi obchodzą.

Przedstawiciele stowarzyszenia Nasza Ziemia są oburzeni takim podejściem do sprawy, tym bardziej że nie upubliczniono wyników przeprowadzonych badań.

Uważają, że być może ktoś próbuje ukryć prawdziwą przyczynę takiego stanu.

Niezrozumiałe jest także obwinianie rybaków, którzy sami zaalarmowali o niepokojącej sytuacji i którzy podkreślają, że zły stan dosięga nie tylko ryb, ale i fok oraz innych stworzeń żyjących w wodach Zatoki Puckiej i Morza Bałtyckiego.

Sytuacja jest poważna, a jej bagatelizowanie i mydlenie ludziom oczu „uspokajającym” oświadczeniem może mieć zgubne konsekwencje.

⇒ Czytaj także: STRZELAJĄ DO MIGRUJĄCYCH BOCIANÓW! – PRZERAŻAJĄCE „HOBBY” LIBAŃCZYKÓW

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.