Spontaniczne samospalanie. Od jakiegoś czasu ludzkość zastanawia się, czy człowiek rzeczywiście może spontanicznie się zapalić, czy też z jego ciała mogą buchać płomienie, bez kontaktu z zewnętrznym źródłem ognia. Jednak w ciągu ostatnich kilkuset lat odnotowano ponad 200 zgłoszeń takich incydentów, w tym także przypadki z Polski. Czym jest ludzki samozapłon i jak naukowcy próbują wyjaśnić fenomen tego zjawiska?

Spontaniczne ludzkie samospalanie – schematyczne zjawisko

O przypadku spontanicznego ludzkiego samospalania mówimy, gdy osoba ulega samospaleniu przez ogień, który wznieca się we wnętrzu jej ciała.

Z wszystkich zbadanych przykładów tego zjawiska wynika, że ma ono podobny schemat.

Samozapłon następuje zwykle w domu ofiary.

W pomieszczeniu, w którym doszło do incydentu, można zaobserwować jedynie niewielkie lub praktycznie żadne oznaki pożaru, oprócz tłustych, ciemnych smug pozostawianych czasami na meblach i ścianach.

Często wyczuwalny jest także słodko-dymny zapach.

Co ciekawe, podczas spontanicznego ludzkiego samospalania zwęglone do nie poznanie zostają głowa, ręce i tors, a dłonie, stopy i większa część nóg pozostają nietknięte.

ludzkie-samospalenie.jpg
Ofiara samospalenia źródło: internet

W rzadkich przypadkach nienaruszone przez ogień pozostają także narządy wewnętrzne ofiary.

Warto nadmienić, że nie wszystkie ofiary samozapłonu ulegają spaleniu w płomieniach.

U niektórych osób pojawiają się dziwne oparzenia na ciele, które nie mają żadnego oczywistego źródła lub z ich ciał wydobywa się jedynie dym niewiadomego pochodzenia.

Niewielki procent ludzi przeżywa spontaniczny samozapłon.

Historia ludzkiego samozapłonu

Historia spontanicznego ludzkiego samospalania wywodzi się z literatury średniowiecznej, chociaż niektórzy uważają, że i w Biblii można znaleźć fragmenty odnoszące się do tego zjawiska.

W 1641 roku duński lekarz Thomas Bartholin w swoim zbiorze dziwnych zjawisk medycznych opisał śmierć Polona Vorstiusa.

Vorstius był włoskim rycerzem, który pewnego dnia w 1470 roku w swoim domu w Mediolanie napił się mocnego wina i zaczął wymiotować płomieniami.

Potem jego ciało stanęło w płomieniach.

ludzkie-samospalenie.jpg
Ofiara samospalenia źródło: internet

Ten przypadek uważa się za pierwszy zarejestrowany przykład spontanicznego samozapłonu w historii ludzkości.

Spontaniczne ludzkie samospalanie zostało spopularyzowane dopiero w XIX wieku po tym, jak Charles Dickens użył tego zjawiska do uśmiercenia jednej z postaci w powieści „Bleak House”.

Kiedy krytycy literaccy oskarżali Dickensa o próbę popularyzowania czegoś, co w rzeczywistości nie istnieje, ten po prostu pokazał im badania opisujące 30 historycznych przypadków samozapłonu, które odnotowano w tamtym czasie.

Wspólna charakterystyka ofiar

Temat spontanicznego ludzkiego samospalania rozprzestrzenił się wśród opinii publicznej i środowisk naukowych, kiedy to w 1938 roku opublikowano na ten temat artykuł w British Medical Journal.

Stwierdzono wówczas, że ofiary ludzkiego samozapłonu łączy kilka wspólnych, charakterystycznych cech:

  • ofiarami byli przewlekli alkoholicy;
  • były to zazwyczaj starsze kobiety;
  • ciało spłonęło spontanicznie, ale zawsze miało kontakt z jakąś dziwną substancją;
  • ręce i stopy zwykle były nienaruszone;
  • ogień spowodował bardzo małe uszkodzenia wielu innych palnych rzeczy w pobliżu ofiary;
  • spalone ciało pozostawiało resztki tłustego popiołu i cuchnącego dymu.

Wydaje się, że we wczesnych wzmiankach o samospalaniu ludzi ważną rolę odegrał właśnie alkoholizm.

Wynikało to z tego, że większość lekarzy i pisarzy epoki wiktoriańskiej mocno wierzyła, że to właśnie alkohol jest bezpośrednią przyczyną pojawiania się ognia w ciele człowieka.

Efekt knota i inne teorie wyjaśniające spontaniczne samospalanie

Poza wyżej wspomnianym alkoholizmem istnieje jeszcze kilka innych teorii na temat tego, czym spowodowane jest spontaniczne ludzkie samospalanie.

Jeden z najbardziej popularnych sugeruje, że ogień w ciele powstaje, gdy metan gromadzi się w jelitach i jest zapalany przez enzymy trawienne.

Jednak większość ofiar spontanicznego ludzkiego samospalania doznaje większych uszkodzeń na zewnątrz ciała niż narządów wewnętrznych, co wydaje się sprzeczne z tą teorią.

Inne teorie spekulują, że ogień zaczyna się w wyniku nagromadzenia się elektryczności statycznej wewnątrz ciała lub z zewnętrznej siły geomagnetycznej wywieranej na ciało.

Byli też i tacy, którzy twierdzili, że do samozapłonu dochodzi na skutek nadmiernego stresu, wywołują go pioruny kuliste lub jest efektem boskiej interwencji.

spontaniczne-ludzkie-samospalanie.jpg
Samospalanie – boska interwencja foto.depositphotos.com

Teoria wyjaśniająca fenomen spontanicznego ludzkiego samospalania, która jest najbardziej akceptowana przez naukę, nazywa się efektem knota.

Ciało ofiary porównuje się do świecy.

Świeca składa się z knota od środka otoczonego woskiem wykonanym z łatwopalnych kwasów tłuszczowych.

Wosk zapala knot i utrzymuje go w płomieniach.

W ludzkim ciele to tłuszcz działa jak substancja palna, a ubranie lub włosy ofiary działają jak knot świecy.

Gdy tłuszcz topi się z gorąca, wsiąka w odzież.

Palenie ofiary trwa tak długo, jak długo dostępne jest paliwo, czyli topiący się tłuszcz.

Naukowcy twierdzą, że to właśnie dlatego ciała ofiar są spalone, a ich otoczenie jest prawie niezniszczone.

Współczesne przykłady samozapłonu

Historia zna wiele przypadków spontanicznego ludzkiego samospalania, jednak to te bliższe współczesności wywołują największe zdziwienie osób, które słyszą o tym zjawisku po raz pierwszy.

W 1982 roku Jean Lucille Saffin siedziała razem z 82-letnim ojcem w ich domu w północnym Londynie.

Ojciec kątem oka zauważył dziwny błysk.

Kiedy zwrócił się w stronę córki, zobaczył, że górna część jej ciała stoi w płomieniach.

Pan Saffin i jego zięć zdołali ugasić ogień, ale Jean zmarła na skutek oparzeń trzeciego stopnia około tydzień po całym incydencie.

Według relacji świadków zdarzenia z ust kobiety wychodziły płomienie, a w pokoju nie było żadnego zadymienia ani ognia.

ludzki-samozapłon.jpg
Ludzki samozapłon foto.depositphotos.com

Świadkiem spontanicznego ludzkiego samozapalenia byli także lekarze spod czeskiej Pragi.

W lipcu 2002 roku podczas przeprowadzania operacji przepukliny u 32-letniej pacjentki, doszło do nagłego samozapłonu ciała kobiety, tuż po tym jak została uśpiona przez anestezjologa.

Płomienie ugaszono, kobieta przeżyła, ale do dziś nie wyjaśniono przyczyn tego zdarzenia.

Spontaniczny ogień okazał się jednak tragiczny w skutkach dla małego Adasia ze wsi Mąchocice Kapitulne w powiecie kieleckim.

Chłopiec spłonął w swoim łóżeczku w styczniu 1998 roku.

Matka chłopca w nocy poczuła nieprzyjemny zapach spalenizny.

Najpierw pomyślała, że to zwarcie instalacji elektrycznej na strychu, jednak kiedy udała się schodami na górę, zobaczyła wydobywający się dym z pokoju synka.

Kiedy otworzyła drzwi, doznała szoku.

Z ciała chłopca wydobywały się płomienie.

Kobieta próbowała ugasić ogień, ale bezskutecznie.

Chłopiec spłonął, a śledczym nie udało się ustalić przyczyny dziwnej śmierci, tym bardziej że pomimo bardzo wysokiej temperatury panującej w pokoju Adasia podczas samozapłonu, nie zostały zniszczone żadne sprzęty.

Jedynie plastikowa butelka, która stała w pobliżu łóżka, stopiła się pod wpływem gorąca.

Z pewnością tajemnica tych i innych przypadków spontanicznego ludzkiego samospalania jeszcze długo, a może i nigdy, nie zostanie rozwiązana…

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.