W świecie ludzi dorosłych są tacy, którzy w życiu codziennym potrafią podejmować mniejsze bądź większe decyzje w oparciu o głos swojej intuicji, są i tacy ludzie, którzy tego wewnętrznego głosu nie słyszą. Dlaczego jedni z nas mają dostęp do swojego szóstego zmysłu, a inni nie? Czy zatem różnimy się czymś, jesteśmy od siebie inni? Nie. Każdy z nas przychodząc na świat jako dziecko, miał dostęp do swojej głębokiej intuicji, do swojego pierwotnego głosu. W zależności od tego, czy kontakt ten był pielęgnowany, czy niszczony, tak przejawia się on w życiu osób dorosłych.

Decydującym czynnikiem wpływającym na siłę naszego szóstego zmysłu jest postawa i sposób wychowania dzieci przez ich rodziców.

Rodzice bardzo często, nawet nieświadomie przenoszą wzorce poznane i stosowane przez ich własnych rodziców, bądź powielają podpatrzone w otoczeniu schematy.

Zazwyczaj niestety stosują je bez większego wnikania w ich sens i prawdziwą skuteczność. Przyjmujemy, że coś, co jest powszechnie stosowane, powielane latami, sprawdza się.

Nie wnikamy zbyt głęboko by dopatrzyć się czy owe zachowania naprawdę wspierają rozwój naszego dziecka.

Czasem też jest tak, że nawet gdy mamy świadomość krzywdzących schematów i nawyków, nieświadomie je powielamy, zachowując różnicę między tym, co głosimy dziecku i ludziom, a jak wobec niego postępujemy.

Dziecko, u którego działanie intuicyjne jest bardzo aktywne, zazwyczaj uczone jest przez rodzica bardzo racjonalnego podejścia nawet do prostych czynności.

Dla dorosłego wszystko musi być logiczne, poukładane, zaplanowane i zgodnie z tym planem wykonane, najlepiej jakby było też przewidywalne i całkowicie zrozumiałe.

Dziecko postrzega świat trochę inaczej.

No właśnie…

Jak przejawia się intuicja dziecka w jego zachowaniu?

Podpatrując zachowanie dziecka, łatwo możemy zobaczyć, że bada on go na wszelakie sposoby. Wiele rzeczy dziecko po prostu wie.

Wie, w jakich miejscach dobrze się czuje, z którymi ludźmi chce przebywać, a którymi nie.

Dziecko ma niesamowite wyczucie emocji innych osób, dosłownie sczytuje je z pola.

Możemy uśmiechać się i mówić słodkie rzeczy, jeżeli jednak w naszym wnętrzu jest napięcie, lęk, czy podenerwowanie dziecko zawsze je wyczuje.

Mało tego, dziecko rozpoznaje, co jest stanem udawanym, a co autentycznym, nie da się oszukać.

Dziecko potrafi odnaleźć drogę, gdy się zgubi (a nie popadnie w otchłań lęku), znaleźć zgubiony przedmiot, przewidzieć niewypowiedziane jeszcze słowa i niezaistniałe sytuacje, nawiązać głębszy kontakt z naturą i zwierzętami.

Dziecko wyczuwa „podskórnie” niebezpieczeństwa i automatycznie unika ich. Dziecko jest zdecydowane, wie dokładnie, czego chce, a czego nie.

Co daje nam szósty zmysł w dorosłym życiu?

Dorosły człowiek mający kontakt ze swoją intuicją jest osobą mającą spokój Ducha, jego życie jest ukierunkowane, gdyż wie, czego chce, wie, dokąd ma iść.

Otaczają go przyjaźni ludzie i miejsca, gdyż od razu wyczuwa to, co mu nie służy i unika tego. Buduje swoje życie w zgodzie ze sobą, co czyni go szczęśliwym człowiekiem.

Dorosły człowiek pozbawiony szóstego zmysłu jest zagubiony, ukierunkowany na zewnątrz, zazwyczaj niezdecydowany, często wplątuje się w relacje  i sytuacje dla niego niekorzystne, żyje według utartego wzorca, co zazwyczaj nie przynosi mu spełnienia, ani szczęścia.

Wszystko wiedzący dorośli

Jesteśmy dorośli, mamy pracę, dziecko, jesteśmy odpowiedzialni (zazwyczaj tylko w naszym mniemaniu jednak).

Jesteśmy doświadczeni przez życie, nauczeni jak funkcjonuje świat i jak się z nim obchodzić. Dajemy sobie w życiu radę.

Te przekonania właśnie, często dają nam postawę wszechwiedzących: co niby może wiedzieć dziecko, które niedawno przyszło na świat?!

A jednak może wiedzieć, i to dużo. Poza tym nieustannie nam o tym przypomina.

W jakich sytuacjach nieświadomie tłamsimy szósty zmysł dziecka?

– Każda sytuacja, gdy tłamsimy emocje, uczucia i spontaniczne reakcje dziecka.

Za każdym razem, gdy dziecko z zachwytu zacznie skakać, głośno krzyczeć, czy śmiać się wzniośle z wielkiej radości i słyszy od nas “ciszej, bo przeszkadzasz”, “uspokój się, nie wypada się tak zachowywać”, “co ty wyprawiasz, zachowujesz się jak dzikus” itp.

Dziecko dostaje od nas komunikat, że jego emocje są nieważne, niechciane, wstydliwe, nietolerowane.

W rezultacie przestaje słuchać swych spontanicznych podszeptów wewnętrznych, uczy się je tłamsić.

Podobnie jest z lękiem. Niejednokrotnie dziecko, które się boi, słyszy:

przestań się bać, nie ma czego“, “nie bądź śmieszny, to tylko opowieść, bajka, czy zabawka”, “chłopaki się nie boją”, “przestań się mazać”, “no co ty, zwykłej burzy się boisz?“.

W ten sposób bagatelizujemy lęk dziecka, wyśmiewamy go, wypieramy, by uspokoić dziecko.

Lęk ten przecież jest, i jest on istotny dla dziecka.

Dziecko go realnie czuje.

Dlaczego zatem dajemy mu komunikat, że jest to mało istotne?

Jego uczucia są nieistotne?

Taki właśnie przekaz odbierze dziecko.

Strach jest nam potrzebny, jest głosem naszego instynktu.

Impulsem, który chroni nas przed niebezpieczeństwami.

Działając w ten sposób, uczymy dziecko, by nie słuchało tego podszeptu intuicji, gdyż jest on nieważny.

Pozbawiamy wówczas dziecko jego naturalnej ochrony.

Zamiast słuchać sygnału intuicji, dziecko będzie go ukrywało.

Jego lęk będzie dla niego wstydliwy, a to, że się boi w jego mniemaniu, zrobi z niego kogoś śmiesznego i głupiego.

Dziecko powoli będzie tłamsiło podszepty swojej intuicji.

Taka sytuacja w konsekwencji doprowadza do tego, że człowiek nie potrafi rozpoznać lęku, który czuje.

Gubi się w odróżnieniu prawdziwego strachu, od strachu wyimaginowanego.

Co za tym idzie, dziecko to, w przyszłości będzie albo ignorowało sygnały ostrzegawcze, albo stanie się bardzo podatne na wszelkie lęki i będzie cięgle zalęknione.

– Wszelkie sytuacje drugiej skrajności, a mianowicie nadopiekuńczość rodzica, która sieje równie wielkie, jak nie większe spustoszenia.

Za każdym razem, gdy wyręczamy w czymś dziecko, gdy instruujemy go jak coś zrobić, przerywamy mu, poprawiamy, nie dajemy przestrzeni, chronimy z całych sił, by nie dopuścić do niego żadnych krzywd, sami wyrządzamy mu wówczas największą.

Postępując w taki sposób, nieustannie dajemy dziecku komunikat, że sam sobie nie poradzi.

Dziecko traci zaufanie do samego siebie, ktoś wie przecież co i jak ma zrobić lepiej, niż on sam.

Otaczając dziecko nadmierną opieką, dajemy mu fałszywe poczucie bezpieczeństwa, nie zastanawiamy się nad tym, co będzie, gdy dziecko zostanie sam na sam z problemem.

Jak sobie wówczas poradzi, skoro ciągle robiliśmy coś za niego.

Jak będzie czuło się dziecko, gdy nagle zostanie bez swojego “sposobu na problemy“, czyli nas?

Nauczając dzieci, jak mogą same poradzić sobie z problemem, dając im szansę bycia w takie sytuacji, dajemy im szansę, by usłyszały i posłuchały głosu swojej intuicji.

– Sytuacje, gdy nie wierzymy naszemu dziecku:

opowiadasz bajki“, “to niemożliwe“, “wydawało ci się”.

Dzieci często widzą więcej niż my, mają też bardzo silne połączenie ze swoją intuicją, co pozwala im wiedzieć więcej, zaufajmy im zatem.

Zaufajmy w to, że one mogą czasem mieć większą od nas mądrość.

Dajmy się im wypowiedzieć, słuchajmy ich i uczmy się od nich.

Wówczas intuicja dziecka stale będzie rosła, a szósty zmysł pozostanie w nim aktywny na resztę życia.

– Wszelkie sytuacje, zwykłej zabawy dziecka.

Ganiamy dzieci do nauki, do tego by robiły coś pożytecznego i nie marnowały czasu tylko na zabawę.

Zabawa, w której dziecko może iść za sobą w wolności, nie jest jednak stratą czasu.

Dziecko w ten sposób realizuje podszepty swojej intuicji.

Poprzez obserwacje takiej właśnie zabawy dziecka możemy dojrzeć jak wielki i wyraźny jest dialog dzieci z ich intuicją.

– Każda sytuacja, gdzie patrzymy na dziecko z góry, poprzez pryzmat wszechwiedzącego rodzica.

Szereg zasad, norm, sztywnych ram.

Nie pozostawiamy dziecku możliwości wyboru i zrobienia czegoś po swojemu.

Narzucamy swoją wolę.

Nie dajemy dziecku przestrzeni na to, by mogło posłuchać siebie.

“Po co cokolwiek czuć i chcieć? I tak muszę robić to, co inni każą. Jak zrobię po swojemu, będzie źle”.

Zabijamy w dziecku szósty zmysł i pasję.

– Każda sytuacja, gdy wywieramy na dziecko presję, zmuszamy go do czynności, rzeczy, których on nie chce, tłumacząc, że:

“tak trzeba“, że “to nic“, “no idź, zrób”, “wydziwiasz”.

Dobrym przykładem są spotkania z bliższą i dalszą rodziną, gdy wystawiamy dziecko na buziaki i przytulasy ze strony członków rodziny, często dawno przez dziecko niewidzialnych.

Niejednokrotnie dziecko nie ma ani potrzeby, ani ochoty na takie czułości.

Zmuszamy je jednak do całowania kogoś, kogo nie chce, bycia bardzo blisko kogoś, od kogo może nawet go odrzuca bądź zmuszania go do bliskiego kontaktu w momencie, w którym on totalnie nie ma na to ochoty.

“Przecież to tylko buziak, czy chwilowe przytulenie“, pomyślimy.

Zatrzymajmy się na chwilę.

Wyobraźmy sobie siebie samych w takiej sytuacji, gdy ktoś zmusza nas do całowania lub obejmowania osoby, której w ogóle nie chcemy tak pocałować ani przytulić.

Jak się wówczas czujemy?

Jest to swego rodzaju przemoc i nadużycie.

Czego uczy się wówczas dziecko?

Jego naturalna zdolność do wybierania osób, z którymi chce być blisko, których chce obdarować czułością, a których nie, zostaje zabita.

Nie ważne, co czuję i tak trzeba się podporządkować“- do takich wniosków dojdzie dziecko.

Jakich wyborów w kontekście relacji z ludźmi może dokonać w późniejszym życiu, jeżeli ma już w sobie informację, że nie ma możliwości pójścia za tym, co czuje? Może dojść do wniosku “to po co  w ogóle odczuwać?”

– Kolejną presją wywieraną bardzo często na dziecko w dzisiejszym świecie są wszelkie dodatkowe zajęcia, atrakcje i warsztaty.

Rodzice, chcąc zapewnić dziecku wszechstronny rozwój i jak najlepiej zainwestować w jego przyszłość, fundują dziecku całą masę zajęć dodatkowych, które mają rzekomo wyposażyć go w liczne umiejętności i uczynić bardzo zaradnym i otwartym na świat.

Pomyślmy jednak, czy dziecko, którego naturą jest życie spontaniczne, chodzenie za impulsem, podglądanie świata, doświadczanie go za pomocą zabawy i licznych, pomysłowych prób, żyjące w ciągłym pędzie i presji czasu, ma w ogóle możliwość wsłuchania się w swój wewnętrzny głos?

Czy ma miejsce na to, by czegoś naprawdę chcieć?

Ciągle gdzieś biegnie, ciągle coś musi.

Dodajmy do tego fakt, że sam system edukacji oparty jest na zabijaniu w dziecku intuicji i własnego “chcę“, do tego my w jego czasie wolnym robimy to samo.

Nie dajemy dziecku przestrzeni na to, by po prostu był.

Czas wolny powinien być czasem dla dziecka, by mogło robić to, co chce, co spontanicznie go zainteresuje, na co akurat w tej chwili będzie miał ochotę, nie wspominając już o czasie spędzonym wspólnie z rodziną, na który też nie ma przestrzeni.

Dziecko żyjąc w takim ciągłym biegu i zaabsorbowaniu wskazówkami z zewnątrz, odrywa się od samego siebie.

Ponownie dostaje komunikat, że jego szósty zmysł jest nieważny.

I tak musi robić, to co z góry ktoś ustalił.

Dziecko powinno mieć czas na zabawę, na spontaniczność, w takich chwilach dziecko sięga do swego wnętrza, by zobaczyć, co chce, co go interesuje, przyciąga, zachwyca, a co totalnie nie jest jego bajką.

Poznaje siebie, słucha siebie, uczy się iść za podszeptami własnej intuicji.

– Kolejne sytuacje, gdzie rodzice tłumią szósty zmysł dziecka, wydarzają się w zwykłym, codziennym byciu.

To każde: “te smaki do siebie nie pasują, lepiej dodaj to“, “zrób to tak, będzie lepiej” itp.

Chcemy, by nasze dzieci wyrosły na odważnie podążającego za sobą człowieka, który nie da się podporządkować i będzie odważnie zabiegał o swoje szczęście w życiu.

Nie będzie to możliwe, jeżeli chcemy mieć w domu podporządkowane i “grzeczne” dziecko.

Dajmy dziecku wolność wyrazu, zaufajmy mu, bądźmy raczej opiekunami, a nie przewodnikami dziecka.

Dajmy sami się czasem dziecku poprowadzić.

Dbając o szósty zmysł dziecka, dajemy i samym sobie przestrzeń intuicyjną.

 

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI