Tatry – wydawać by się mogło – eksploatowane od wielu dziesięcioleci, rok rocznie oblężone przez tysiące turystów – są już dokładnie poznane i opisane. Mimo to potrafią zaskoczyć nawet najbardziej doświadczonych wspinaczy. Do dziś wielu zagadek śmierci w najwyższych polskich górach nie udało się rozwiązać, a zaginione osoby nigdy nie zostały odnalezione. Jak to jest możliwe?

Niewytłumaczalne historie wśród wysokich szczytów

Przez wiele lat górskie zbocza obrosły w legendy o tajemniczych śmierciach i zniknięciach, które do dziś nie zostały wyjaśnione.

Dochodziło również do zdarzeń przywodzących na myśl tajemnice Trójkąta Bermudzkiego.

Przykładem jest choćby katastrofa szybowca Pirat, pilotowanego przez Tadeusza Wajdę.

15 listopada 1979 roku o godzinie 15:20 pilot szybowca SP-3130 „Pirat” lecącego w przestrzeni powietrznej Tatry-Pieniny, nadał komunikat radiowy do lotniska w Nowym Targu, w którym poinformował, że u niego wszystko jest w jak najlepszym porządku.

tatry-szybowiec-zaginięcie.jpg
foto.123rf.com

Chwilę później powietrzem targnął potężny wstrząs, a szybowiec dosłownie rozleciał się na kawałki.

Eksperci twierdzili, że błąd pilota nie wchodził w grę.

Życie w tych opowieściach jest niesamowite.

Dzika przyroda przynosi znacznie więcej prawdziwych i mrożących krew w żyłach scenariuszy niż najbardziej spektakularne filmy.

Pytania bez odpowiedzi sprzed wielu lat

Najbardziej znaną i wciąż nie do końca rozwiązaną tatrzańską historią, jest bez wątpienia śmierć rodziny Kaszniców.

Tragedia wydarzyła się dokładnie 3 sierpnia 1925 roku, ale wciąż nie doczekała się całkowitego wyjaśnienia.

Kazimierz Kasznica, prokurator z Warszawy, razem z żoną Krystyną i synem Wacławem wybrali się na wycieczkę w Tatry.

Żadne z nich nie było doświadczonym turystą, ale towarzyszył im Ryszard Wasserberger, młody taternik.

W trakcie wyprawy pogoda drastycznie się załamała.

Pomoc w przejściu przez Lodową Przełęcz do Łysej Polany zaoferował im Ryszard.

Nie mając sił na kontynuowanie marszu, zatrzymali się pod Jaworowymi Szczytami.

Żona prokuratora dała mężczyznom odrobinę koniaku na wzmocnienie.

Po kilku chwilach mężczyźni i jej nastoletni syn zmarli.

Kobieta w szoku pozostała przy ciałach przez cały kolejny dzień i dopiero później zeszła na Łysą Polanę, szukając pomocy.

Wyniki sekcji podały, że wszyscy trzej zmarli z powodu porażenia akcji serca oraz obrzęku płuc.

Podejrzewano, że to sprawa kryminalna, a jedyna ocalała celowo podała mężczyznom zatruty trunek.

kasznica-tatry.jpg
Odnalezione zwłoki (źródło: internet)

Po latach pojawiły się głosy rozsądku, że turyści mogli trafić na próżnię lub pokonały ich skrajnie niekorzystne warunki pogodowe.

Nigdy nie znaleziono jednak jednoznacznej odpowiedzi.

Zdarzały się również analogiczne sytuacje, jak wówczas gdy pięciu grotołazów wybrało się do jaskini w Kominiarskim Wierchu.

Podczas krótkiego odpoczynku dwóch z nich zmarło.

Pozostali wrócili bez szwanku.

Tajemnicze zaginięcia

Oprócz niewyjaśnionych śmierci Tatry skrywają w swych zakamarkach również wiele opowieści o osobach zaginionych i nigdy nieodnalezionych.

Każdego roku dochodzi do wielu sytuacji, gdy ktoś nie wraca z zaplanowanej wyprawy.

Często poszukiwania nie przynoszą rezultatu.

Dopiero po wielu miesiącach inni podróżnicy przypadkowo trafiają na ludzkie szczątki.

Niekiedy jednak zaginieni przepadają wśród skał bez jakichkolwiek śladów.

Tuż po zakończeniu II Wojny Światowej, Antonina Kwiatkowska postanowiła zdobyć Czerwone Wierchy – szczyty powszechnie znane, nienależące do specjalnie trudnych.

Zniknęła, a długofalowe poszukiwania nie przyniosły żadnych rezultatów, najmniejszego nawet śladu dziewczyny.

Podobnie przepadł bez wieści niemiecki turysta Horst Hagenbarth, który wybrał się na majestatyczny Giewont w 1959 roku.

giewont-topr.jpg
foto.123rf.com

Akcja ratunkowa TOPR-u skończyła się niepowodzeniem – nie znaleziono ani mężczyzny, ani przedmiotów należących do niego wśród skał północnej ściany, którą podobno miał zdobywać.

W tajemniczych okolicznościach zginęły także zwłoki Krużelowej – kobiety, której ciało znalazł Grotołaz schodzący z gór na Wantulach w Miętusiej Dolinie.

Zawiadomił ratowników górskich, ale ci po przybyciu na miejsce nic nie znaleźli.

Przeszukali dokładnie cały teren, ale ciała nie odnaleziono – zupełnie tak, jakby się rozpłynęło.

Przesądy i fakty

Z tajemnicą zaginięć w Tatrach i niewyjaśnionymi historiami zawsze wiążą się liczne przesądy i opowieści o nadprzyrodzonych zjawiskach.

Podobnie jest również w przypadku tych polskich gór.

Wśród wspinaczy i turystów krąży wiele legend, w które jedni wierzą, a inni traktują jako ciekawostkę oraz element lokalnego folkloru.

Najpopularniejszą opowieścią jest bez wątpienia Widmo Brockenu, zwane mamidłem górskim.

Nazwa wywodzi się od szczytu Brocken, gdzie zjawisko zostało zaobserwowane po raz pierwszy.

Opisał je Johann Esaias Silberschlag w 1780 roku.

Efekt ten pojawia się, gdy obserwator ma przed sobą poniżej mgłę lub chmury i może na nich obserwować swój cień.

widmo-brockenu.jpg
foto.123rf.com

W polskim taternictwie przesąd związany z tym efektem stworzył Jan Alfred Szczepański, twierdząc, że jeśli raz zobaczy się widmo Brockenu, wówczas umrze się w górach.

Bezpieczni mogą się poczuć dopiero ci, którzy ujrzą je trzykrotnie, wtedy już nic w Tatrach nie będzie im groziło.

Często powtarza się opowieści o tym, że Tatry, w szczególności wspominane już wcześniej Czerwone Wierchy i Giewont, ale również Karczmiska czy Przełęcz Iwaniacka mamią i zwodzą turystów.

Zazwyczaj są to zjawiska, które można łatwo wyjaśnić.

Zwłaszcza w okresie zimowym, przy dużej ilości pokrywy śniegowej oraz pojawiających się mgłach, często trudno racjonalnie powiedzieć, gdzie kończy się ścieżka, a zaczyna niebezpieczny nawis śniegu, który może pociągnąć nieostrożnych prosto w przepaść.

Brakuje punktów odniesienia, trudno ufać zmysłom i zdrowemu osądowi, gdy otacza nas wszędobylska biel.

Zdarzały się przypadki, że doświadczeni turyści chodzili w kółko po Przełęczy Iwaniackiej, nie mogąc się z niej wydostać.

Brak ostrożności podstawą zagrożenia

Choć opowieści w stylu historii o australijskim pikniku pod Wiszącą Skałą, gdzie grupa nastolatek po prostu rozpłynęła się w powietrzu, są niezmiernie pociągające i pobudzające wyobraźnię, przyczyną większości zagrożeń w Tatrach jest niestety brak odpowiedzialności ze strony turystów.

Ratownicy alarmują, że ludzie często wychodzą w góry bez odpowiedniego sprzętu oraz fizycznego przygotowania, kusząc los.

Majestatyczne szczyty Tatr rok rocznie przyjmują tysiące ludzi.

Część z nich, podobnie jak w przypadku podróżowania po polskich drogach, niestety nigdy nie wróci do domów.

Niesamowite opowieści dodają kolorytu każdemu miejscu.

Podczas wyprawy w góry, zanim damy się porwać romantycznym wizjom, zadbajmy jednak o odpowiednie przygotowanie i bezpieczeństwo, własne i najbliższych.

Wtedy wszelkie licho będzie mniej groźne, a przesądy zostaną tam, gdzie ich miejsce – wśród legend.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.