Droga ku nowemu. Nie łatwo jest zachować optymizm wobec wszystkich sytuacji, które nas spotykają. Nasza wiara zostanie poddana nie jednej próbie, której najprościej mówiąc, musimy stawić czoło. Nie da się uniknąć błędów, ale to dobrze. Najlepsza szkoła życia to szkoła na błędach. Jak to się mówi, nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi. Najważniejsze, aby być uważnym i wyciągać wnioski z popełnianych błędów.

Ludzie boją się najbardziej dwóch rzeczy.

Kończenia starego i zaczynania nowego, i przechodzenia z pozycji mistrza do ucznia.

W ten sposób tkwimy w tak zwanych strefach komfortu, zapominając, że wiecznej wędrówce duszy nie ma końca i jedyne bogactwo, które możemy zdobyć, to bogactwo doświadczeń.

Większość ludzi, gdy podejmuje pracę, zazwyczaj pracuje w ten sposób już resztę życia.

Nawet jeżeli zmieni się pracę, to często jest to praca o podobnym charakterze, ale w innej firmie.

W ten sposób mijają lata, a my stajemy się skamieniali i coraz to mniej elastyczni.

Tkwiąc w błędnym kole tylko tego, co nam znane, nawet nie zauważamy, jak zaczyna uciekać nam życie.

Albo inaczej, właśnie zauważamy, że coraz szybciej czas nam ucieka, że mija rok za rokiem, a tak naprawdę nic się nie zmienia.

Moje ostatnie 3 lata dały mi odczucie, jakbym przeżył 100 żyć.

Wszystko nabrało tempa i musiałem ponownie rozruszać zastany umysł.

Podejmowałem nowe prace, często zmieniałem miejsce zamieszkania i musiałem ciągle przystosowywać się do nowych warunków.

Na początku nie ukrywam, było ciężko, tym bardziej że w ogóle było ciężko mi żyć w tej rzeczywistości, w której w żaden sposób nie umiałem się odnaleźć.

Jednak z biegiem czasu zauważyłem, że coraz szybciej zaczynam adaptować się do nowych warunków.

Coraz szybciej się uczyłem, a to sprawiało, że jeszcze szybciej następowały zmiany w moim życiu.

Gdy tylko zacząłem odnajdować się w nowej pracy, za chwile coś się zmieniało i zaczynała się nowa praca.

Gdy tylko w pewnym miejscu zaczynałem czuć się jak w domu i poznałem już okolicę, nagle coś się zmieniało i przeprowadzałem się.

W ten sposób stałem się elastyczny, a przede wszystkim bardziej uważny.

Zacząłem dostrzegać coraz więcej szczegółów, a życie zacząłem traktować jak podróż.

Przestałem przywiązywać się do miejsc i zrozumiałem, co to znaczy, że dom Twój tam, gdzie serce Twoje“.

Nagle cały świat stał się moim domem i mogłem zamieszkać, gdzie tylko chciałem.

Chociaż nie mogłem, ponieważ życie prowadziło mnie ku kolejnym miejscom, w których miałem doświadczyć kolejnych rzeczy i zebrać kolejne zrozumienia.

Sytuacja podobnie miała się z ludźmi.

Poznawałem ludzi na chwilę i gdy kończyłem jedną znajomość, zaczynała się następna.

Nie nazwę tego przyjaźnią, ponieważ nie byłem jeszcze gotowy na nawiązanie przyjaźni.

Jednak zawsze pojawiały się właściwe osoby, z którymi dzieliłem się swoimi przemyśleniami i od których jednocześnie sam ciągle się uczyłem.

Teraz doskonale zdaję sobie sprawę z procesu, który postępował i patrząc na to z obecnej perspektywy, widzę jak właściwe osoby, we właściwym czasie pojawiały się na mojej drodze.

Autor: Adrian Jaroszewski

MANIFEST PRZEBUDZONEGO CZŁOWIEKA – CZĘŚĆ VI (GDY COŚ SIĘ KOŃCZY, COŚ SIĘ ZACZYNA)

MANIFEST PRZEBUDZONEGO CZŁOWIEKA – CZĘŚĆ VIII (CEL – ROZWÓJ)

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.