Gdy wszedłem na drogę rozwoju świadomości, stało się to moją obsesją. Chciałem wiedzieć więcej i więcej. Chciałem wiedzieć wszystko. Pogłębiałem swoją wiedzę, czytając coraz to nowe książki i oglądając filmy dokumentalne. Bardzo często do tego wszystkiego paliłem marihuanę, która sprawiała, że nie tyle zdobywałem wiedzę, ile zrozumienie. Wiedza jest ulotna, zrozumienie natomiast zostaje już na stałe.

Nauczyłem się nie zapamiętywać wiedzy, którą zdobywałem.

Paliłem marihuanę i medytowałem po przeczytanej książkę, i w ten sposób w mojej głowie powstawały różne obrazy.

Niczym układanka z puzzli, wszystko układało się w coraz to bardziej logiczną całość.

I choć widzę dzisiaj braki w swojej wiedzy, ponieważ jak pisałem, wiedza niepowtarzana znika, to zrozumienie we mnie zostało i stworzyło we mnie fundament mojego nowego JA”.

Jednak nie wszystko byłem w stanie ogarnąć.

Coś kosztem czegoś.

Poświęciłem się bez reszty rozwojowi świadomości, przez co zaniedbałem całą resztę, także w tym swoje ciało.

Dopiero później zrozumiałem, jak ważne jest zachowanie równowagi.

Ja jednak jak już wkręcę się w coś, to potrafię zapomnieć o całym świecie.

Tak jak wiedza bez zrozumienia jest nic nie warta, tak zrozumienie bez mądrego wykorzystania wiedzy, też jest nic niewarte.

Trzeba wszystko mieć w równowadze, wiedze, zrozumienie i mądrość, bo nasza efektywność jest taka, jak najsłabsze ogniwo.

To samo tyczy się siły.

Trzeba być silnym fizycznie, psychicznie i emocjonalnie, bo tutaj tak samo.

Jesteśmy tak silni, jak najsłabsze ogniwo.

Samotność dała mi ogromną siłę emocjonalną.

Choć czasem dalej zdarza się, że czuje, jak emocje spalają mnie od środka, to jest zupełnie inaczej, jak wtedy, gdy sześć miesięcy spędziłem w depresji, bojąc się wyjść z mieszkania.

Praca na budowie jako pomocnik dała mi potrzebną siłę fizyczną.

Bo żadna siłownia nie da takiej siły jak 10 godzin pracy na granicy wytrzymałości przez rok.

Ostatnia siła, która była mi potrzebna to siła psychiczna.

Tę siłę zdobyłem, żyjąc na ulicy w zimie.

Dodatkowo w zimie zacząłem żyć na ulicy i nie byłem przygotowany.

Jednak dzisiaj doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to wszystko musiało się wydarzyć, żebym dzisiaj mógł pisać tę książkę.

Obserwuję swój rozwój od kilku lat i widzę ogromne zmiany wewnętrzne, choć na zewnątrz tego aż tak nie widać.

Ja jednak wiem, jak było kilka lat temu, jakie było moje podejście do życia i wiem, jak jest teraz.

Przede wszystkim jestem wolny od opinii innych.

Wyzwoliłem się od wpływu hejterów i potrzeby aprobaty.

Stałem się wolny.

Do tego nie mam już nic, co mógłbym stracić, bo straciłem już wszystko i to sprawia, że jestem niebezpieczny dla systemu.

W czasie gdy nie miałem dla kogo żyć i po co, żyłem i rozwijałem się po to, żeby bronić Matki Ziemi.

To utrzymywało i utrzymuje mnie przy życiu.

Gdy już nie miałem nikogo i nie miałem gdzie się podziać, zawsze mogłem pójść do lasu i tam wracałem do życia.

W lesie, choć sam, nigdy nie czułem się samotny.

Mogłem przytulić drzewo, słuchać ptaków i rozmawiać z kwiatami.

Wtedy czułem, że Bóg jest przy mnie i daje mi siłę, żebym przetrwał najgorsze chwile.

Autor: Adrian Jaroszewski

MANIFEST PRZEBUDZONEGO CZŁOWIEKA – CZĘŚĆ VII (NA DRODZE KU NOWEMU)

MANIFEST PRZEBUDZONEGO CZŁOWIEKA – CZĘŚĆ IX (SENS ŻYCIA)

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.