Pewnego roku, a dokładnie w 1944, do niewielkiego pałacu we wsi Rząsiny pod Gryfowem Śląskim przybywa grupa niemieckich naukowców, której kierownikiem był prof. Hubertus Strughold. Tam mogli spokojnie skupić się na badaniach, a celem tych badań było sprawdzenie odporności żywego organizmu m.in. na podciśnienie i niedotlenienie. Tak rozpoczęła się seria mrocznych i tajemniczych eksperymentów w Rząsinach.

Przybycie naukowców

Kiedy nasiliły się naloty i zbombardowano budynek Instytutu Badawczego Medycyny Lotniczej Ministerstwa Lotnictwa w Berlinie, zdecydowano o przeniesieniu części Instytutu do tzw. Ausweichstelle Welkersdorf, a był to kompleks pałacowy w Rząsinach.

Profesor Strughold dostosował się do tej decyzji.

Najpierw do Instytutu przyjechał profesor Strughold, który na swój gabinet, wybrał jeden z pokojów, które były położone na pierwszym piętrze.

Jednak na tej samej kondygnacji mieszkała też właścicielka pałacu, a była nią Ella Luise von Pritwitz – Graffron.

Następnie do Rząsin przybywa profesor Hansjochem Autrum, który również był niemieckim naukowcem, a jego umieszczono w dwupokojowej kwaterze, którą wynajęto u miejscowego gospodarza, czyli Schwertnera.

pałac-rząsiny.jpg
Pałac w Rząsinach (źródło: internet)

Potem dołączyła do niego żona, czteroletnia córka, pomoc domowa oraz asystentka Herta Tscharntke.

Troszkę później zostaje oddelegowana z berlińskiego Instytutu doktorantka Wilfrieda Schneider, która po mężu nazywała się Kingerter.

Poza tym przyjeżdża jeszcze dr Hans Denzer, razem z którym przybyły żona i dzieci.

Trzeba zaznaczyć, że dr Denzer pracował wcześniej razem z Hansjochemem Autrumem w „Wydziale Naczelnym” Instytutu Badawczego Medycyny Lotniczej w Berlinie.

Natomiast ich bezpośrednim przełożonym był właśnie profesor Hubertus Strughold.

Badania na zwierzętach

Wybór profesora Autruma, aby przyjechał do wsi Rząsiny, nie był przypadkowy, ponieważ profesor Strughold dostał pewne zadanie.

Pod koniec 1942 roku albo na początku 1943 roku w Berlinie polecono mu, żeby poza pracą nad adaptacją oka w ciemności, zajął się również oddziaływaniem niedoboru tlenu na ssaki.

Były to bardzo ważne badania, ponieważ załoga samolotów cierpiała na podciśnienie i jednocześnie na niedobór tlenu, a to w bardzo krótkim czasie prowadziło do utraty przytomności.

Na przykład badano, jak szybko spadochroniarz musiałby rozwinąć tzw. skrzydła, aby mógł otworzyć w pewnej świadomości spadochron.

Badano również, jaką zależność miał czas od wysokości, w którym pojawiło się nagłe podciśnienie i przy tym doszło do utraty przytomności.

Robiono przy tym EKG oraz badano rytm serca.

Dzięki Instytutowi Strugholda mieli do dyspozycji komorę podciśnienia.

W tym przypadku zwierzętami doświadczalnymi były psy rasy owczarek, które było prawidłowo wytresowane.

Później od profesora Strugholda dowiedziano się, dlaczego tak bardzo naciskano na szybkie przeprowadzenie doświadczeń na psach.

Okazało się, że w maju 1943 roku Hitler oraz przywódca SS Himmler podjęli decyzję dotyczącą zagłady Żydów.

Zaraz później odbyła się narada w głównym budynku SS, na której został również zaproszony Strughold.

Wtedy zapytano go, czy chciałby przeprowadzić swoje doświadczenia na więźniach obozów koncentracyjnych.

Jednak profesor odrzucił taką propozycję.

Jaka była prawda?

Oficjalnie zespół profesora był daleko od miast, gdzie w spokoju mógł prowadzić swoje badania.

Jednak nie jest do końca wiadome, czy na Dolnym Śląsku faktycznie były prowadzone badania bez wykorzystywania ofiar II wojny światowej.

Nie można tego wykluczyć, a szczególnie, gdy w Rząsinach zlokalizowany był od lipca do listopada 1944 roku obóz dla jeńców włoskich.

W budynku nr 28 i 29 zostało umieszczonych około pięćdziesięciu jeńców.

Budynki te miały wymiary 24 x 8 metrów.

Kiedy zlikwidowano obóz, jeńców podobno wypuszczono do domu, ale nie ma na to żadnych dowodów.

Kto więc był tzw. królikami doświadczalnymi?

W wywiadzie, który był przeprowadzony po wojnie, Hubertus Strughold powiedział, że w podziemiach zamku on sam próbował lotu w „rakiecie”.

Podobnie wypowiadał się na ten temat profesor Hansjochem Autrum na łamach swojej książki.

Mówił, że Instytut przeprowadził doświadczenie w Rząsinach, ale „królikami doświadczalnymi” byli oni sami oraz ich koledzy po fachu.

Badanie to wyglądało tak, że dochodziło do powolnego obniżenia ciśnienia, zmniejszał się tlen w wydychanym powietrzu, co prowadziło z kolei do zmniejszenia wydolności, a w końcowej fazie pojawiała się utrata przytomności.

W wyniku tych badań udało się dowieść, że nawet krótki niedobór tlenu ma nieodwracalny wpływ na mózg oraz nerki.

Poza tymi doświadczeniami kontynuowano również badania nad adaptacją oka w ciemności.

Najwięcej trudności sprawiało im mierzenie elektrycznego potencjału w ludzkim oku.

Eksperymenty z muchami plujkami

Obaj niemieccy naukowcy mówili, że przeprowadzali na sobie niebezpieczne doświadczenia.

Jednak dla wielu osób ich słowa nie wydają się  nadal przekonujące, gdyż można odnieść wrażenie, że chodziło o wstrzymanie przydziału tzw. królików doświadczalnych, którymi byli więźniowie ze Stalagu w Zgorzelcu.

Można to wysnuć na podstawie tego, że w listopadzie w 1944 roku w Rząsinach zlikwidowano wspomniany wcześniej obóz jeńców włoskich.

Niemieccy naukowcy postanowili wykorzystać do badań inne stworzenia, którymi były muchy plujki, których było mnóstwo w oborach gospodarzy we wsi Rząsiny.

Dlatego też spróbowano przeprowadzić z nimi eksperymenty.

Dalsze badania

Potem Autrum przyznał, że przebadane oko dolnośląskich much plujek było w 75% szwindlem.

To oznacza, że były to pozorowane badania, które miały na celu raczej zapełnić czas wolny, aż miało nadejść przydzielenie kolejnego badania.

Badania w Rząsinach miały przełomowe odkrycie dla badań nad owadami, ale i tak obu profesorów bardziej interesowały badania oczu u ssaków.

Następnie profesor Autrum wspominał, że otrzymał polecenie wykonania badań na temat oddziaływania radioaktywnego fosforu na organizmy.

Fosfor można było otrzymać z Instytutu Cesarza Wilhelma w Berlinie od Timofeeva Ressovsky’ego.

Autrum pojechał więc do niego i przedstawił mu swoją prośbę.

Jednak ten drugi profesor stwierdził, że to nonsens i zauważył, że można przeprowadzić inne badania pod osłoną ważnych poleceń Wehrmachtu.

Timofeev zapytał go, czy chce zrobić 50%, 75%, a czy może 0% szwindlu.

Obaj uzgodnili, że 75%.

W związku z tym otrzymał małą ilość radioaktywnego fosforu oraz aparaturę z licznikiem Geigera.

Jednak, jak się okazało, spotkanie z radzieckim biologiem, czyli Nikołajem Vladimirovichem Timofeevem Ressovskim, nie było przypadkowe, ponieważ od 1929 roku był dyrektorem Departamentu Eksperymentów Genetycznych, a pod koniec lat trzydziestych był dyrektorem Instytutu Badań nad Mózgiem i Biologii Ogólnej w Szchwarzwaldzie.

Do Berlina przyjechał on w 1944 roku, aby do końca wojny mógł oddawać się swojej największej pasji, a były nią mutacje organizmów żywych pod wpływem radioaktywnego promieniowania.

Eksperymenty z promieniowaniem

Prawdopodobnie nie wszystkie badania przeprowadzano w piwnicach pałacu, ponieważ w jego najbliższym otoczeniu znajdowały się zabudowania folwarczne, które mogły stanowić doskonałe miejsce do eksperymentów z promieniowaniem.

Natomiast główne badania przeprowadzano w dwóch pomieszczeniach w piwnicy pałacu.

Dano im do pomocy więźniów, ponieważ samodzielnie musieli wykonać instalację domu.

Było to pięciu rosyjskich jeńców wojennych ze Zgorzelca, a także dano im ślusarza z Baku oraz starego wartownika.

Najpierw więźniowie musieli wykopać rów do połączenia kabli z linią wysokiego napięcia a pałacem.

Inspekcje w Instytucie

Raz na jakiś czas pałac w Rząsinach był kontrolowany przez organa inspekcyjne NSDAP oraz Luftwaffe.

Jednak takie wizyty nie były na rękę pracownikom badawczym i w związku z tym przygotowywano dla nich „niespodzianki”, które miały zrazić wizytujących do kolejnych odwiedzin.

Odwiedził ich m.in. Kreisleiter NSDAP.

Filię berlińskiego Instytutu odwiedził też szef Inspekcji Sanitarnej Luftwaffe w randze generała, a był nim profesor doktor Oskar Schröder.

Była to bardzo ważna wizyta w przeciwieństwie do tych poprzednich.

Potworne eksperymenty, które nie powinny mieć miejsca

Nie wiadomo, jaki był prawdziwy cel wizyty generała Schrödera w Rząsinach.

Może to miało związek z jego wcześniejszą wizytacją w obozie koncentracyjnym w Dachau latem 1944 roku, gdzie były przeprowadzane potworne eksperymenty nad wytrzymałością ludzkiego organizmu, ale tego nie wiadomo.

Jednak wiadome jest, że to on, wiosną 1944 roku, zwrócił się do szefa służby zdrowia SS oraz policji prof. dr. Ernsta Grawitza o umożliwienie przeprowadzenia eksperymentów na więźniach.

Wtedy uzyskał zgodę Heinricha Himmlera.

Poza tym Schröder był szefem służb sanitarnych Luftwaffe przez kilka lat i wtedy miał pod sobą tzw. grupę dydaktyczną „Nauka i badania naukowe”, do której należeli różni lekarze specjaliści.

Mieli oni tam 17 dziedzin, a jedną z nich była medycyna lotnicza, która była kierowana przez prof. Strugholda.

Dlatego niewykluczone jest, że Strughold rozmawiał ze Schröderem o tym, że są niepełne wyniki badań, co jest związane z brakiem „królików doświadczalnych”.

Szczególnie wtedy, gdy więźniowie okolicznych podobozów Gross-Rosen, a także jeńcy wojenni byli wykorzystywani do prac polowych.

Bunkier z betonu

W gęstym lesie, który był hermetycznie odcięty od Lubania i oddalony o kilka kilometrów od Rząsin, znajdowała się stacja próbna do napędu rakiet.

Kiedy włączono to urządzenie, to płomień oraz strumień gorącego powietrza wyczyściły wszystko w na terenie kilkuset metrów.

W związku z tym dr Palme, lekarz i Autrum, otrzymali polecenie, aby zbadać, jaki wpływ ma hałas tych maszyn napędowych.

Zaczęto określać jego wpływ na czynność serca za pomocą elektrokardiogramu.

Zbudowano tam bunkier z betonu w ziemi w odległości 200 metrów od urządzenia, aby można było przeprowadzić eksperymenty.

To tajemnicze badanie miało zapewne na celu stwierdzenie wpływu ogromnego natężenia hałasu, które powstaje w czasie pracy silnika odrzutowego do nowego samolotu lub do V-Waffen, na organizmy żywe, a szczególnie na pracę serca.

Zakończenie badań w pałacu

W drugiej dekadzie stycznia 1945 roku do Rząsin dotarła pierwsza fala uciekinierów i to zapewne przyspieszyło decyzję o zakończeniu badań w pałacu.

W pobliżu rozpoczęła się wojna i dowództwo wojenne ogłosiło plan ewakuacyjny.

Było to 16 lutego 1945 roku, a ewakuowani mieszkańcy Rząsin mieli zostać przeniesieni do Czerniawy, która była oddalona o 25 km.

Strughold oraz pozostali naukowcy opuścili Rząsiny w pośpiechu, a zabrali tylko dokumentację i najważniejszy sprzęt.

Honsjochem Autrum wraz ze współpracownikami i aparaturą udał się na Uniwersytet w Getyndze i tam został asystentem profesora Henke.

Natomiast od 1952 roku swoje badania prowadził na Uniwersytecie w Würdzburgu i tam został kierownikiem Zakładu Zoologii.

Jeśli chodzi o Hubertusa Strugholda, to został przywieziony do USA w ramach operacji „Spinacz”.

Przez służby specjalne został zaangażowany do pracy w teksańskim ośrodku szkolenia pilotów Randolph w San Antonio.

Tam szybko awansował i został dyrektorem Zakładu Medycyny Kosmicznej.

Pod jego kierownictwem przez dłuższy czas pracowało również kilkudziesięciu lekarzy, którzy wcześniej współpracowali z Luftwaffe.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.