Żyjemy w świecie w którym każdego dnia rodzi się około 350 tysięcy dzieci. Wiadomo, że różnią się one kolorem skóry, może wzrostem, a może wagą, płcią i krajem do którego będą przynależeć. Dziś, w szpitalach, domach i innych miejscach na Ziemi, pojawi się ogromna ilość młodych ludzi – tych, którzy staną się kolejnym pokoleniem. 

I któregoś dnia, być może wiele lat temu, każdy z nas przyszedł na świat. Może ten moment nie wyróżniał się szczególnie w skali całej Planety, a jednak dla kilku osób z pewnością było to ważne – dla każdego, kto czyta ten artykuł, i na pewno dla ichniejszych rodziców.

Wyczekiwali tej chwili, i stało się: oto pojawił się kolejny Człowiek na Ziemi.

Rodzice, może mniej, może bardziej umiejętnie, ale starali się zapewnić to, co ważne dla każdego dziecka.

Czy jednak to ojcowie i matki są odpowiedzialni za wychowanie dzieci…?

Czy tak naprawdę to oni przekazywali dalej wiedzę…?

Nad tymi pytaniami warto się zastanowić, byśmy wszyscy, jako Ludzkość cała, mogli wnioski wyciągnąć i być może zmienić podejście do wielu spraw.

Zobaczmy co w ogólnym ujęciu dzieje się obecnie…

Pojawia się na Ziemi Człowiek…

Zaczyna obserwować, słuchać i spostrzeżenia własne mieć…

Co jednak może mieć o wiele większy wpływ na jego życie, to informacje, które od najbliższych, czyli autorytetów, otrzymuje.

I tu pojawia się pytanie – skąd oni wzięli całą wiedzę, którą się dzielą?

Czy przypadkiem nie było tak, że i oni z pokolenia na pokolenie przekazywane informacje, dalej podali?

Indoktrynacja dzieci

Być może robili to w dobrej wierze, ale czy aby na pewno wychodzi to kolejnym pokoleniom na dobre? – jeśli życie dotychczas żyjących jest radosne i szczęśliwe, to jak najbardziej.

Gorzej, jeśli przekazywana wiedza sprawia, że powiela się schemat negatywny.

To jednak jedna tylko z części całego zagadnienia, bo przecież większość rodziców oddaje swoje dzieci na wychowanie komuś innemu – w wieku 2, 4, może 5 lat, idą one do miejsc, w których zaczyna się wpajać im ustalony światopogląd, w dodatku zabarwiony przekonaniami nauczycieli, WYCHOWAWCÓW i opiekunów wszelkich.

Oczywiście biorąc pod uwagę całokształt sytuacji, można powiedzieć, że cóż innego mają począć rodzice – przecież każdy musi pracować i mieć czas na inne zajęcia.

Oddaje się więc dzieci do instytucji i miejsc, w których kontrolę nad wychowaniem potomków zaczyna sprawować ktoś inny; ktoś kto również jest pod wpływem określonych doktryn.

Czyż sam fakt zaaprobowanego przez kogoś materiału w podręcznikach, nie jest  dowodem INDOKTRYNACJI?

Przecież jeśli wiedza zawarta w podręcznikach będzie miała negatywny wpływ na rozwój dziecka, to może się okazać, że całe pokolenie w określonej świadomości wyrośnie.

I jeśli komuś zależy na takiej sytuacji, to wystarczy, że ma kontrolę nad tym, co w książkach i szkole zostanie dzieciom powiedziane.

Schemat zostanie utrwalony, a przecież, gdy Ci ludzie dorosną – w ten sam sposób ze swoimi dziećmi postąpią (choć może nie wszyscy).

Cały świat podąża naprzód, zwołując wielkie konferencje klimatyczne i globalne wydarzenia sportowe, a tymczasem umyka nam temat, być może najważniejszy ze wszystkich – kto wychowuje dzieci?

Czyż nie są one przyszłością świata, Miłością i darem dla rodziców?

Czyż to właśnie na nich nie zależy najbardziej na świecie wszystkim Matkom i Ojcom?

Niech Państwa rozmyślania pozwolą do własnych wniosków dojść i obraz sytuacji zobaczyć.

Pozdrawiam serdecznie,
Andrzej Tomicki

⇒ Czytaj także: inne teksty tego autora TUTAJ

Wesprzyj niezależne media, pomóż nam przedzierać się z prawdą w gąszczu kłamstw i wszechobecnej propagandy ⇒ kliknij w link: https://www.odkrywamyzakryte.com/wiecej/

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.