Jak wyjść z „Kochani rodzice z miłości do Was zniszczę sobie życie. Tak jak Wy. Dla Was i za Was. Będę chorować, pić, biedować, rozwodzić się, żyć w samotności, kłócić się, bać, smucić, wstydzić, zadręczać i żyć w poczuciu nieszczęścia. Nie będę mieć lepiej, żeby nie było Wam przykro. Lepiej ja niż Wy”. Jak wyjść ze ślepej lojalności dla rodu zakodowanej na poziomie podświadomym w głębokim dzieciństwie?
Takie słowa gdyby mógł racjonalnie powiedzieć z pełną świadomością tego czego się chce i tego co się mówi, powiedziałby trzylatek stojący przed swoimi rodzicami.
Jaki trzylatek?
W  zasadzie niemal każdy.
Nasz rodzic.
Mama i tata.
Dziadkowie i babcie.
My.
Nasi partnerzy.
I nasze dzieci.
Bo priorytetem dla dziecka jest otrzymanie miłości.
Od obojga rodziców ma się lać na małe dziecko miłość.
I już.
Dziecko chcę ją dostać i ją oddać.
Być w jej przepływie.
Otrzymywać ją pod postacią bezwarunkowej akceptacji, uznania, bezustannego potwierdzania cudowności swojego istnienia, zasadności swojego istnienia.
Miłości…
Jeśli dziecko jej albo nie dostaje, albo zbyt mało, albo okresowo, albo nie taką i nie tyle ile potrzebuje, to dziecko zaczyna się starać, by ją dostać.
Jednym z podstawowych form tego starania na poziomie nieświadomości jest branie wzorców swoich rodziców (i w zasadzie całej rodziny) na siebie.
Jeśli rodzic cierpi, to dziecko na poziomie nieświadomym odczuwa „potrzebę” cierpienia razem z nim.
Tak jakby mówiło „widzę, jak cierpicie mamo / tato, chcę Wam pomóc i ponieść część Waszego cierpienia.”
No i niesie.
Potem dekadami.
W nieświadomości.
I nawet jeśli nie chce być jak rodzice (co jest bardzo częste), to poniesie ich ciężary w przyszłość jako swoje.
Ich ciężary.
Uwarunkowania zazwyczaj z ich własnego dzieciństwa.
Często ciężary ich własnych rodziców wyniesione z ich rodzinnego domu.
Taki trans pokoleniowy rodzinny krzyż.
Alkohol. Uzależnienia. Pracoholizm. Choroby. Problemy w relacjach. Kłótnie. Pogarda dla płci przeciwnej. Problemy w obfitości.
„Tato  widzę, jak niszczysz dom swoim alkoholizmem, nieobecnością, niedojrzałością. Współczuję Ci i kocham Cię. Z tej miłości dla Ciebie  będę właśnie taki sam. Mimo iż w wieku dojrzewania zapewne stawię temu opór, bunt i Cię znienawidzę. Ale tu i teraz chcę, byś mniej cierpiał. Bo jestem od Ciebie i gdy Ciebie braknie, to mnie może nie być. Więc pomogę Ci, jak mogę, biorąc twoje wzorce jako swoje”.
„Mamo. Widzę jak Twoje wycofanie, kłótliwość, brak emocji, surowość i chłód sprawiają, że dom przypomina zamrożoną emocjonalną tundrę. Taka właśnie będę. Mimo że potem nie będę chciała. Ale taka będę”
„Tato widzę, jak chorujesz. I ja tak będę. Głęboko chcę chorować, by Tobie ulżyć”
„Mamo widzę jakiego partnera masz i jak z nim cierpisz. Będę tak samo”
„Tato widzę, jak sobie nie radzisz z finansami i jak mama Cię o to łaja. Takim mężczyzną będę. Dla Ciebie. Nie mogę mieć lepiej. Choćby dlatego, żeby nie było Ci przykro”
„Mamo nie chcę, byś była smutna. Poniosę Twój smutek pod postacią wieloletniej depresji. Bo Cię kocham”
– Niewypowiedziane nigdy słowa trzylatka.
Niedokończone.
Niema obietnica na całe życie, dotrzymywana często do grobowej deski.
Trans pokoleniowy wzorzec mocniejszy niż świadome pragnienia cudnego życia.
Jeśli dziś widzimy już mechanizm / dynamikę, którą powtarzamy po rodzicach, ich rodzicach czy kimkolwiek w rodzie jedną z technik jest stanięcie przed nimi w dowolnej formie wizualizacji i dopowiedzenie słów, którymi mogliśmy sobie brać ich uwarunkowania na siebie.
Nigdy tak naprawdę niewypowiedzianych.
A potem przemodelowanie ich obietnicą cudnego życia.
I to całkiem poważna sprawa — jeśli w obecności naszego rodu obiecujemy sobie — i im wszystkim — trzeźwość, zdrowie, obfitość, kwitnące relacje i inne przeciwwagi dla tego co wzięliśmy kiedyś, to jednak zobowiązuje i potrafi poruszyć w naszej podświadomości tę zapadkę, która często nas blokowała, powodując różne formy auto sabotażu w imię lojalności dla rodziców i całego rodu.
To w taki sposób mamy im okazywać miłość, oddawać hołd i szacunek.
A gdy nie jesteśmy w stanie, bo ich na przykład z całkiem zasadnego powodu nienawidzimy, to w ten sposób podziękujmy tylko za życie.
Tak okazujmy lojalność.
I to przemodelować może każdy. Czasem z efektem piorunującego katharsis, a czasem z rozłożonym w czasie (nawet i kilku lat) pączkowaniem programów podświadomości.
To, co wyżej napisałem to oczywiście spore uogólnienie, ale tak to w uproszczeniu działa.
Dróg do przemodelowania tego jest wiele.
I wcale nie muszą to być drogi usłane cierniami, ponieważ czasem najprostsze rozwiązania są niebywale skuteczne.
Różnorakie techniki podejścia systemowego, gest altowego, pracy z rodem, z emocjami czy wewnętrznym dzieckiem mają to właśnie na celu.
I naprawdę warto.
Cudnie żyć.
Więc żyj
Ireneusz Wacławski Sromek

 

⇒ Czytaj także: ZŁA KARMA RODZINNA

Portal Odkrywamy Zakryte jest cenzurowany w Google i na Facebooku, bo nie jesteśmy finansowani przez rząd, aby publikować kłamstwa i propagandę. Wesprzyj prawdziwie niezależne media, pomóż nam przedzierać się z prawdą w gąszczu kłamstw ⇒ kliknij w link: https://www.odkrywamyzakryte.com/wiecej/

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.