Prawo karmy, choć wydaje się, że znane jest większości, to nie wszyscy w pełni rozumieją to jedno z fundamentalnych praw naszego wszechświata. Nie miałem łatwej karmy na start. Każdy z nas, gdy przychodzi na ten świat, ma w genach zapisaną karmę rodziny. Wygląda to tak samo, jak pisałem wcześniej o emocjach i o tym, że zapisują się one w naszym ciele. W ten sposób nasi przodkowie zostawiają nam w spadku wszelkie nieprzepracowane emocje, z którymi my musimy się zmierzyć.

Do około 30 lat miałem tak, że nienawidziłem swojego życia.

Miałem wrażenie, jakby ciążyła nade mną i nad moją rodziną jakaś klątwa, i być może tak było.

Wszelkie działania, które podjąłem, kończyły się porażką.

Nie potrafiłem wyrwać się z błędnego koła niepowodzeń, co było bardzo frustrujące i odbierało mi chęci do jakiegokolwiek działania.

Po co coś robić, po co się starać, gdy i tak nic nie wychodzi.

Życie nauczyło Cię, że i tak wszystko skończy się porażką, więc najprościej mówiąc – przestałem się starać.

Przestało mi zależeć.

Nie chciało mi się czasem wierzyć w to, jak często występowały tak zwane “zbiegi okoliczności.

Wiedziałem oczywiście, że nie są to zbiegi okoliczności, ponieważ obserwowałem to pasmo niepowodzeń już wiele lat i najprościej mówiąc, za dużo było tych zbiegów okoliczności“.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że jestem tym, który spłaca karmę rodziny i że jestem tym, który ją spłaci.

Spłacić karmę

Około 6 miesięcy temu, od chwili pisania tej książki, przyszło do mnie takie odczucie, że spłaciłem karmę rodziny.

W jednym ze swoich wierszy, które wcześniej pisałem, aby wyrazić to, co czuję i jak postrzegam naszą rzeczywistość, napisałem:

Jeśli uratuję choćby jedną duszę, odkupię swe winy i przerwę katuszę.

Żyjąc i pracując za granicą, poznałem młodszego o osiem lat chłopaka, mieszkającego na ulicy.

Podszedł i zapytał się mnie, czy mam euro, a ja dałem mu dwa.

On następnie zapytał się mnie czy palę zioło, ja powiedziałem, że tak.

Zapaliliśmy i tak się poznaliśmy.

Miałem wtedy na ręce bransoletkę z symbolem kwiatu życia i on zwrócił na nią swoją uwagę, mówiąc, że jest to fraktal.

Dla mnie poznanie go było jak przeznaczenie, ponieważ przez wiele lat nie miałem z kim rozmawiać na tematy, które mnie interesowały i on był pierwszą osobą, która chciała mnie słuchać.

Tak stopniowo poznawaliśmy się, jednak nie było to łatwe, ponieważ ja w pewien sposób całkowicie utraciłem kontakt z rzeczywistością i dopiero stopniowo wracałem do rzeczywistości.

Bariera językowa także nie ułatwiała tego wszystkiego, ale szybko przypomniałem sobie swój angielski na tyle, żeby móc wytłumaczyć mu to, co udało mi się zrozumieć na przełomie ostatnich kilku lat.

W trakcie kilkumiesięcznej znajomości nie tylko jemu udowodniłem, jak można wpływać i kontrolować rzeczywistość, ale także sobie.

Przekazałem mu wiarę w siebie i tym samym umocniłem swoją wiarę w siebie.

Widząc jego rozwój, zdawałem sobie sprawę ze swojego rozwoju.

Widzieliśmy oboje, jak się rozwijamy i oboje zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nasze spotkanie nie było przypadkowe.

Ja potrzebowałem go, ponieważ dzięki niemu powoli wracałem do rzeczywistości i uczyłem się ponownego komunikowania z ludźmi.

On, w jakiś sposób też mnie potrzebował.

Być może, dlatego, że wychował się w domu dziecka i nigdy nikt nie okazał mu rodzicielskiej miłości, a ja, że miałem wcześniej rodzinę i kim się opiekować.

Dałem mu coś, co można chyba nazwać ojcowską miłością i opieką.

Traktowałem go w pewien sposób jak syna, ucznia, brata i przyjaciela.

Sprawiłem, że człowiek, który żył od 18 albo 19 roku życia na ulicy, zapragnął zmiany.

Uwierzyłem w niego tak bardzo, że nie pozostało mu nic innego jak tylko uwierzyć w siebie.

Uświadomiłem sobie wtedy także, jak bardzo ważne jest, aby mieć choć jedną osobę, która wierzy w Ciebie.

Jednak ta wiara nie może być pusta.

Najpierw taka osoba musi wierzyć w samą siebie, tak jak było to w moim przypadku.

Dzięki temu, że ja pomagałem mu na początku naszej znajomości, on pomógł mi, gdy u mnie sytuacja się skomplikowała i gdy ja wylądowałem na ulicy.

Pomógł mi przetrwać kilka najbliższych dni, do czasu, zanim sam zorientowałem się, na czym polega życie na ulicy.

Karma wraca

Karma zaczęła wracać, bo choć nasze relacje już nie były takie jak na początku, to znaczy już tak nie dogadywaliśmy się, a powiedziałbym, że wręcz zaczęliśmy walczyć ze sobą na energię i kto jest silniejszy, to pomógł mi, ponieważ być może czuł, że powinien.

Ja spłaciłem karmę rodziny, gdy pomogłem człowiekowi z ulicy i stworzyłem w nim poczucie własnej wartości, siły i wiary w siebie.

Dałem mu wszelkie niezbędne narzędzia, do tego, aby zrobił coś ze swoim życiem i wiem, że zrobi.

On dał mi siłę człowieka znającego życie ulicy.

Jest to siła, której nie można kupić za pieniądze, której nie wytrenuje się na siłowni i nie przeczyta się w książce, ani nie obejrzy się w filmie.

Trzeba tego doświadczyć, dlatego pisałem, że nie zamieniłbym tego miesiąca na ulicy w zimie, na życie w luksusowym hotelu w tropikach.

Żyjąc na ulicy, bez dokumentów i pomysłu co dalej, skupiony byłem jedynie, tak jak pisałem wcześniej, na przetrwaniu obecnego dnia.

Gdy moja zagraniczna przygoda kończyła się powoli, wiedziałem już, że coś nowego się zaczyna, choć nie wiedziałem co.

Zjechałem przede wszystkim w celu ponownego wyrobienia dokumentów i powrotu do życia w systemie.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak wszystko się potoczy i że na trzy tygodnie od powrotu, poznam osobę, która tym razem pomoże mi, da narzędzia do pracy i zmotywuje do napisania tej książki.

Karma wróciła i zaczęła się kolejna moja przygoda.

MANIFEST PRZEBUDZONEGO CZŁOWIEKA – CZĘŚĆ IV (JESTEM, KTÓRY JESTEM)

MANIFEST PRZEBUDZONEGO CZŁOWIEKA – CZĘŚĆ VI (GDY COŚ SIĘ KOŃCZY, COŚ SIĘ ZACZYNA)

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką oznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.