Optymalna „dawka natury”, którą należy „zażyć”, aby skutecznie pozbyć się stresu, została ustalona w trakcie badań przez naukowców z University of Michigan w Ann Arbor. Nie oznacza to, że nie możemy korzystać z kontaktu z przyrodą więcej i częściej. Badacze zwracają jedynie uwagę na fakt, jak niewiele potrzeba, by zmienić swoje życie na lepsze…

Hormon stresu w świetle badań

Relaks, uspokojenie, odprężenie – fakt, że doświadczenia natury mają pozytywny wpływ na ludzkie samopoczucie, jest znany od dawna i jest także dobrze udokumentowany naukowo.

Liczne badania wykazały, jak ważne dla ludzi jest przebywanie na łonie przyrody – parki, ogrody, lasy i różne formy doświadczeń przyrodniczych łagodzą stres.

Do tej pory jednak nie było jasne, ile czasu potrzeba, aby uzyskać taki efekt.

Dlatego też naukowcy z University of Michigan w Ann Arbor poddali badaniu 36 mieszkańców miast.

W ciągu ośmiu tygodni badani przyjmowali „dawkę natury” co najmniej trzy razy w tygodniu w różnej długości „dawek”, aczkolwiek obcowali z przyrodą nie krócej niż dziesięć minut.

Przed i po naturalnej dawce świeżego powietrza badani oddawali próbkę śliny, aby naukowcy mogli zbadać poziom kortyzolu – hormonu stresu.

Stężenie tego hormonu w ślinie odzwierciedla stopień stresu u danej osoby.

Badacze dali badanym wolną wolę.

Uczestnicy badania mieli swobodę wyboru pory dnia, czasu trwania i lokalizacji, w której będą czerpać z przyrody.

Jednak w trakcie obcowania z naturą niedozwolone były dodatkowe działania, które mogły wpłynąć na poziom stresu: badanym nie wolno było używać telefonów komórkowych, nie czytali gazet ani nie rozmawiali z nikim oraz nie wykonywali żadnych forsownych ćwiczeń.

Mieli tylko w ciszy doświadczać naturę.

kontakt-z-naturą.jpg
foto.shutterstock.com

Optymalna „dawka natury”

Z ocen naukowców jasno wynikało: już 20-30 minut na łonie przyrody wystarczy, aby znacznie obniżyć poziom hormonu stresu.

Badacze twierdzą, że ci, którzy poświęcają na kontakt z naturą więcej czasu, mogą dodatkowo skorzystać, np. wzmocnić swoją odporność, ale poziom kortyzolu bardziej się nie obniży.

Wyniki badań sugerują, że rodzaj aktywności na świeżym powietrzu nie wydaje się odgrywać istotnej roli.

Poziom kortyzolu spadał tak podczas ćwiczeń fizycznych, jak i podczas zwykłego odpoczynku, np. leżenia na trawie.

„Naturalne pigułki” zdaniem badaczy mogą być bezpiecznym rozwiązaniem pozwalającym ograniczyć negatywne skutki zdrowotne związane z rosnącą urbanizacją i szybkim stylem życia.

Ich zdaniem lekarze powinni wykorzystać te odkrycia i wyjaśniać pacjentom popartą dowodami, praktyczną stronę czerpania z natury.

Wystarczy, zamiast chemicznego leku zalecić przyjmowanie „leku”, który znajdziemy w przyrodzie – ciszy, zieleni, świeżego powietrza.

A dawka jest niewielka – podkreślmy raz jeszcze – wystarczy zaledwie 20-30 minut minimum trzy razy w tygodniu.

⇒ Czytaj także: PRZYTULANIE DRZEW – MAGICZNE WŁAŚCIWOŚCI „LEŚNYCH KĄPIELI”

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.