Rolnik Nicolas Bardy, którego rodzina hodowała bydło w Lacapelle-Viescamp w Cantal, w południowo-środkowej Francji od sześciu pokoleń, został oskarżony o magazynowanie bel siana zbyt blisko domu sąsiadów, co powodowało „silne irytujące zapachy”. Sąsiadom przeszkadzał także smród hodowanych krów. Jak zakończyła się trwająca 10 lat batalia sądowa?

8000 euro grzywny

Rolnikowi w środkowej Francji nakazano zapłacić 8000 euro grzywny po tym, jak sąsiedzi skarżyli się na intensywny i „nie do zniesienia” zapach pochodzący z jego farmy krów.

Nicolas Bardy, hodowca krów w Lacapelle-Viescamp w Cantal został wezwany przez sąd apelacyjny w Limoges do wypłaty pieniędzy – w tym 6000 euro odszkodowania dla sąsiadów i 2000 euro pokrycia kosztów prawnych.

Nicolas-Bardy-rolnik.jpg
Nicolas Bardy

Sprawa, która trwała ponad 10 lat, została wniesiona do sądu przez emerytowanych sąsiadów Bardiego, którzy z miasta Saint-Etienne przeprowadzili się do wioski Cantal w 2001 roku.

Adwokat sąsiadów, Marie-Anne Moins, w pozwie zaznaczyła, że w 2006 r. jej klienci zaczęli narzekać z powodu zapachu zwierząt i obornika oraz fermentujących bel siana pochodzących z pobliskiej stodoły rolnika.

Piekły ich oczy, a sam zapach był absolutnie nie do zniesienia.

W 2011 r. inspektor, który odwiedził gospodarstwo, potwierdził irytujące zapachy fermentacyjne oraz uczucie pieczenia oczu.

Przybyszom przeszkadzało także, że w tym samym budynku stodoły rolnik utrzymywał część swoich krów, a to powoduje „nieprzyjemny zapach, nieznośne odgłosy i niemiły widok”.

Ludzka głupota

Sprawa początkowo trafiła do sądu w Aurillac, następnie do sądu apelacyjnego w Riom (Puy-de-Dôme), a kolejno do Cour de Cassation w Paryżu.

We wtorek, 19 listopada 2019 r., sąd apelacyjny w Limoges orzekł w końcu wyrok na korzyść sąsiadów.

Chociaż sąd zgodził się, że należy wprowadzić pewne zmiany w celu zmniejszenia intensywności zapachów, odrzucił dalsze żądanie pary, aby wyeliminować obecność obornika i silnych zapachów poza pewnymi strefami.

Nie zmienia to faktu, że sam rolnik, pan Bardy, powiedział, że „nie zrozumiał” wyroku i otrzymał wiele poparcia od mieszkańców swojej wioski i całej Francji.

Powiedział, że zainwestował nawet 120 000 euro w nowy budynek, który ma ograniczać zapachy, ale sąsiedzi nawet nie czekali na zakończenie prac, tylko zdecydowali się na złożenie skargi.

Podkreślił też, że inspektor był u niego tylko raz w 2011 roku, co jak widać, najwyraźniej wystarczy, aby skazać ludzi.

Pan Bardy zaznacza, że ludzka głupota nie zna granic, bo przecież przeprowadzając się na wieś, trzeba liczyć się z tym, że takie zapachy były, są i będą w mniejszym lub większym stopniu będą nieodłączną częścią wiejskiego krajobrazu.

Adwokat sąsiadów w rozmowie z mediami powiedziała, że jej klienci są zadowoleni z tej decyzji. Chcieli tylko jednej rzeczy: sprawiedliwości.

Są to osoby prywatne, które ucierpiały z powodu nagonki mediów społecznościowych i dla nich sprawa jest zakończona.

Historia ta nie jest odosobnionym przypadkiem.

Temat mieszkańców francuskich wsi, którzy narzekają na to, co uważane jest za naturalną część życia na obszarach wiejskich, wielokrotnie się powtarza.

Niektórym przeszkadza pianie koguta, gdakanie kur, rechot żab w stawie, pyłki, krowie dzwonki, a nawet i bicie dzwonów kościelnych…

⇒ Czytaj także: FIRMA Z POLSKI ZNALAZŁA SPOSÓB NA RATOWANIE PSZCZÓŁ NA CAŁYM ŚWIECIE?

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.