Spożywcze fałszerstwa to nagminny proceder na polskim rynku. Szynka bez mięsa, dżem truskawkowy bez truskawek, ser bez mleka, chleb z gipsem – to tylko niektóre jedzeniowe oszustwa. Pomimo rosnącej świadomości konsumentów w kwestii składników produktów spożywczych i coraz częstszym zmianom składów przez producentów na lepsze, wciąż na rynku handlu spożywczego dostępne są produkty, których jakość i skład wołają o pomstę. Czym jesteśmy truci i co w jedzeniu siedzi?

Wędlina – mięso czy woda?

W kwestii wędlin warto się bliżej przyjrzeć wyrobom konserwowym.

Szynki i łopatki konserwowe pod względem jakości można zaszeregować w kilka kategorii: szynka, szynka z naturalnym sokiem, szynka z dodatkiem wody, szynka z wodą i woda z szynką.

Większość wędlin pięknie zapakowanych i spoczywających w marketach na półkach naprzeciw oczu klienta lub trochę niżej, w swym składzie zawiera głównie wodę związaną przez polifosforany oraz izolat białka sojowego, najczęściej z soi genetycznie modyfikowanej.

Na próżno szukać na niższych półkach wędlin wyprodukowanych w 100% z najlepszej jakości mięsa.

Oprócz niego znajdziemy w składzie surowce łącznotkankowe np. ścięgna, skórę lub skrobię.

Dzięki takim dodatkom konsument otrzymuje soczystą, dobrze krojącą się kiełbasę lub wędlinę.

W zakładach produkcyjnych specjalne nastrzykiwarki wpompowują bezpośrednio do mięsa roztwory różnych substancji chemicznych, które odpowiadają za konserwowanie i smak przyszłej wędliny.

Do mięsa wstrzykiwana jest woda z azotanami i azotynami, substancje wiążące wodę, fosforany dodające wędlinie kruchości, ulepszacze.

Nic dziwnego, że później producentom udaje się z 30 dag mięsa wyprodukować 1 kg wędliny.

Parówkowy brak norm

Co kryje się pod nazwą „parówka”?

Jaki skład powinien przedstawiać ten produkt?

Według definicji jest to kiełbasa homogenizowana, powstała z bardzo rozdrobnionych surowców z dodatkiem przypraw i poddana obróbce cieplnej.

Zgodnie z Polską Normą (PN) musi ona zawierać minimum 9% białka i nie więcej niż 40% tłuszczu, 69% wody i 3% soli.

Jednak w rzeczywistości normy wobec składu parówek nie są zbyt restrykcyjne i dopuszczają do obrotu produkty, które z mięsem nie mają wiele wspólnego.

Zdaniem jednego z pracowników Inspekcji Handlowej może zawierać mięso, ale wcale nie musi:

Kiedy sprawdzamy towar, interesuje nas tylko, jaki skład podał producent.

Jeśli po zbadaniu próbki jej skład zgadza się z zadeklarowanym, wszystko jest w porządku.

Parówką może być na przykład kilka zmielonych składników, niekoniecznie pochodzenia zwierzęcego.

Można tam dodać nawet papier toaletowy, byleby całość nie była szkodliwa dla zdrowia.

Poza tym każdy ma prawo nazwać swój wyrób, jak mu się podoba.

Akurat ten producent postanowił nazwać to coś parówką.

I tak właściwie w niższej lub średniej klasie parówek, których kilogram kosztuje kilka drobnych złotych, głównym składnikiem jest MOM, czyli mięso oddzielone mechanicznie, a dokładnie kurze korpusy z pozostałościami mięsa i tłuszczem.

Po przepuszczeniu przez prasę tworzą  zhomogenizowaną masę złożoną z drobin tłuszczu i chrząstek.

Całość dopełniają substancje „wzbogacające” np. kasza manna, skrobia, błonnik bambusowy lub groch.

Kartonowy napój kolorowy

Konsumenci powszechnie przyzwyczajeni przez producentów przyjęli, że każdy płyn w kartonie z nadrukowaną pomarańczą, brzoskwinią, truskawką, porzeczką itp. jest sokiem, a więc jest  źródłem witamin i minerałów, samym zdrowiem.

Tymczasem, jeśli wziąć pod lupę skład kartonowych „soków” to sam sok owocowy stanowi jedynie kilka procent całej zawartości.

Reszta to woda, konserwanty, barwniki, sztuczne słodziki, cukier itp.

Krzyczące napisy: „z hiszpańskich pomarańczy”, „jabłkowo-gruszkowy” czy „z jabłek z polskiego sadu” odwracają naszą uwagę, zabierają czujność i każą wierzyć, że rzeczywiście w kartonie lub butelce znajduje się najlepszej jakości sok.

Dlatego też warto ze zrozumieniem czytać informacje umieszczone na butelkach czy kartonach.

Producenci są zobligowani do umieszczania na opakowaniu składu danego produktu i jego wartości odżywczych.

Czysta woda zdrowia doda

O tym, że należy unikać wody w plastikowych butelkach i wybierać te w szklanych ze względu na szkodliwość Bisfenolu A (BPA) pisaliśmy tutaj.

Jednak uwagę konsumentów w kwestii kupowania źródlanych lub mineralnych wód butelkowanych powinna zwrócić także ich pozostawiająca wiele do życzenia jakość.

Wyniki testów wód źródlanych przeprowadzonych przez „Świat Konsumenta” pokazały, że woda rekomendowana do podawania niemowlętom, z rekomendacją Instytutu Matki i Dziecka zawierała znacznie więcej bakterii, niż normy dopuszczają dla wody w kranie.

Większość wód mineralnych i źródlanych dostępnych na rynku niewiele różni się od zwykłej kranówki.

Dlaczego więc litrami kupujemy to, co mamy dostępne w kranie?

Trucizn powszednich ciąg dalszy

Przy produkcji, jakich produktów oszukuje się jeszcze konsumentów?

Praktycznie przy każdych.

Począwszy od chleba na mleku kończąc.

„Świeżo wypiekane” – odmrażane pieczywo z marketów, produkty chlebo- i bułkopodobne ze startą bułką lub gipsem w środku to codzienność dla niektórych producentów.

Konserwy rybne ze śladową ilością ryb, dżemy bez owoców lub ze śladowymi ilościami, naszpikowane syropem glukozowo-fruktozowym, podrabiane miody stanowiące „mieszankę miodów pochodzących z państw członkowskich Unii Europejskiej i spoza UE”, sery z barwnikami, stabilizatorami i dodatkami olejów roślinnych, podróbki żółtego sera, mleko, kefiry i jogurty wytwarzane z proszku – to inne powszechnie kupowane produkty, na których jakości się najwięcej oszukuje.

W Polsce przed nieuczciwymi praktykami producentów żywności chroni nas wiele instytucji, m.in.

Sanepid, Inspekcja Handlowa, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Instytut Żywności i Żywienia itp.

Paradoksem jest, że instytucje te dokonują kontroli, ale nie mogą publicznie ujawniać ich wyników, a dokładniej – podawać informacji, którzy producenci fałszują żywność.

W ten oto sposób dobro konsumenta jest zrzucone na boczny tor.

Nikt nie dba o to, aby ostrzec nas przed niekiedy szokującą prawdą.

Temat jedzeniowego fałszerstwa powoli przestaje być tematem tabu, ale potrzeba jeszcze wiele nagłośnień tej sytuacji.

Dlatego warto głośno mówić o oszustwach producentów żywności, sprzeciwiać się kupowaniu produktów gorszej jakości i promować te, którym należy się uznanie.

Wszyscy konsumenci na polskim rynku (bez względu na swój status społeczny i zasobność portfela) zasługują na dobrej jakości produkty spożywcze.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.