Lekarka z Wielkiej Brytanii w przeszłości nigdy nie myślała, że stanie się niewygodną przeciwniczką Brytyjskiej Naczelnej Rady Lekarskiej. Dr Jayne Donegan początkowo była bardzo silną zwolenniczką szczepień, ale kilka lat później oficjalnie mówiła o niebezpieczeństwie związanym ze szczepieniami i udowodniła, że nie są one potrzebne do zachowania zdrowia…

Od zwolenniczki…

Historia dr Jayne Donegan nie należy od początku do oczywistych…

W 1983 r. kobieta ukończyła studia z medycyny.

Całe jej studia podyplomowe w położnictwie i ginekologii, planowaniu rodziny, zdrowiu dziecka, ortopedii, medycynie ratunkowej i praktyce ogólnej utwierdzały ją tylko w przekonaniu, że obowiązujący program powszechnych szczepień dzieci jest jak najbardziej potrzebny.

W latach 80. doradzała rodzicom, którzy nie chcieli szczepić swoich dzieci przeciwko krztuścowi (co w tamtych czasach było uważane za „problematyczną” szczepionkę).

szczepionka.jpg
foto.shutterstock.com

Mówiła im, że rzeczywiście istnieją działania niepożądane związane ze szczepionką, ale ich ryzyko jest co najmniej dziesięć razy mniej prawdopodobne niż ryzyko powikłań związanych z chorobą, i że w gruncie rzeczy celem podania dziecku szczepionki było zapobieganie chorobie.

Kiedyś uważała, że rodzice, którzy nie szczepią swoich dzieci, są albo ignorantami, albo socjopatami.

Wiązało się to z jej  studiami, podczas których uczono ją i innych studentów, że ludzie, którzy umierali tysiącami lub setkami tysięcy z powodu chorób takich jak błonica, krztusiec i odra – choroby, na które są szczepionki – przestali umierać z powodu wprowadzenia szczepionek.

Jednocześnie uczono ich, że choroby takie jak tyfus, cholera i szkarlatyna – na które nie ma szczepionek – przestały zabijać ludzi z powodu poprawy warunków społecznych.

Logicznym byłoby zadać sobie pytanie – dlaczego?

Jeśli warunki społeczne poprawiłyby zdrowie ludności w odniesieniu do niektórych chorób, dlaczego nie poprawiłyby  zdrowia w odniesieniu do wszystkich innych?

Jednak ilość informacji, które są wymagane do przyswojenia i opanowania podczas studiów, przerasta studentów i jak podkreśla sama dr Donegan, nikt się nad tym nie zastanawia i nie tworzy połączeń, ślepo wierząc w swoich „guru” medycyny.

…do przeciwniczki

Kiedy w 1991 i 1993 roku urodziły się jej dzieci, bez wątpienia zaszczepiła je wszystkimi dostępnymi szczepionkami (aż do MMR), ponieważ to było uznawane za właściwe postępowanie.

Pozwoliła nawet swojej 4-tygodniowej córce wstrzyknąć nieważną szczepionkę BCG w publicznej przychodni zdrowia.

Zauważyła (siła przyzwyczajenia – automatycznie przegląda fiolki w poszukiwaniu nazwy leku, numeru serii i daty ważności), że szczepionka była nieważna i zwróciła uwagę lekarzowi.

szczepionka-bcg.jpg
foto.shutterstock.com

Ten stwierdził, że przychodnia sprawdziła wszystko i bez problemu można podać tę przeterminowaną szczepionkę dziecku.

Młoda lekarka pozwoliła na jej wstrzyknięcie.

Jej córka miała później okropną reakcję niepożądaną, ale lekarka była i tak przekonana, że zrobiła dla niej wszystko, co najlepsze i kontynuowała harmonogram szczepień.

Takie były jej początki – nawet zainteresowanie homeopatią nie zachwiało entuzjazmu młodej lekarki w stosunku do szczepionek.

Do tego czasu widziała to jako ten sam proces – podać niewielką dawkę czegoś, na co się uodpornisz – było to dla niej spójne.

Więc, co się stało, że została ich przeciwniczką?

W 1994 roku przeprowadzono kampanię przeciwko odrze i różyczce, podczas której 7 milionów dzieci zaszczepiono przeciwko tym chorobom.

Szef Wydziału Zdrowia rozesłał listy do wszystkich lekarzy rodzinnych, farmaceutów, pielęgniarek i innych pracowników służby zdrowia informując, że wszystko wskazuje na to, iż wkrótce wybuchnie epidemia odry.

Dowody potwierdzające tą epidemię nie zostały wtedy opublikowane.

W późniejszych latach wydaje się, że została ona przewidziana przez skomplikowany model matematyczny oparty na wartościach szacunkowych, a więc mogła w ogóle nie wystąpić:

Wszyscy, którzy otrzymali jedną dawkę szczepionki, niekoniecznie są chronieni przed epidemią. Więc potrzebują kolejnej. Cóż, no to w porządku – pomyślałam, relacjonuje dr Donegan – bo teraz wiemy, że żadna ze szczepionek nie jest skuteczna w 100%.

Potrójna dawka

Młodą lekarkę zmartwił jednak fakt, gdy powiedzieli, że nawet ci, którzy dostali dwie dawki szczepionki przeciw odrze niekoniecznie będą chronieni, gdy nadejdzie epidemia i będą potrzebować trzeciej dawki.

W tamtych czasach w kalendarzu szczepień była tylko jedna dawka szczepionki przeciwko odrze.

Była to żywa szczepionka, więc było to coś podobnego do kontaktu z dzikim wirusem odry, tylko nieco zmienionym, aby uczynić go bardziej bezpiecznym i miało to prowadzić do uodpornienia.

Oczywiście od tamtego czasu dodano kolejną dawkę do kalendarza szczepień dzieci w wieku przedszkolnym, bo jedna dawka nie działała.

W tamtym czasie był to „jeden zastrzyk na całe życie”.

Potem zaczęto mówić, że nawet dwie dawki „pojedynczej” szczepionki nie ochronią ludzi przed epidemią.

W tym momencie doktor zaczęła się zastanawiać:

Dlaczego mówiłam tym wszystkim rodzicom, że szczepionki są bezpieczniejsze, niż zarażenie chorobą? Dlaczego mówiłam, że szczepienie uchroni dzieci przed zachorowaniem – z ryzykiem efektów ubocznych – choć nie w 100%, ale w zasadzie projektowane są tak, aby zapobiegać?  Wygląda na to, że dzieci mogą być szczepione, co wiąże się z ryzykiem wystąpienia NOP i wciąż można się zarazić chorobą, przeciw której było się szczepionym i w czasie której mogą wystąpić komplikacje, nawet po otrzymaniu dwóch dawek „pojedynczej” szczepionki. Więc jaki jest w tym sens? To nie wydaje się właściwe.

Być może zastanawiasz się, jak ktoś mógł dostać dwie dawki „pojedynczej” szczepionki, tylko przeciw odrze?

szczepienie-mmr.jpg
foto.shutterstock.com

Skojarzoną szczepionkę MMR wprowadzono w 1998 roku i wiele dzieci zostało już przeciw niej zaszczepionych.

Jednakże lekarzom powiedziano, że mimo to powinni podać szczepionkę MMR, gdyż „ochroni przed świnką i różyczką oraz zwiększy odporność poszczepienną przeciw odrze.”

Powiedziano im również, że najlepszym sposobem jest szczepić wszystkich, ponieważ „zerwie to łańcuch przenoszenia choroby”.

Donegan pomyślała wtedy:

Dlaczego szczepimy niemowlęta w wieku 2, 3 i 4 miesięcy? Dlaczego nie zaczekamy 2 lub 3 lata, a następnie zaszczepić wszystkie łącznie z tymi, które urodziły się w tym czasie, by „zerwać łańcuch przenoszenia choroby”?

Niektóre rzeczy wydawały się po prostu do siebie nie pasować, więc kobieta zaczęła studiować tzw. drugą stronę szczepionkowego biznesu.

Zdrowie to jedyna odporność

Gdy zaczęła jej świtać straszliwa myśl, że szczepionki nie są tym, czym miały być, zaczęła poszukiwać w panice innego sposobu, by ochronić swoje dzieci i samą siebie – jakiegoś innego cudownego środka.

Jej długa i powolna ścieżka badań nad szczepionkami i chorobami, przeciw którymi są te szczepionki, przy okazji objęła poznawanie innych modeli i filozofii zdrowia.

Stopniowo uświadamiała sobie, iż prawdą jest to, co mówili jej ludzie od początku, że „zdrowie jest jedyną odpornością”.

Nie musimy być chronieni przed czymś, co „gdzieś tam się czai”.

Zapadamy na choroby zakaźne wtedy, gdy nasz organizm potrzebuje się okresowo oczyścić.

odporność-organizmu.jpg
foto.shutterstock.com

Szczególnie dzieci odnoszą korzyść różnego pochodzenia nierównomiernych wysypek lub „wykwitów” na całym ciele, co zapewnia im odpowiednie skoki rozwojowe.

Kiedy mamy gorączkę, kaszel, wysypkę to musimy traktować je w sposób wspierający, a nie tłumiący.

Z jej lekarskiego doświadczenia wynika, że najgorsze powikłania podczas chorób wieku dziecięcego spowodowane są standardową kuracją medyczną, która polega na tłumieniu wszystkich objawów.

Co jest największą przeszkodą dla lekarzy, nawet dla tych uważających, że Powszechny Program Szczepień Dziecięcych może nie być całkowitym sukcesem, tak jak jest przedstawiany?

Albo, że mogą istnieć inne sposoby osiągania zdrowia, które są lepsze lub trwają dłużej?

Prawdopodobnie jest to strach wiążący się z wyjściem przed szereg.

Bycie postrzeganym jako odmieniec – z wszystkimi konsekwencjami, jakie to za sobą pociąga, o czym doktor Donegan wie z własnego doświadczenia.

Rozprawa sądowa Brytyjskiej Naczelnej Rady Lekarskiej

W 2002 roku dr Jayne Donegan poszła do Sądu Najwyższego, ponieważ brała udział w sprawie, w której dwie matki walczyły ze swoimi eks-partnerami o kwestię szczepień swoich dzieci.

Matki nie chciały poddać swoje dzieci szczepieniu – bez względu na okoliczności – z obawy przed spowodowaniem nieodwracalnego uszczerbku na zdrowiu.

Natomiast chcieli tego ojcowie, więc doszło do kontrowersyjnego sporu sądowego.

Dr Donegan pisała i mówiła publicznie o konsekwencjach szczepień oraz naturalnych sposobach dbania o zdrowie dzieci, więc została poproszona o złożenie zeznań w charakterze biegłego przez owe dwie matki.

Lekarka przedstawiła swoją ekspertyzę, iż bezpieczeństwo i skuteczność szczepionek nie zostały dobrze zbadane oraz że istnieją inne sposoby dbania o zdrowie dzieci niż ich szczepienie.

Informacje, które Jayne przedstawiła w sądzie (które były bezpośrednio wymierzone przeciwko typowym poradom medycznym głównego nurtu) zostały nazwane przez Sąd Apelacyjny jako dowody oparte o „śmieciową naukę” i Brytyjska Naczelna Rada Lekarska– instytucja, która reguluje postępowanie lekarzy i mówiąca im jak mają postępować, wzięła ją na celownik.

sprawa-sądowa.jpg
foto.shutterstock.com

Dr Donegan została oskarżona o „poważne naruszenie etyki zawodowej”, które mogło zakończyć się całkowitym zakończeniem jej kariery medycznej – pozbawieniem prawa wykonywania zawodu.

Oficjalnie sprawę rozpoczęto w 2004 roku, ale pisanie raportów oraz przekopanie się przez setki medycznych dokumentów i badań zajęło trzy długie lata, zanim rozpatrzono jej sprawę w 2007 roku.

Spektakularna wygrana

Przez następne 3 lata lekarka musiała przygotowywać swoją linię obrony, odpowiadać na listy, przebrnąć przez stosy dowodów i gromadzić dokumenty, co utrudniało jej opiekę nad rodziną oraz kontynuację jej pracy zawodowej.

Musiała także poradzić sobie z tym, że jej zespół prawników wycofał się ze sprawy na sześć tygodni przed pierwszym posiedzeniem sądu.

Dr Jayne Donegan udało się jednak znaleźć pana Clifforda Millera, prawnika, który był wyjątkowo dobrze obeznany z tematem szczepień.

Miał dogłębną wiedzę na temat metod naukowych, co stanowi naukowy „dowód” oraz jak różni się od akceptowanych przez sąd „dowodów”.

Dr Jayne Donegan i prawnik Clifford Miller byli bardzo ostrożni, wykorzystywali tylko raporty i badania z szanowanych źródeł medycznych, z głównych czasopism medycznych jako dowody na poparcie tego, co mówili.

Sprawa pomiędzy dr Jayne Donegan a Brytyjską Naczelną Radą Lekarską była niczym walka Dawida z Goliatem, a także kolejnym rzadkim przykładem, w którym zwyciężył Dawid.

Ostatecznie przyznano kobiecie rację i ustalono, że przedstawione przez nią dowody potwierdzają, iż dzieci nie potrzebują szczepień, by być zdrowe, a co gorsze wiele z nich jest niekoniecznych i niebezpiecznych.

Naczelna Rada lekarska przyznała dr Donegan rację i stwierdziła, że kobieta nie jest winna poważnego naruszenia etyki zawodowej.

Ten szokujący wynik nieoczekiwanej wygranej nie został jednak tak naprawdę nagłośniony w mediach.

Chociaż artykuł o nim powinien znaleźć się na pierwszej stronie każdego czasopisma na świecie, tak się nie zdarzyło.

Media finansowane przez firmy farmaceutyczne robią przecież to, co one chcą, nic więc dziwnego, że ten przełomowy wyrok nie trafił do wiadomości publicznej.

A szkoda, bo może wcześniej otworzyłby oczy wielu osobom i skłonił ich do zastanowienia się nad sensem szczepień…

⇒ Czytaj także: NAUKOWIEC Z FIRMY FARMACEUTYCZNEJ WYJAŚNIA, DLACZEGO NIE SZCZEPI SWOICH DZIECI

♦ Twoje wsparcie rozwoju portalu KLIK

♦ Współpraca reklamowa [email protected]

♦ Ujawnij światu swą działalność, produkty itd. – dodaj swoje ogłoszenie KLIK

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.

P.S. Informacje przedstawione w artykule nie są pisane przez lekarza. Mają charakter informacyjny i nie stanowią fachowej porady medycznej. Wszelkie rady, które są na mojej stronie, stosujesz wyłącznie na własną odpowiedzialność.