Rodzina, nauka, praca, czym dla nas są w dzisiejszym świecie? Życiodajnym źródłem radości, spokoju i rozwoju, czy gaszącym nas ciężarem? Rodzimy się i bardzo szybko trafiamy do żłobków i przedszkoli, gdyż rodzice w dzisiejszym świecie tak wiele czasu i uwagi poświęcają pracy. Muszą bowiem utrzymać stanowisko i zarabiać, by przetrwać. Ponadto bardzo popularne w ostatnich czasach jest wszechstronne stymulowanie rozwoju dziecka, im wcześniej zaczęte, tym bardziej efektywne.

Po przedszkolu szybko wpadamy do szkoły, gdzie skutecznie zabijana jest nasza ciekawość i entuzjazm do życia.

Abstrakcyjne podejście, dociekliwość, nowatorskie rozwiązania, pasja niestety nie mają przestrzeni, by rozwinąć się w szkole.

Wszelkie ich przejawy są zaraz skutecznie blokowane i tłamszone, by czasem innym nie przyszło do głowy, by również dopuścić swoje naturalne odruchy do głosu.

Wówczas grupa młodych ludzi mogłaby być niemożliwa do opanowania.

I tak pod okiem “mądrych nauczycieli”, w dobrej wierze, już jako dzieci stajemy się sztucznie pokorni, zamknięci, ograniczeni w naszej kreacji, stłamszeni i zaśmieceni wątpliwymi i często bardzo zbędnymi „faktami”.

Tak urobieni docieramy do pracy.

Jeżeli by jeszcze komuś kołatały się kreatywne pomysły, wizje wolności, dość szybko realia życia sprowadzają nas na ziemię.

Zdecydowanie łatwiej jest żyć, gdy podążamy z nurtem, a nie pod prąd.

Jest to jednak myślę, bardzo pozorna łatwość.

Codziennie narasta w nas frustracja, a w efekcie niej szerzy się choroba.

Nie mamy czasu ani siły na bliskie związki, na rodzinę.

Nic dziwnego, zazwyczaj atmosfera w domu jest napięta.

Jak mogłoby być jednak inaczej, gdy spotykają się tam ludzie, gdzie każdy z nich odcięty jest od swojego wnętrza, od swojego serca?

Czas wolny rzadko kiedy poświęcamy dla samych siebie, czy prawdziwemu byciu z rodziną.

Współczesne życie jest dla nas tak bardzo oderwane od naszej wewnętrznej natury, iż musimy odreagować napięcie, które z tego faktu cały czas powstaje w naszym ciele.

Spalamy się na codzienne, konieczne obowiązki, zmuszając się do rzeczy, które gdybyśmy wykonywali z otwartym sercem i wdzięcznością, byłyby dla nas źródłem energii, miłości i radości życia.

Ostatnio niejednokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem, że szkoła, praca i rodzina nas zniewalają.

Zaintrygowało mnie moje własne odczucie niezgody w sercu i logicznej aprobaty tego stwierdzenia.

Przecież tworzenie rodziny jest naszym naturalnym przejawem kontynuacji życia na tej planecie, nieustanna nauka pozwala nam się rozwijać, a praca żyć.

W czym zatem rzecz?

Nie szkoła, jako nauka nas zniewala, tylko jej manipulacyjny wymiar.

Nie praca sama w sobie, tylko jej przymus i sztywne ramy.

Nie rodzina, tylko utrzymywanie pozorów.

Zgubiliśmy gdzieś po drodze prawdziwy sens nauki, pracy i rodziny.

Przestaliśmy czuć jakość i ważność tych wartości dla naszego człowieczego bycia.

Rodzina, praca, nauka to wartości ponadczasowe, dla większości świata, kiedyś, a dla rdzennych kultur nieustannie, fundamentalne.

Tam w dalszym ciągu, od najmłodszych lat dzieci wdrażane są do pełnego życia w społeczności.

Są integralną częścią rodziny, czują jej wsparcie, opiekę, ważną rolę.

Tak po prostu.

Bez sztucznego zaznaczania granic i podkreślania autorytetu. Wśród ludności plemienia, każdy jego członek ma swoją pozycję, swoją rolę.

Całe plemię jest wielką rodziną.

Ludzie w nim wspólnie dbają o bezpieczeństwo i rozwój młodego pokolenia.

Dzieci od najmłodszych lat się uczą.

Uczą się wszystkiego, co potrzebne im będzie, by przeżyć na tej planecie, tego, co potrzebne, by żyć w społeczności.

Uczą się praktycznie, wykonując swojego rodzaju pracę.

Nie potrzeba wówczas zaznaczać ani  nazywać wpływu rodziny, pracy, czy nauki, to dzieje się samoistnie, w naturalny sposób wyznaczone jest nurtem życia.

W taki sposób wartości te budują.

Kształtują zdrowego człowieka, który potrafi być samodzielny, a jednocześnie potrafi żyć w dbałości nie tylko o siebie, ale i o innych ludzi wokół.

Czuje wartość rodziny, nauki, pracy, nie dlatego, że ktoś mu to powiedział, czy każe mu to czuć, doceniać i wypełniać.

Dzięki temu, że wzrastał w tym naturalnie, w czystym i autentycznym wymiarze tych wartości, w dorosłym życiu są one jego naturalną integralną częścią.

Taki człowiek jest Zdrowy.

Na ciele, psychice i Duszy.

Nie jest zmanipulowany, wysterowany, omamiony, czy zniewolony.

Te same aspekty potrafią zbudować i otworzyć bądź też zniewolić i zgasić.

Dlaczego?

Dlatego, że w plemionach są one w  naturalny sposób pielęgnowane i przeżywane, a w cywilizowanym świecie są odcięte od czucia i podawane jako gotowy i obowiązkowy twór.

Są egzekwowane.

Są zniekształcone.

Uczymy się rzeczy nam zupełnie nie potrzebnych, uczymy się głównie poprzez teorię, pamięciówkę, a nie przez aktywne działanie.

W większości wykonujemy pracę, która tak naprawdę nie jest nam potrzebna do przeżycia na tej planecie, tylko jest potrzebna, by przeżyć w cywilizacji.

Z punktu widzenia życia, nie ma ona znaczenia.

Spalamy się i podskórnie czujemy ten bezsens.

Do tego rodzina, której zdrowego znaczenia większość z nas nie pojmuje.

Przede wszystkim przez swoje odcięcie, nie czuje.

A bez czucia, nie ma prawdziwej rodziny.

Prawdziwej społeczności, prawdziwej ludzkości.

W myśl wielu nowych, a raczej starych, na nowo interpretowanych, filozofii, oświeceń itp. szkoła, praca, rodzina są dla nas ograniczeniem w rozwoju, blokadą zniewalającą naszego Ducha.

Jednak, czy na pewno?

A może to my sami siebie więzimy?

A to, co mogłoby nas wyzwolić, nazywamy kajdanami?

Może ktoś ma cel w tym, byśmy odwrócili się od pereł, które są dla nas źródłem mocy?

Może to nie struktura i system, a nasze im podporządkowanie się jest więzieniem?

A jedynym, który trzyma nas w tym więzieniu, jesteśmy my sami?

Podejdźmy do szkoły, pracy i własnej rodziny w naturalny sposób, z pozycji otwartego serca, wówczas możemy się głęboko zaskoczyć.

Rodzina, praca, nauka to fundamentalne wartości Człowieka.

Tak jak zapomniany honor, duma, odwaga, szczerość i uczciwość.

To, co nienaturalne to struktura wokół nich powstała.

Nie dajmy się zatem zwieść w pułapkę taką, że żeby być wolnym, potrzebujemy być sami, niezależni, wyzwoleni, z luźną pracą, a najlepiej bez, bez szkoły itp., być tzw. wolnymi Duchami.

Wolny Duch w takim rozumieniu nie buduje relacji, nie przywiązuje się, nie angażuje, nie bierze odpowiedzialności.

Spójrz na to.

Pomyśl przez chwilę. Można leżeć na najpiękniejszej plaży świata i być uwięzionym, a można siedzieć w więzieniu i być wolnym.

To nie to, co na zewnątrz nas określa, tylko to, co nosimy w swym wnętrzu.

Naprawdę wolny człowiek, jest wolny niezależnie od czasu, miejsca, czy sytuacji.

Wolny człowiek nie boi się kochać, nie boi się osadzić w jednym miejscu, nie boi się świadomie i odpowiedzialnie budować.

Kto nas zatem niewoli?

System?

Na pewno?

W dużej mierze tak, bo zaszczepia w nas chore wzorce od dzieciństwa, ale on robi tylko to, na co my sami pozwalamy, na co my wyrażamy swoją zgodę, podejmując działania, bądź unikając ich.

Na początek zacznijmy CZUĆ.

A wtedy wszystko ukaże nam się w innym świetle.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

Zapisz się do subskrypcji
otrzymuj powiadomienia o nowych artykułach