Czy podążanie drogą duchowości jest gwarancją rozwoju naszej Duszy? Zadajmy sobie trochę istotnych pytań w kontekście naszych poszukiwań, przemyśleń i postrzegania naszej duchowości. Z czym kojarzy nam się słowo duchowość? Z szeroko nagłaśnianym w ostatnim czasie rozwojem duchowym, a może z pobożnością i oddaniem kościołowi, czy inną formą religii, bądź filozofii? No właśnie czy w naszych skojarzeniach automatycznie duchowość łączymy z jakąś formą zorganizowanego przekazu? Czy duchowość zarezerwowana została dla religii, kościołów, New Age i innych starych, bądź nowych oświeconych filozofii?

Czym jest rozwój duchowy?

Co to znaczy rozwijać się duchowo?

Czy chodzi o to, by uczęszczać do kościoła, być sumiennym wiernym określonym ideom, czytać książki, czy uczęszczać na warsztaty pokazujące nam drogę, w jaki sposób rozwijać naszą Duszę, czy jak połączyć się z Bogiem (niezależnie od jego nazwy, czy pojmowania)?

Dlaczego chodzimy do kościoła, modlimy się, czy poszukujemy innych form wiary, właśnie poprzez książki i warsztaty?

Coś w głębi nas czuje więcej, wie, że istnieje świat szerszy i bogatszy od tego, którego na co dzień namacalnie doświadczamy.

Czujemy, że my to nie tylko nasze ciało i skarbnica myśli.

Czujemy, że jesteśmy więksi, głębsi, bogatsi w logicznie niewytłumaczalną wiedzę, czujemy naszą Duszę.

W znacznej większości wierzymy, że ją mamy.

Dlatego też, realizując życie podporządkowane systemowi, w nieustannym lęku o jutrzejszy byt, w otoczeniu coraz większego i bardziej błyszczącego plastiku i coraz dalej od rodziny, przyjaciół, fizycznych ludzi czujemy, że coś w nas płacze, coś w nas umiera.

Nasza Dusza cierpi.

duchowość.jpg
foto.depositphotos.com

Nie ma miejsca, by się realizować, by dojść do głosu. Jeżeli nasza Dusza jest nieszczęśliwa, niedostrzegana, nasze życie też będzie pozbawione szczęścia, a ciało zdrowia.

Nasza Dusza potrzebuje pokarmu.

I tak jak z ciałem, bardzo ważne jest jakiej jakości pokarm jej dostarczamy, tak by była nie tylko najedzona, ale przede wszystkim odżywiona.

Słysząc wołanie naszej Duszy, szukamy sposobu, by na nie odpowiedzieć.

Kuszące zdaje się wtedy pójście do kościoła, czy na warsztat rozwoju duchowego.

Jednak, czy oby na pewno jest to rozwój?

Często samo uczestnictwo w czymś daje nam poczucie, że coś zrobiliśmy i na tym poprzestajemy.

Bardziej istotne od tego, gdzie szukamy, jest to, co z tego wynosimy.

Możemy być u źródła wiedzy, ale jeżeli tylko biernie słuchamy, na nic nam się to zda.

Nawet najpiękniejsza teoria płynąca jedynie z głowy, jest tylko pustym słowem.

Energia poza ideą potrzebuje czynu, wówczas staje się żywa, wówczas zasiewa i stwarza.

Czasem im więcej poszukujemy na zewnątrz, tym mniej spoglądamy do środka, a tak naprawdę tam jest najprawdziwsza i najżywsza dla nas wiedza.

Duchowość to nie muszą być rzeczy wielkie, ważne jednak by płynęły z naszego serca i były świadome.

Miarą duchowości jest dostrzeganie szczegółów, bo to właśnie z tych drobinek zbudowane jest prawdziwe życie.

Często zatracając się dla czegoś wielkiego, gdzieś tam, gubimy to, co najcenniejsze, co jest tuż blisko nas.

Szukamy Boga tam, a on jest w nas, w tym, co robimy, mówimy, w tym, co nas otacza, czego dotykamy, na kogo patrzymy.

Biegnąc na kolejny warsztat, niedostrzegany smutku pani w kiosku, u której kupiliśmy bilet do autobusu, który ma nas tam zabrać.

Jadąc do kościoła, źle myślimy o ludziach, którzy tam nie idą.

Czy o taki rozwój Duchowy nam chodzi?

Niejednokrotnie byłam uczestnikiem sytuacji, gdy ludzie tak bardzo zaangażowani w rozwój duchowy, lub tak bardzo oddani swej wierze, w prostych sytuacjach, gdzie potrzeba było zwykłej uważności na drugiego człowieka, całkowicie polegali.

Takie właśnie sytuacje mnie samej pomogły ocknąć się w pewnym momencie i zadać sobie pytanie o prawdziwy sens, jakość i sposób rozwoju mej Duszy.

Nie chodzi tu o to, by być „dobrym”, czy „dobrodusznym” dla wszystkich i to kosztem siebie, by w imię czegoś się poświęcać.

Zupełnie nie.

Chodzi o zwykłą, naturalną, płynącą z serca uważność na siebie i wszystko, co żywe wokół nas.

Chodzi o to, by szanować i siebie i drugiego człowieka, by dostrzegać i siebie i jego.

Nie odwracać głowy, nie chować się, nie stawiać wyżej, nie oddzielać.

Nie to, co mamy w głowie, nie ilość przeczytanych, nawet najmądrzejszych książek, czy godzin spędzonych na świetnych warsztatach jest miernikiem naszego rozwoju duchowego, weryfikują go proste, codzienne sytuacje.

Czy potrafimy okazać troskę mężowi, nawet jak znowu nie wyniósł śmieci, czy dostrzeżemy wyrozumiale i czule strach kobiety, która znowu zrobiła awanturę w kolejce do kasy, czy już patrząc tradycyjnie, dostrzeżemy starszą osobę i pomożemy jej nieść zakupy, ustąpimy miejsca w autobusie, czy ze szczerym zainteresowaniem zapytamy leciwą sąsiadkę o zdrowie?

Potrafimy robić takie rzeczy?

To jest język naszej Duszy, szczera troska o życie, wszelkie życie.

Życie codzienne przynosi nam wiele prób, możliwości i szans, by dopuścić do głosu naszą Duszę.

By pozwolić Jej być naszym nauczycielem.

Ciągle bowiem szukamy wzoru, przewodnika, guru, autorytetu, zamiast znaleźć go w samym sobie.

Kto inny lepiej wie, w jakim kierunku i w jaki sposób powinniśmy się rozwijać, jak nie nasza Dusza?

Nie znaczy to, że wszystko mamy robić sami.

W tym świecie mamy siebie, by nawzajem się wspierać.

Zaufajmy, że nasza Dusza poprowadzi nas i do miejsc i do osób, które pomogą nam stworzyć warunki i wesprą nas w naszej drodze.

Dbajmy o dobro w naszym sercu, w każdej nawet najdrobniejszej codziennej sytuacji.

Słuchajmy naszej Duszy.

Bo naprawdę nie potrzebujemy nic więcej, to jest to, co nas poprowadzi.

To jest to, co nas rozwinie, każdego w sposób, jaki potrzebuje, każdego zaprowadzi tam, gdzie ma dojść.

Nasza duchowość może przyjąć wiele kształtów, wzorów, kolorów, tworząc rozmaite formy przekazu.

Nie ma jednej jedynej recepty dla wszystkich.

Odkryjmy zatem tę własną.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.