Zastanów się, Czytelniku, z ręką na sercu, ile razy cierpiałeś, gdy ktoś mówił do Ciebie, że zajmujesz się jakimiś niestworzonymi rzeczami. Że Twoje duchowe poszukiwania to mrzonka. Że to nic nie warte i najlepiej by było, jakbyś wziął się w końcu za robotę…

W konfrontacji z podważającymi nasze działania: rodziną, przyjaciółmi, kolegami, czujemy ból i dezaprobatę, odrzucenie.

To wszystko naturalne.

Tak samo naturalne, jak kroki, które podejmujemy, aby odszukać w świecie osoby podobne do nas. I tutaj jednak gra się nie kończy.

Wchodząc w “przebudzone” środowiska, rozpoczynamy tylko kolejny poziom.

Teraz dopiero jesteśmy w stanie dostrzec piękno różnorodności temperamentów w ludzkich lustrach.

Przyjrzyjcie się grupom na Facebooku, jak ludzie zaciekle walczą w obronie swoich poglądów, zupełnie nie wiedząc, dlaczego bronią swoich wierzeń.

Jakby były one ostatnim bastionem ich własnej tożsamości.

Tak właśnie jest. Broni się ego.

Ego nie chce umierać. Ego karmi się energią emocji konfrontacji.

To naturalne i taka jest jego rola.

Wiele osób pozostaje w tym punkcie procesu do końca życia.

Ich ego przyjmuje formę duchowego pozoranctwa.

Ilu znacie takich ludzi? Pomyślcie.

Może sami potraficie już być szczerzy z samymi sobą do tego stopnia, że przyznacie, że i Wy macie coś z pozoranta?

Autor tekstu ma z pewnością.

Autentycznie przebudzony człowiek, żyjący w spokoju i harmonii ze sobą i światem nigdy nie podjąłby się pisania o duchowości w taki sposób.

A jednak osiągnięcie pewnego pułapu w procesie pozwala bez oporu dzielić się doświadczeniem i przekazywać prawdę, która być może pozwoli innym wesprzeć się na niej i nie przeżywać tożsamych zawiłości zdarzeń.

Być może słowa tego artykułu uruchomią w Tobie procesy i zaskoczą jakieś zębatki w Tobie, które pomogą Ci odpuścić.

To gra, taniec życia, taniec hipokryzji i ułudy, w którym wszyscy bierzemy udział.

Na czym polega więc tytułowa fałszywa flaga?

W jednym prostym zdaniu można stwierdzić, że to niekończąca się opowieść egotycznego umysłu.

Ciąg zdarzeń pobierania energii życiowej z emocji konfrontacji ze światem.

Historia, pisana naszymi rdzennymi potrzebami w odniesieniu do tego, kim staliśmy się w procesie życia w systemie.

Fałszywa flaga w postaci wszelkiej maści idei, że ktoś zrobi coś za nas.

Że nastąpi wzniesienie i nagle wszyscy będziemy żyć długo i szczęśliwie.

Że ktoś nas uzdrowi.

Że przyjaciele z innych światów zejdą i uratują sytuację polityczną.

Że zharmonizowanie czakr rozwiąże wszystkie problemy.

Czujesz już ból i opór?

To dobrze, może uderzyłem w Twoje czułe struny. Twoje ego się broni.

Przebudzając się, w żadnym wypadku nie porzucamy naszej tożsamości.

Jedynie rozwijamy ją, dodajemy nowe stelaże i ściany, zakładamy ogrody.

Możemy przechadzać się po większej ilości pokoi, ale to nadal ten sam zamek.

Owa tożsamość od najwcześniejszych lat swojego istnienia próbuje odnaleźć własną wartość gdzieś poza sobą.

Ten proces nie zmienia swojego kierunku w momencie, gdy się przebudzamy, bynajmniej!

Często jest tak, że wręcz przyspiesza, a dla utrzymania nowych konstrukcji potrzebujemy więcej i więcej energii z zewnątrz.

Więcej euforii i złości.

Nadal szukamy w ideach świata, kompletnie nie skupiając się na sobie.

Nawet jeśli trafiamy na informacje o tym, że “wszystko już jest”, czy “jesteśmy połączeni”, używamy tych haseł raczej jako sloganów, aniżeli wskazówek życiowych.

Cały czas mamy cel. Gdzieś idziemy, do czegoś dążymy.

Chcemy się przebudzić, być bardziej i bardziej świadomi, chcemy więcej rozumieć.

Chcemy, by nasze wierzenia przynosiły nam korzyści, choć nie wypada przecież mówić o tym otwarcie, prawda?

To również jest zupełnie naturalne.

Tak od zawsze działa nasz świat, dlaczego nie mielibyśmy mieć teraz podobnych intencji?

Często ten etap wiąże się z niesamowitym dysonansem i zakłamaniem.

Nurzamy się w swojej własnej hipokryzji jak zawodowi nurkowie, choć nie chcemy tego dostrzec.

Racjonalizujemy wybory, których nie czujemy, najczęściej pod flagą “przecież inni tak robią”.

Często sami nie wiemy, o co nam chodzi.

Jesteśmy jak chorągiewki na wietrze, próbując dostosowywać się do rad osób, które uważamy za autorytety.

Często te rady są wzajemnie się wykluczają.

Popadamy w bolesne rozdwojenie jaźni.

Zatrzęsienie idei, wątków, możliwości, historii, sposobów jest tak ogromne, że nie starczyłoby nam trzystu kolejnych wcieleń, by wszystkiego wypróbować.

Stanowi to ogromną szansę dla Ciebie do uwolnienia się i dostrzeżenia jednej prostej sprawy: jesteśmy całkowicie zależni od opinii innych.

Nic się nie zmieniło oprócz frontu, na którym prowadzimy wojnę.

Z zarabiania pieniędzy w korporacji i walkę o byt, przerzuciliśmy oddziały na front walki w obronie idei. To nic złego.

Szczere uświadomienie jednak może być prawdziwie bolesne.

(koniec części II)

Czytaj także część III

♦ Zareklamuj światu swoją działalność, produkty, miejsce, wydarzenie itd. – dodaj ogłoszenie KLIK

♦ Odkrywaj zakryte z nami, wspieraj rozwój portalu KLIK

♦ Współpraca reklamowa na portalu [email protected]

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.