Komora deprywacyjna powstała w latach 50. ubiegłego wieku. To wtedy amerykański psychiatra i neurolog John C. Lilly próbował przeprowadzić doświadczenie, w którym wykaże, jak będzie zachowywał się człowiek, gdy zostanie odcięty od zewnętrznych bodźców. Dziś komory deprywacyjne i deprywacja sensoryczna oraz tzw. floating przyciągają amatorów osiągania stanu głębokiego relaksu, wyciszenia i podróży astralnych. Sprawdźcie, na czym polega odcięcie mózgu od bodźców zewnętrznych.

Deprywacja sensoryczna – redukcja bodźców

Zjawisko deprywacji sensorycznej jest sztucznym procesem, w którym dochodzi do redukcji lub całkowitego usunięcia odbioru bodźców, które działają na jeden lub kilka zmysłów.

Chodzi o wyłączenie wszystkich czynników działających na nasze zmysły, co wykorzystywane jest w komorach deprywacyjnych.

pięć-zmysłów-komora-deprawacyjna.jpg
Zmysły fot.123rf.com

W skład tych czynników wchodzą bodźce wzrokowe, słuchowe, zapachu lub smaku, odczuwania ciepła i ciążenia (poczucia leżenia, stania itd.).

Trwająca krótko deprywacja sensoryczna wykorzystywana jest w celu wprowadzenia umysłu i ciała w stan głębokiej relaksacji, w medytacji, modlitwie i medycynie alternatywnej.

Stosuje się ją do niwelowania łagodnego bólu i stresu, bowiem podczas zabiegu w komorze deprywacyjnej wydzielają się endorfiny poprawiające nasze samopoczucie.

Krótkotrwała deprywacja sensoryczna pozwala również zregenerować siły, zniwelować lekkie zaburzenia nastroju oraz bóle kręgosłupa.

Badania udowodniły, że zbyt długotrwała może być przyczyną odczuwanego niepokoju psychicznego, a nawet prowadzić do zaburzeń pamięci, procesów myślowych i halucynacji.

Kabina Johna C. Lilly’ego

W 1954 roku amerykański psychiatra i neurolog John C. Lilly chciał sprawdzić efekty deprywacji sensorycznej.

W szczególności oczywiście interesowało go to, jak człowiek zachowa się po tym, jak zostanie odcięty od zewnętrznych bodźców.

W celu uzyskania odpowiedzi na stawiane pytania postanowił zbudować kabinę, w której umieścił 600-litrowy zbiornik wodą, która miała utrzymywać ochotników tuż pod jej powierzchnią.

komora-deprawacyjna.jpg
Komora deprawacyjna fot.123rf.com

Woda miała odpowiednią temperaturę, która zapewniała uczestnikowi eksperymentu odpowiedni komfort termiczny ciała.

Na głowę badanym zakładano lateksową, ciasną maskę z otworami i rurkami umożliwiającymi swobodne oddychanie.

Pomysł ten jednak nie do końca był udany, ponieważ maska okazała się zbyt ciasna, aby uczestnicy mogli osiągnąć pełnię relaksu.

W konsekwencji Lilly ulepszył swoje urządzenie i skonstruował dźwiękoszczelne i światłoszczelne pomieszczenie z basenem, które napełniano wodą z siarczanem magnezu.

Taka mieszanina zapewniała większą wyporność ciała i nie wymagała od badanego zakładania ciasnej maski, ponieważ unosił się on bezpośrednio na powierzchni wody.

Osobliwy naukowiec najpierw eksperymentował z kabiną sam.

Poddawał się deprywacyjnym sesjom, podczas których, jak donosił, doświadczał niebywałych przeżyć, łącznie z kontaktami z przybyszami zza bram innych wymiarów.

podróż-astralna-komora-deprawacyjna.jpg
fot.123rf.com

Z czasem swego rodzaju wynalazek rozpowszechnił się tak bardzo, że w następstwie za eksperymentatorem poszli inni ochotnicy, którzy poddawali się coraz to dłuższemu przebywaniu w kabinie.

Wyniki eksperymentów budziły jednak przerażenie.

Im dłużej śmiałek przebywał w warunkach deprywacji sensorycznej, tym gorsza była jego kondycja psychiczna.

Każdy przypadkowy szum elektryczny w warunkach deprywacji ulega wzmocnieniu, co sprzyja halucynacjom i przeróżnym złudzeniom fantomowym.

We wnętrzu komory deprywacyjnej

Współczesne komory deprywacyjne to specjalne, niezbyt duże urządzenia, które wypełnione są mieszaniną wody i soli (najczęściej stosowany jest siarczan magnezu) o temperaturze odpowiadającej temperaturze ludzkiego ciała.

Komora deprywacyjna jest szczelnie zamykana, dlatego też nie zaleca się korzystania z niej osobom z klaustrofobią.

Przebywając w jej wnętrzu człowiek, unosi się na powierzchni wody i jest pozbawiony większości bodźców zewnętrznych.

Pozbawiony kontaktu z czynnikami zewnętrznymi umysł człowieka z czasem zaczyna inaczej odbierać swoje ciało.

komora-deprawacyjna.jpg
Komora deprawacyjna

Wiele osób opisuje stan przebywania w komorze deprywacyjnej jako stan nieważkości i lewitowania.

Sesja terapeutyczna w komorze deprywacyjnej trwa zazwyczaj godzinę, chociaż jej czas trwania zależy w głównej mierze od indywidualnych predyspozycji.

Nazywana jest floatingiem, czyli dryfowaniem.

Pierwsze chwile to podobno stan dezorientacji i relaksacji mięśni.

Jedyne słyszalne dźwięki pochodzą z wnętrza naszego własnego ciała – bicia serca, tętna itp.

W następnych minutach można doświadczać swędzenia odczuwanego w różnych częściach ciała.

Po około 40 minutach człowiek zaczyna znajdować się w stanie, który przypomina sen, z tą różnicą, że cały czas zachowuje przytomność.

Kilka minut w takim stanie dla niektórych oznacza czas spędzony w głębokim relaksie.

Pożyteczne dryfowanie

Niektórzy porównują korzystanie z komory deprywacyjnej do medytacji, tyle że osiągniecie odczuwanego stanu głębokiej relaksacji, jest znacznie szybsze i prostsze.

Obecnie większość ludzi korzystających z takiego „zabiegu” poszukuje w nim sposobu na zmniejszenie stresu, niepokoju, załagodzenie napięcia nerwowego, usunięcie bezsenności, a nawet poradzenia sobie z jet lagiem (zespołem nagłej zmiany strefy czasowej).

Ponadto obecny w wodzie magnez pożytecznie wpływa na rozluźnienie mięśni i usunięcie z nich wszelkiego napięcia.

Dlatego też coraz częściej z komór deprywacyjnych korzystają biznesmeni, sportowcy, osoby zapracowane, żyjące w ciągłym stresie i pośpiechu oraz ci, dla których medytacja jest po prostu zbyt forsowna.

Dodatkowo błogość, pustka, nicość i świeżość, które powstają w umyśle na skutek deprywacji sensorycznej, sprawiają ponoć, że człowiek staje się podatny na szybsze i łatwiejsze zapamiętywanie nowych informacji.

Szczegółowe doświadczenia w komorze deprywacyjnej są jednak bardzo indywidualnym sprawą. Jedni są bardziej podatni na działanie deprywacji sensorycznej, drudzy mniej.

Tak czy owak, być może wkrótce ta metoda osiągania stanu głębokiego relaksu i skupienia stanie się bardziej popularna niż medytacja.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.