„Czy zbiera pan/pani punkty?” – to jedno z najczęstszych pytań, jakie słyszymy przy kasie podczas robienia zakupów. Obserwując tendencje zakupowe Polaków, czy to w sklepach odzieżowych, spożywczych, księgarniach, aptekach, czy też na stacjach benzynowych, można śmiało stwierdzić, że większość odpowiada „tak, zbieram” i sięga po jedną z wielu kart lojalnościowych czekających
w portfelu na ich użycie.

Lojalność mile widziana

Talia plastików oczywiście waży, przeszkadza, a wypchany nimi portfel niekoniecznie zawsze mieści się w kieszeni lub w małej torebce.

Skrzynki mailowe zalewane lojalnościowymi newsletterami wołają o wyczyszczenie.

Oczywiście w dobie smartfonów i aplikacji wprowadzono już część mobilnych programów lojalnościowych, które wymagają użycia przy kasie telefonu, ale co tam, jeśli w grę wchodzi odbiór nagrody.

programy-lojalnościowe.jpg
fot.depositphtos.com

I to, jakiej nagrody!

To nic, że niepotrzebna nam kolejna patelnia.

To nic, że koc z owczej wełny będzie zalegał na dnie szafy.

To nic, że ekstra, odjazdowy, świecący w ciemności breloczek kosztuje w sklepie kilka złotych, a my odbierzemy go za punkty wartości kilkuset złotych.

Przecież dostajemy to „za darmo!”.

Niestety głównym założeniem programów lojalnościowych nie jest wzbogacenie się klienta, czy też podarowanie mu wspaniałego prezentu za free, lecz obudzenie w nim poczucia lojalności i wyrobienie w nim posłuszeństwa.

To typowy przykład zawoalowanej korupcji i przekupstwa.

Zrób u nas zakupy, a my damy ci podarunek.

A to, że twoje przywiązanie do naszej sieci zwiększy nasze zyski, a ty otrzymasz telewizor za wydany milion złotych to przecież drobnostka.

I tak przecież robisz zakupy, i tak tankujesz paliwo, a że odrobinę droższe,
a przyjazna punktom stacja znajduje się 5 km dalej, to nie ma znaczenia, bo liczą się punkty i nasze „super nagrody”.

programy-lojalnościowe.jpg
fot.123rf.com

W taki oto sposób zamierzenie działają wszystkie sieci oferujące programy lojalnościowe.

Zachęcić, zwabić, wyrobić lojalność, przywiązać i trzymać klienta w swoich sidłach, a zyski będą napływać same. 

Punktowe łakomstwo

Polacy są łakomi na wszelkie zbieranie punktów i udziały w programach lojalnościowych. Każdy z nas przecież lubi dostawać coś za darmo.

Przykładem takich akcji są chociażby „Świeżaki”, o które wręcz trwa walka, a same naklejki to towar deficytowy.

programy-lojalnościowe-świeżaki.jpg
Świeżaki

Cóż… dawniej ludzie stali w kolejkach z kartkami na mięso, dziś idą do sklepu z kartkami po pluszowe maskotki…

Najśmieszniejsze jest to, że normalnie są one warte 20 zł, ale podczas zbierania naklejek ich wartość wzrasta do 2400 zł lub w najlepszym przypadku do 800 zł (jeśli spełnimy trzy założenia programu).

I tu właśnie rodzi się podstawowy problem w tym „za darmo”.

Często mamy do czynienia z nieracjonalnym przelicznikiem punktów na wartość nagrody i czasu poświęconego na jej zbieranie.

Przykładowo na niektórych stacjach benzynowych, standardowo tankując paliwo do samochodu osobowego na własny użytek, musimy zbierać punkty kilkadziesiąt lat, aby otrzymać nieco lepszą nagrodę!

Oczywiście, gdyby zapytać wszystkich punktowych zbieraczy, czy są zadowoleni z udziału
w programie lojalnościowym, to większość z nich odpowie „ależ oczywiście, że tak”.

Przecież to czysty zysk, fajne prezenty i do tego dochodzi jeszcze przekonanie o swojej ekskluzywności i wzrost poczucia własnej wartości.

Jestem członkiem klubu konesera, mam kartę stałego klienta, jestem wiernym klientem tej sieci itp., a więc staję się dla nich kimś wyjątkowym.

programy-karta-lojalnościowa.jpg
Karta lojalnościowa fot.123rf.com

Dopiero w momencie, gdy zostaną uświadomieni o tym, że za wydane 5000 zł otrzymali automatycznie rozkładaną parasolkę, rozumieją swoją naiwność.

Kolejna karta, kolejne punkty, kolejne zobowiązania czynią z nas po prostu zwykłych niewolników.

Uzależnieni i lojalni wobec jednego sklepu, jednej sieci aptek, jednej stacji benzynowej wpadamy w sidła systemowego ograniczenia naszej wolności i swobody.

Naszą racjonalność zabija zwykłe łakomstwo.

Czy warto poddawać się takiej manipulacji?

O szczegółach dotyczących wydatków i nagród na stacjach benzynowych, i o tym, że trzeba wydać ponad 70 tys. zł, aby otrzymać wiertarkę, dowiecie się więcej z tego krótkiego filmiku zamieszczonego pod artykułem.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.