Rola nieświadomości. Ludzie w procesie przebudzenia zwykli oceniać nasz świat przez pryzmat jego dysfunkcji. Nie da się wszak przeczyć, że działa on na podstawie krzywego zwierciadła wartości. Nie ma mowy o tym, że kierunek, w którym podąża nasza cywilizacja, jest w jakikolwiek sposób konstruktywny dla nas, jako jednostek, populacji oraz dla samej planety.

Ostatnio głośno o tym, że nasza cywilizacja nie potrwa dłużej, niż do 2050 roku, a na podjęcie jakichkolwiek zmian w kwestii eksploatacji Ziemi, mamy jeszcze lat zaledwie osiem.

W obliczu tych faktów warto zastanowić się również nad kwestią odpowiedzialności.

Obraz, który widzimy – wojen, wyzysku, tragedii, eskalacji i przemocy stoi w opozycji do naszych wartości i wartości, które pragniemy reprezentować w świecie.

Nasza droga zdaje się przedstawiać jak swoiste przebijanie się przez warstwy uwarunkowań, mechanizmów oraz prawdziwych motywów działania ludzi, oraz nas samych. Kolejne poziomy uświadomienia przynoszą nowe odkrycia.

Okazuje się, że – nazywając rzeczy wprost – od samego początku jesteśmy okłamywani.

Świadomie trzyma się nas w niewiedzy.

Ogłupia i tłamsi nasze człowieczeństwo.

Wielu poszukiwaczy swojego miejsca przechodzi etap nienawiści do świata, ludzi i samego siebie.

To zupełnie naturalna reakcja w obliczu zderzenia z tym, jak nasza rzeczywistość funkcjonuje w odniesieniu do intencji naszych serc.

Kiedy stajemy się świadomi i odkrywamy prawdę o sobie, że – jako istoty ludzkie — zostaliśmy powołani do szerzenia dobra i wzrostu w miłości, zderzenie z rzeczywistością jest trudne i generuje ogromne pokłady lęku i cierpienia.

Zaczynamy się zastanawiać, komu może zależeć, żeby wszystko wyglądało, jak wygląda, poszukujemy identyfikacji w spiskowych teoriach, dzielimy się swoimi odkryciami z innymi.

W zależności od drogi, którą idziemy, uświadomienie sobie faktu, że zapomnienie, niewiedza są nam niezbędne, by wzrastać, przychodzi w różnym momencie.

W różnej formie i dla każdego z innego poziomu.

W końcu akceptujemy jednak, że aby iść dalej w miłości, należy najpierw zintegrować w sobie cień.

Rola nieświadomości w świecie jest naprawdę nieoceniona i niedoceniana.

Zapomnienie, którego doświadczamy, z pewnego poziomu można uznać za błogosławieństwo.

Jeśli zawierzyć stwierdzeniu, że wszystko dzieje się po coś, rozpoznanie celu obecnego stanu rzeczy w globalnym kontekście, stanowi dla nas konieczność.

Kiedy mamy za sobą już część osobistego wzrostu, zaczynamy dostrzegać, że nigdy nie bylibyśmy w stanie tak wiele dowiedzieć się o nas samych, gdyby nie traumy, które spotykały nas w życiu.

Tak to już zostało stworzone, że nie można do końca rozpoznać procesu, będąc w procesie. Dopiero perspektywa daje nam ogląd.

W zależności od historii i scenariusza, jaki piszemy, doświadczenia procesu różnią się od siebie.

Przykłady dramatycznych wydarzeń z życia, które można ocenić dopiero z perspektywy, jako okazję do zwrotu, są niejednokrotnie drastyczne, ale można tu kilka z nich wymienić: Żona, która odchodzi od męża tyrana po kilkunastu latach związku; śmierć całej rodziny w wypadku; śmiertelna choroba dziecka; uzależnienie, które pozwala człowiekowi spojrzeć w oczy śmierci.

Wszystkie te historie wynikają w prostej linii ze specyfiki doświadczenia konkretnie tutaj i mają swoją bardzo szczególną rolę w procesach jednostek.

Impuls do zmiany wywołany traumą nie jest, rzecz jasna, jedyną drogą, stanowi natomiast domenę dzisiejszego świata.

Mawia się, że nie doceni się światła, nie znając cienia.

Nie pozna się dobra, nie znając zła.

Słowa te niosą, zaiste, mądrość.

Kiedy budzimy się, zaczynamy żyć w poczuciu tęsknoty do miłości i spełnienia.

Jest to swoisty kompas w naszej dalszej podróży.

Doświadczenia, które przychodzą później, są procesem, którego nie możemy zrozumieć w pełni, kiedy w nim jesteśmy.

Konfrontacja z oczywistym cieniem, działającym w świecie jest nam potrzebna do zrozumienia swojej istoty.

Cierpienie i ból, który przeżywamy, jest niczym innym, jak dosłownie integracją siebie w sobie.

Rozświetlenie naszej istoty nie może nabrać mocy, jeśli targają nami pobudki, podszyte złą intencją, czy pragnieniami najniższego rzędu.

Właśnie dlatego zrozumienie siebie i praca nad uwarunkowaniami jest kluczowa.

Dualność naszego świata jest naprawdę niezwykła.

Kreując ziemskie doświadczenie, poznajemy rolę oddalenia się od swojej własnej natury – Boga w nas samych.

Przechodzimy ścieżką indywidualnych odkryć do – niejako – uniwersalnej prawdy, że jesteśmy w istocie panami swoich własnych Wszechświatów.

W tej podróży musimy nauczyć się akceptacji i zrozumienia.

Nie wszyscy zdołają odkryć tę boskość, ale nie ma w tym nic złego.

Doświadczenie nie podlega ocenie dobra i zła w żaden ziemski sposób.

W obliczu tego, życie każdej istoty niesie w sobie tyle samo wartości, niezależnie od jego ziemskich przejawów.

To, czy coś jest „lepsze”, czy „gorsze”, wynika z interpretacji, często nabrzmiałego do granic ego.

W rzeczywistości wszystko – po prostu – JEST i przez sam fakt istnienia staje się doskonalsze.

Otwierajmy oczy. Budźmy się, a kiedy się obudzimy, szturchajmy innych.

Mamy realny wpływ na kreację z każdego istniejącego poziomu procesu.

Proces sam w sobie jest czystą kreacją.

Czytaj także: 6 ETAPÓW DROGI DUCHOWEGO PRZEBUDZENIA

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.