Rodząc się na planecie Ziemia, zostajemy „włożeni” w pewnego rodzaju konstrukt, sztuczny twór, zwany potocznie systemem. Ten system z kolei wtłacza w nas różnego rodzaju wartości, przekonania i idee, które – chcąc nie chcąc – musimy przyjąć za swoje. To po prostu się dzieje i bezcelowym dla odkrywania siebie z perspektywy człowieka przebudzonego jest szukać winnych takiego stanu rzeczy.

Oprócz sposobu, w jaki myślimy, funkcjonujemy, w jaki podejmujemy decyzje, system wpływa pośrednio na to, w jaki sposób i z kim zawiązujemy relacje.

Mowa tu nie tyle o związkach partnerskich, małżeństwach, czy konkubinatach, ale związkach w ogóle. Relacjach.

Ze swoją rodziną, z przyjaciółmi, współpracownikami, nawet zwierzętami.

Żyjąc w świecie złudzeń i sztucznych odniesień, tkwiąc w trójwymiarowym śnie, kompletnie nie jesteśmy świadomi motywów, jakimi kierujemy się w ich zawieraniu.

Jedynym punktem odniesienia naszych działań działaniach, niejednokrotnie zdaje się obserwacja.

Robimy coś, bo ktoś tak robi.

Zachowujemy się jakoś, bo tak wypada, bo ktoś nam tak powiedział.

Jesteśmy bezkrytyczni wobec swoich własnych reakcji, próbując przerzucić odpowiedzialność na kogoś innego, często przy tym wydając srogie sądy i aktywnie uczestnicząc w kreacji absurdalnych wzorców społecznych.

Uogólniając systemowe relacje, można śmiało stwierdzić, że rdzeniem, z którego wyrastają, jest lęk i poczucie braku.

Uwidacznia się to w motywach.

Niezmiernie rzadko osoby, zagonione w systemowy pęd kierują się szczerą chęcią pomocy, altruizmem, miłością, czy empatią.

Sami przecież z własnego życia wiemy, jak to wygląda.

Wyzysk, własny interes, półprawdy i kłamstwa, strach przed ujawnieniem, strach przed odrzuceniem – cała ta psychologiczna gra, która koniec końców przedstawia relacje międzyludzkie jako totalne wynaturzenie z perspektywy uczuć wyższych.

W systemowych relacjach nie ma mowy o współdziałaniu, wspólnym budowaniu czegokolwiek, ponieważ ich motorem napędowym w ogromnej większości jest egotyzm i egocentryzm.

Kiedy się budzimy, musimy zdać sobie sprawę, że wraz z naszą zmianą, przeobrażeniu ulegnie sposób, w jaki zaczniemy zawiązywać związki z innymi.

Musimy być gotowi, że niektórzy – jeśli nie większość – osób z naszego otoczenia nie zrozumie po prostu naszych motywów.

Decydując się na wprowadzenie zmian w swoich postawach, narażamy się na krytykę, czasem zupełnie bezpodstawną, nawet agresywną.

To dlatego tak istotne jest, byśmy byli pewni swoich celów.

Ludzie zaczynają się od nas odwracać, my również niejednokrotnie po prostu odpuszczamy relacje, które – w naszym wewnętrznym poczuciu – szkodzą naszemu rozwojowi.

Bardzo często to odchodzenie ludzi i od ludzi obarczone jest wielkim lękiem.

Poczuciem, że coś nie dzieje się dobrze, że powinno być inaczej.

To nic innego jak oczekiwania – w tych właśnie momentach ujawnia się nasza niecierpliwa natura – zapominamy, że zmiana, to w istocie proces i żeby mogło nastać nowe w naszym życiu, stare musi najpierw ustąpić.

Kiedy jesteśmy wytrwali w swojej decyzji o zmianie, kiedy mimo pozornych trudności nadal kroczymy ścieżką rozwoju, zaczynamy zauważać, że – praktycznie jak w każdym przypadku – lęk, który odczuwaliśmy z powodu znikania ludzi w naszym życiu – był fałszem.

Fałszem wynikającym z tego, jak zostaliśmy wychowani, wynikającym tak naprawdę z tego, kim byliśmy.

Unaoczniamy sobie, że rolą lęku jest, by trzymać nas w szachu starego myślenia, a istotą wzrostu jest konfrontacja z nim.

Po jakimś czasie, kiedy zmiany w nas dochodzą do miejsca, w którym spoglądamy wstecz i powoli przestajemy się utożsamiać z tym, kim byliśmy kiedyś, otwiera się szansa na pojawienie się w naszych życiach zupełnie nowej jakości.

Nagle okazuje się, że w miejsce starych, systemowych relacji, przychodzą nowe, oparte o zupełnie inną jakość.

Nagle okazuje się, że istnieją osoby, dla których bezinteresowna pomoc i miłość jest prawdziwą wartością.

Kiedy po raz pierwszy doświadczymy relacji Nowej Ery, możemy poczuć się niezręcznie.

Po latach tkwienia w emocjonalnych gierkach, bezkompromisowa szczerość i otwartość wydaje się nam czymś nienaturalnym i w początkowych etapach możemy mieć trudność z akceptacją, że ludzie po prostu mogą tacy być.

Że tacy są i to jest ich prawdziwa natura.

Przez pryzmat swoich starych uwarunkowań i nawyków, możemy mieć wrażenie, że ludzie ci są nieszczerzy i doszukiwać się w nich ukrytych motywów.

Zdziwienie okaże się tym większe, kiedy ujrzymy prawdę – nasza zmiana przyciągnęła do naszego świata osoby, które – podobnie jak my – znajdują się na ścieżce wzrostu.

Tak to właśnie działa, wszechświat nam odpowiedział.

Staliśmy się zmianą, którą pragnęliśmy zobaczyć.

Prawo podobieństwa nareszcie i dla nas zaczęło działać.

Zmieniajmy siebie i łączmy się, świadome grupy są centrami transformacji.

Czytaj także: PHUBBING, CZYLI SMARTFONOWA „EPIDEMIA”, KTÓRA ZABIJA RELACJE

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.