Równowaga – jak zachować harmonię i nie ulec pokusie perfekcjonizmu? Jak poradzić sobie z wszechobecnym zalewem uśmiechniętych twarzy, patrzących na nas ze zdjęć na Facebooku? Czy mamy prawo czuć się gorzej, jeżeli mu nie mamy się czym “pochwalić” w sieci?

W dobie mediów społecznościowych codziennie zalewa nas ogrom zdjęć i postów o radosnym wydźwięku.

Pijąc kawę, będąc jeszcze w piżamie, przed pracą przeglądam ogrom informacji i pięknych fotografii, które równie dobrze mogłyby trafić do rodzinnego albumu.

Uśmiechnięte twarze ludzi biegających od 5 nad ranem przy malowniczym widoku wschodzącego słońca, piękne wyrzeźbione ciała, pełnowartościowe śniadania.

Przy tym moja kanapka z serem i kawa rozpuszczalna z mlekiem odtłuszczonym wygląda bardzo kiepsko.

Można wręcz powiedzieć, że mało apetycznie.

Myślę zawsze, że skoro z samego rana jesteśmy bombardowani setką, a nawet tysiącem pięknych zdjęć, motywujących postów i idealnych potraw to, jak mamy być mało krytyczni wobec siebie?

Jak nie wpaść w sidła perfekcjonizmu, skoro mama dwójki dzieci potrafi mieć własnego bloga, gotuje wspaniałe potrawy i wygląda tak promiennie, jak tylko się da.

Przez chwilę daję się porwać czarnym myślom i analizuję moje „niedostatki”: niedostatecznie trzymam dietę, moje mieszkanie nie jest dostatecznie posprzątane, niedostatecznie ostro trenuję.

Przez chwilę wszystkie moje osiągnięcia są na „nie”.

Wychodzą blado przy tych uśmiechniętych twarzach i pięknych stylizacjach widzianych na blogach.

Wtedy staram się wejść, chociaż na chwilę na swój własny profil.

Przyjrzeć się sobie.

Co może pomyśleć ktoś, kto ogląda moje zdjęcia?

Na pewno zauważy wiele relacji z podróży, wpisów o tym, że mam fajną pracę, że właśnie jadę na grilla ze znajomymi.

Wydaje się, że to mało, ale można wyczytać z tego wiele informacji: skoro jeżdżę na wycieczki, to mam ciekawe życie, skoro mam fajną pracę, mam pieniądze i satysfakcję, skoro jadę ze znajomymi na spotkanie, to znaczy, że nie jestem samotna.

Takie krótkie przejrzenie własnych zdjęć jest jak autoterapia.

Nagle doceniamy to, co mamy!

Ba, nawet zaczynamy same sobie zazdrościć!

Zauważamy własne sukcesy, które okazują się dla nas naprawdę duże.

Zaczynamy doceniać to, co mamy.

Okazuje się, że prezentowane przez nas wpisy i zdjęcia mogą również dać innym wrażenie, że nasze życie jest perfekcyjne, a rzeczywistość jest całkiem inna.

Mamy mylne pojęcie o naszym życiu.

Widząc tylko wyrwane z kontekstu relacje z życia znajomych, idealizujemy to, co widzimy.

Zapominamy, że za uśmiechniętą twarzą na tle piramid w Egipcie jest bardzo zmęczona kobieta, która na wycieczkę życia odkładała przez cały rok.

Widząc perfekcyjnie przygotowanie śniadanie, nie dodajemy do naszej świadomości faktu, że zostało zrobione w dzień wolny od pracy, a prawdopodobnie ta sama osoba na co dzień zjada w pośpiechu tosty z szynką i keczupem.

Gonimy ciągle za perfekcjonizmem, nie widząc, że nie ma on żadnego sensu.

Skoro to, co widzę w mediach, jest tylko częścią rzeczywistości, to po co do dążyć do wystylizowanego życia?

Przywiązując mniejszą wagę do tego, co widzę u innych osób, robiąc rachunek sumienia z własnych poczynań, widzę, że moje życie nie musi być perfekcyjne.

Nikt nie stoi cały czas za moimi plecami, dając mi łapki w górę albo w dół, nikt oprócz mnie tego życia nie przejdzie.

Ode mnie zależy, czy dziś spędzę cały dzień na kanapie, czy zacznę go od joggingu i smoothie z jarmużu.

Aby nie ulec perfekcjonizmowi, zawsze zadaję sobie pytanie: dla kogo to robię i czy jestem przy tym szczęśliwa.

Jeśli odpowiedzi brzmią: robię to dla siebie i kiedy to robię, jestem szczęśliwa, to wchodzę w to!

Nawet jeśli będzie oznaczało to wyrzeczenia, czy zmianę stylu życia.

Perfekcjonizm dla samego perfekcjonizmu i pochwalenia się idealnie złożoną pościelą na mediach społecznościowych może nas w końcu wykończyć.

W pogoni za idealnym życiem nie zauważymy, że… przestajemy żyć.

Przestajemy mieć czas dla siebie, przestajemy dbać o relacje.

Nasza relacja z perfekcjonizmem może być niszcząca i przynieść więcej strat niż korzyści.

Okazuje się, że chwilowe podbudowanie własnego ego może kosztować nas więcej, niż przypuszczamy.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.