Tzw. sekseduaktorki z pięciu organizacji propagujących ideologię LGBT w ukrytej kamerze programu „Alarm!” TVP opowiedziały o tym, jak wygląda edukacja seksualna najmłodszych. Oswajanie dzieci z genderowymi tematami i pornografią to tylko niektóre z zajęć przeprowadzanych w szkołach podstawowych. Czy to normalne, że czterolatki są oswajane z prezerwatywami?

W ukrytej kamerze

16.05.2019 r. na antenie TVP w programie „Alarm!” zajęto się kwestią promowanego w Polsce postulatu jak najszybszego wprowadzenia „seksedukacji” nawet kilkuletnich dzieci.

Od podpisania przez prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego Warszawskiej Karty LGBT temat stał się jednym z najważniejszych w debacie publicznej.

Wielu niestety debatuje, a nikt nie sprawdza tego, jak cała sprawa wgląda od środka.

Postanowiły to zrobić reporterki „Alarmu!”.

Wyposażone w ukryte kamery podając się za nauczycielki szkoły podstawowej, przez kilka tygodni spotykały się z przedstawicielkami pięciu różnych organizacji promujących ideologię LGBT.

To, czego się dowiedziały, m.in. w jaki sposób rozmawia się na takich zajęciach z dziećmi o seksie, pornografii, masturbacji i aborcji, wręcz przeraża.

„Seksedukatorki” od podstaw

Reporterki były zainteresowane faktem, jak wyglądają zajęcia seksedukatorów z dziećmi, również tymi najmłodszymi oraz w jaki sposób przekazuje się im informacje o seksie.

Może powiem brzydko, ale trzeba trochę podstępem. Zazwyczaj zaczyna się to od takich bardziej ogólnych tematów, czyli wychodzimy z tolerancją, szacunkiem, niestosowaniem przemocy.

Później kolejne zajęcia, na przykład o wyborach, o samodzielności, o poczuciu bezpieczeństwa, wsparciu. O tym, że każdy ma prawo sam decydować.

To jest moment, kiedy dopiero teoretycznie powinno się wejść głębiej – stanowisko seksedukatorki z Fundacji po DRUGIE.

Zdaniem innej z tzw. seksedukatorek ważnym elementem takiej „edukacji” jest również kwestionowanie nauki wyniesionej z domu.

W dziecku należy wzbudzić wątpliwości, zasiać dozę niepewności co do sensu wartości przekazywanych przez rodzinę i dopiero wtedy można dalej z nim pracować.

O tym, jak dalej ma wyglądać taka praca, opowiada edukatorka z Fundacji „Ponton”:

My też staramy się pokazywać to w takiej metaforze, że po jednej stronie skrajnej jest heteroseksualizm. Po drugiej stronie, po drugim końcu jest homoseksualizm.

Na środku mamy biseksualizm i tak naprawdę z biegiem lat możemy się bardziej zbliżać w jedną stronę albo trochę bardziej w drugą stronę.

To nie jest tak, że po prostu urodziliśmy się i przez całe życie podobają nam się te same osoby, bo to też z wiekiem na przykład nam się zmienia.

Przemycanie treści gender

Zdaniem pytanych „seksedukatorek”, treści gender powinny być stałym elementem zajęć i w miarę możliwości także przemycane podczas innych lekcji:

Warto np. porozmawiać z nauczycielami o tym, żeby oni np. w ramach swoich zajęć postarali się złapać te tematy.

Czyli jeżeli ja prowadzę zajęcia z historii, to jak mówię o Marii Konopnickiej, to mogę wspomnieć, że była lesbijką – uważa edukatorka polecona przez Kampanię Przeciwko Homofobii.

Dodała też, że „już w szkole dzieciaki potrafią się zadeklarować, że są niebinarne, że są genderfluid i to jest coś niesamowitego”.

Według tzw. seksedukatorek świadomość płciowa zaczyna pojawiać się u dzieci w 4. roku życia, ale jeśli „rodzice wiedzą, żeby nie wkładać dziecka w pudełeczka”, to można to odkryć szybciej.

Nie widzą też nic złego, a nawet uważają za konieczne i sprzyjające normalizacji, przyprowadzenie na zajęcia we wszystkich klasach osoby o odmiennej orientacji seksualnej:

Wydaje mi się, że może niekoniecznie eksponowanie osoby nieheteroseksualnej czy transpłciowej, tylko żeby zebrać różne osoby, które są w jakiś sposób charakterystyczne, mają różne pochodzenie – stwierdziła edukatorka z KPH.

Niczego złego nie dostrzegają również w poruszaniu tematów pornografii, aborcji i masturbacji, nawet w grupach najmłodszych uczniów.

Czterolatki przygotowane do seksu

Tzw. seksedukatorki zgodnie przyznają, że tematy takie jak aborcja, masturbacja czy pornografia nie powinny stanowić tabu.

Jedna z nich uważa, że masturbacja jest bardzo ważna i zdrowa, a pornografia może być inspiracją dla uczniów:

Podkreślam, że jest to zdrowe, zdrowe dla zdrowia psychicznego, poznają, że ta eksploracja swojego ciała jest naturalna, biologiczna i oni wtedy się uspokajają. Wtedy schodzi im z głowy taka łatka, że są dewiantami seksualnymi.

[…] Pornografia (przyp. red.) jest zawsze wśród tematów, które się pojawiają w tej pierwszej części na zasadzie, że jakby nie ma nic złego w oglądaniu pornografii. To może być i edukacyjne, może być inspirujące, tak? Tłumaczę, że żaden film nie jest zły i nie jest demonizujący, tylko chodzi o to, jak go odbieramy i co w nim widzimy. Jeśli widzimy go jako inspirację, jakość techniki itd. to jest w porządku.

Z kolei przerywanie ciąży to norma, bo przecież płód to tylko zlepek komórek, a nie człowiek.

Zdaniem tzw. seksedukatorek tematy te należy poruszać już w najmłodszych klasach szkolnych.

Czterolatki są już w ich ujęciu tak „dojrzałe”, że doskonale wiedzą, na czym polega seks i spokojnie mogą uczyć się na styropianowych fantomach jak zakładać prezerwatywę.

Reportaż ten doskonale pokazuje to, o czym głośno się nie mówi – ujawnia prawdziwe oblicze ideologii LGBT.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.