Wścieklizna pozytywnego myślenia… Kiedy udaje nam się wyjść poza ramy ograniczonego, zaściankowego widzenia świata, zaczynamy dostrzegać i czuć coraz więcej. To normalny proces rozpoznania. Miejsce, w którym teraz czytasz ten tekst jesteś – jedno z centrów internetowych wymiany informacji alternatywnych – skupia wokół siebie grono osób na naprawdę bardzo zróżnicowanych etapach procesu wzrostu.

Ta różnorodność jest wartością dodaną dla nas – ludzi – w kolektywnym pojmowaniu rozwoju, ponieważ daje ona właściwie nieskończone zasięgi i drogi rozpoznania reprezentowane przez każdego z nas z osobna.

Warto jednak skupić się na rzeczach, które, nieco uogólniając, przeżywa każdy z nas, a które stanowią swoistą pułapkę mogącą niejednokrotnie wstrzymać nas na jakiś czas w miejscu, co oczywiście nie jest niczym strasznym, a tym bardziej złym.

Im jednak większą świadomość procesu zyskamy, tym łatwiej i bez oporu będziemy w stanie rozpoznawać schematy działające w nas i kierujące naszymi postępowaniami.

Wielu z przebudzonych na samym początku drogi wzbogacania własnego ducha popada w swoistą wściekliznę pozytywnego myślenia.

Można to porównać do kategorycznego zawieszenia się po jasnej stronie mocy.

Od tej pory hasło „tylko pozytywne myślenie” albo „miłość dla każdego”, czy tożsame z nimi świecą jak drogowskazy i pokazują jedynie słuszny kierunek dalszego doświadczania.

Ta pułapka posiada wiele niewidocznych gołym okiem filarów, które zepchnięte w głąb nas zakorzeniają się, dając upust w momentach rezygnacji i frustracji.

Poza wyjątkami potwierdzającymi, w tym przypadku, regułę, nie istnieje chyba człowiek, nieprzeżywający swoich własnych, osobistych chwil zwątpienia i słabości.

Zadyszka pozytywnej energii niesie z sobą ogromną wręcz dozę hipokryzji i kreowania nowej, duchowej, egotycznej tożsamości.

W istocie jest to jedynie kolejna warstwa iluzji o sobie.

To w żadnym wypadku nie podlega ocenie, warto jednak zdać sobie sprawę, z czym mamy/masz do czynienia.

Mieć świadomość, że w dużej części osoby, kreujące się na „żyjące w zdrowym i duchowym trybie życia”, pokazują ludziom jedynie tylko część siebie, zupełnie maskując swoje trudności, kompleksy, brak poczucia własnej wartości.

Niejednokrotnie właśnie w kreowaniu siebie na ludzi duchowych, znajdują ulgę dla wewnętrznych zgrzytów, bólu i poczucia bezsensu, drylujących w ich duszach nieskończenie głęboką studnię.

Koniec końców, na podstawie doświadczeń autora i kilkunastoletnich obserwacji proces ów i tak kończy się to konfrontacją ze swoim cieniem.

Wyrugowanie ze swojego życia trudnych emocji, przykrycie ich duchową powłoczką wcale nie sprawia, że trudności znikają.

Oczywiście, pozbywamy się ich na moment, jednak w ostatecznym rozliczeniu zostają z nami.

Zapisane w naszym fizycznym i energetycznym ciele.

Oczywiste jest, że czytając te słowa, możesz czuć się nieswojo.

Możesz czuć opór bądź niezgodę.

Pamiętaj, że słowa, które czytasz ,nie są skierowane przeciwko Tobie, czy kogokolwiek innego.

Nie mają zadania deprecjonować ani krytykować żadnego doświadczenia, bynajmniej.

Prawdziwą intencją tego tekstu jest, byś poczuł utożsamienie.

Że nie jesteś w podróży sam i absolutnie wszystko, totalnie wszystko, co czujesz, jest najbardziej możliwie na swoim miejscu.

Jeśli więc nie zgadzasz się ze słowami autora, nie zgadzaj się w pełni, masz do tego prawo.

Jeśli krytycznie spojrzysz na siebie i swoje postępowanie, w porządku.

Jedno jest pewne – nie trafiłeś na ten tekst przypadkiem. Tak działa Wszechświat.

Dasz sobie szansę, czy masz inne oczekiwania? Właśnie…

O-cze-ki-wa-nia. Słowo klucz, którego w żadnym wypadku nie można ominąć, opisując fiksację na punkcie pozytywów.

Etap niebieskiego ptaka wiąże się z naprawdę niesamowitymi oczekiwaniami wobec życia.

Wojownik światła w pełnym rynsztunku ma tendencję do analizowania rzeczywistości i dołączania coraz nowych klocków do swojej wewnętrznej budowli rozumienia świata.

Świetlisty pałac często sięga samych chmur, a wojownik żyje w jego najwyższej wieży.

Często jest tak, że czeka na zmianę, bądź ma nadzieję, że jego angaż i inicjatywa na zewnątrz przyniesie jakieś wymierne dla niego korzyści.

Przy odpowiedniej determinacji i szczęściu może znaleźć całe kręgi osób sobie podobnych i w późniejszym okresie wyrosnąć na duchowego guru.

Większość osób jednak rozbija się o swoje oczekiwania z pełnym impetem.

Okazuje się bowiem, że Wszechświat nie zawsze chce spełnić nasze życzenia.

Że nasze wizje często są zupełnie rozbieżne z rzeczami, które mają miejsce.

Osoba z tak intensywnym parciem na rozświetlanie rzeczywistości i z misją tworzenia świata piękniejszym, może mieć ogromne trudności z finalnym fiaskiem i brakiem efektów.

Ten etap oczywiście musi trwać, musi wybrzmieć w pełnej krasie.

Dla każdego będzie on miał inny wymiar, będzie różnił się w intensywności przeżywania, mnogości aspektów życia, które przejmie, czy intensywności samych przeżyć.

Następują próby tłumaczeń i szukania wyjaśnień. Dlaczego wszystko, w co wierzę, nie działa?

Dlaczego mimo usilnych starań nie wchodzę do królestwa niebieskiego, czy piątego wymiaru?

Co robię nie tak? Czy jestem niegodzien?

Idee w naturalny sposób przestają działać, a nam zaczyna brakować pomysłów.

Na wadze życia wątpliwości przeważają, strefa komfortu ucieka nam spod stóp jak tafla lodu na wiosnę.

Jesteśmy bezsilni.

(koniec części pierwszej)

Czytaj także część II

♦ Zareklamuj światu swoją działalność, produkty, miejsce, wydarzenie itd. – dodaj ogłoszenie KLIK

♦ Odkrywaj zakryte z nami, wspieraj rozwój portalu KLIK

♦ Współpraca reklamowa na portalu [email protected]

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.