Niejednokrotnie doświadczenie osobistego „upadku” naszych wzniosłych idei tożsame jest z realnymi zmianami, jakie wymusza na nas życie. Ta swoista synchronizacja często zdaje się przyspieszać moment naszej ostatecznej kapitulacji. Wcale nie musimy się jej poddawać.

Jak wspomniałem, ilość dróg, jakimi można podążyć, jest właściwie nieskończona, wobec czego nie ma jednej recepty na przebieg życia.

Niebieski ptak z podciętymi skrzydłami w nieskończoność może wracać w bezpieczną przystań, czekać na zagojenie ran, po czym po raz kolejny powtarzać szaleńczy manewr wlatywania w tornado z nadzieją, że może tym razem będzie inaczej.

To zresztą domena umysłu egotycznego – powtarzanie w kółko tych samych czynności, nieznacznie jedynie zmodyfikowanych z nadzieją na osiągnięcie odmiennego efektu.

Ta nadzieja i próby same w sobie stanowią lekarstwo dla naszej zszarganej duszy.

Poziom zawiłości motywacji decyzji o powtórnym wchodzeniu w morze podczas sztormu jest dla każdej ludzkiej istoty inny, wszystkie jednak motywowane są tym rdzennym dla nas pragnieniem szczęścia i spełnienia.

Chodzi o poczucie sensu. Właściwie – działanie w poszukiwaniu sensu.

Dlatego tak chętnie chowamy się za zasiekami pozytywnych przekonań.

Mamy nadzieję, że kiedy będziemy dobrzy dla innych, świat odwdzięczy nam się tym samym.

Zupełnie nie widzimy, że w istocie naszą główną motywacją jest POKAZANIE innym, jacy jesteśmy dobrzy z nadzieją, że INNI dadzą nam coś w zamian.

To w dalszym ciągu układ mający na celu osiągnięcie określonych korzyści.

Pozytywne przekonania stanowią dla nas dodatkowo wspomnianą, bezpieczną przystań. Wychodząc z niej do świata, widzimy rzeczy, które można naprawić.

Pułapka znajduje się w punkcie, że można naprawiać to w nieskończoność.

Jakkolwiek bowiem nie spojrzysz na świat, zawsze znajdzie się w nim aspekt, który – według naszego ego – będzie wymagał ulepszenia.

Pamiętaj, Czytelniku, że do Ciebie należy decyzja o pozostaniu w jakimś etapie procesu na dłużej, czy zechcesz podążać dalej.

Etap wścieklizny pozytywnego myślenia przydarza się wielu ludziom.

Wielu zostaje w nim na zawsze, wielu poddaje się i wraca w tryby systemowego życia.

Nieliczni tak naprawdę mają odwagę stanąć przed prawdą o sobie i zostać na dłuższy czas poza strefą komfortu, ukazującą nam wszystkie błędne przekonania i bez skrupułów punktującą miejsca rozdźwięku naszych działań z inspiracją naszego serca.

Kiedy jednak będziesz w stanie przyjrzeć się im, prawdopodobnie nabierzesz również dystansu do swoich własnych emocji i przeżyć.

Być może nawet będziesz umiał się śmiać z samego siebie, ze swojego chronicznego zacietrzewiania w poglądach, że coś MUSISZ zrobić.

Uwaga, spoiler: Nic nie musisz. Wszystko możesz, ale nic nie musisz.

Tak jest stworzony świat, że jakość naszego życia definiuje umiejętność zdystansowania się i akceptowania własnych myśli, emocji, decyzji i przeżyć samych w sobie.

Okazać się może później, że z etapu, jaki przeszedłeś, a właściwie całego szeregu etapów, mogą wypływać zupełnie konstruktywne i pozytywne wnioski, które staną się bazą dla przyszłych doświadczeń.

Doświadczeń wynikających ze świadomej decyzji, a nie szaleńczych, chaotycznych poszukiwań.

Często bywa tak, że potrzebujemy doświadczeń jedynie do tego, by móc zrozumieć, że nie są one już nam potrzebne.

Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, gdy zagłębisz się w prawdziwą istotę tych słów, być może ujrzysz ich siłę.

Doświadczamy jedynie po to, by ostatecznie móc z wdzięcznością odpuścić doświadczenie, zachowując przy tym pamięć o konsekwencjach swoich decyzji na różnych poziomach istnienia.

Czy nie na tym właśnie polega nauka?

Ziemskie życie stanowi naprawdę niebagatelną szkołę.

Kiedy wejdziesz w etap otwartego serca i umysłu, możesz dostrzec w świecie rzeczy, jakie kiedyś nawet nie przyszłyby Ci do głowy.

Ogromnie istotną kwestią jest doświadczanie nowych rzeczy i sprawdzanie, czy coś nam służy, czy nie.

Spróbuj uczciwie nie oceniać poczynań swoich i innych, a zobaczysz, z czym tak naprawdę masz do czynienia.

Kiedy podejmiesz decyzję, by choć przez godzinę być w pełni uważnym na swoje myśli, emocje i reakcje i dodatkowo zdecydujesz, że przez tą godzinę nie wydajesz żadnych sądów, będziesz w stanie ujrzeć, jak mocno Twój umysł uwikłany jest w niekończącą się grę z samym sobą.

Zobrazuje się to na poziomie trudności utrzymania go w statusie obserwatora.

Bycie niebieskim, pozytywnym ptakiem może być pięknym etapem.

Można przeżywać ten stan na naprawdę wiele sposobów.

Można wierzyć i zatracić się w nim bez reszty, do ostatniej kropli krwi broniąc przekonania o słuszności szerzenia dobra za wszelką cenę i życia poza granicami systemu.

Można również uświadomić sobie swoje położenie i nabrać do niego dystansu.

Tyle że w tym drugim przypadku może okazać się, że świadomość daje Ci wolność i… wcale nie chcesz być już niebieskim ptakiem 🙂

Wybór, jak zawsze, jest Twój.

Czytaj także część I

♦ Zareklamuj światu swoją działalność, produkty, miejsce, wydarzenie itd. – dodaj ogłoszenie KLIK

♦ Odkrywaj zakryte z nami, wspieraj rozwój portalu KLIK

♦ Współpraca reklamowa na portalu [email protected]

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.