Od bardzo wielu lat ludzie zastanawiają się, czy UFO istnieje? Przecież są świadkowie, którzy twierdzą, że widzieli przybyszów z pozaziemskiej planety, ale też są kręgi w zbożach, które trudno jest wytłumaczyć. Właśnie takim wydarzeniem, które może wskazywać na istnienie UFO, jest wydarzenie z lasu Rendlesham. Wtedy to tajemnicze obiekty kilkakrotnie pojawiły się wokół amerykańskich baz wojskowych zarówno w Woodbridge, jak i Bentwaters.

Spotkanie z UFO

W dwóch bazach RAF-u w Bentwaters oraz Woodbridge w hrabstwie Suffolk w nocy 26 grudnia 1980 roku personel wojskowy zauważył dziwne światła nad lasem Rendlesham, a las ten oddzielał obie placówki.

Najpierw pomyślano, że doszło tam do katastrofy lotniczej i na miejsce wysłana została ekipa rozpoznawcza, w skład której wchodziły trzy osoby.

Dwie z tych osób zbliżyły się do źródła światła i ujrzały one względnie nieduży trójkątny obiekt, który wylądował na polanie.

Ciekawostką może być fakt, że to wydarzenie wystraszyło wszystkie zwierzęta na miejscowych farmach.

Jeden ze strażników, którym był Jin Penniston, podszedł bardzo blisko do tego obiektu i nawet dotknął jego ściany.

Zarówno Jin Penniston, jak i John Burroughs do swoich późniejszych relacji dołączyli nawet szkice.

Na rysunkach Pennistona można znaleźć dziwne symbole, które miał on widzieć na kadłubie pojazdu, a porównywał je do egipskich hieroglifów.

Obiekt, który widzieli 26 grudnia, powrócił dwie noce później.

Wtedy na rozpoznanie udał się zastępca dowódcy bazy, ppłk Charles Halt, który wybrał się tam wraz z małą grupą ludzi.

Kiedy szli w głąb lasu, zaczynały szwankować im krótkofalówki, a także reflektory, którymi Halt chciał oświetlić to miejsce.

Halt na początku chciał zaprzeczyć wszystkim pogłoskom, które wiązały to wydarzenie z obserwacją UFO, ale za chwilę on i grupa ludzi, którą zabrał ze sobą, stanęła oko w oko z obiektem, który za chwilę wystrzelił promień w kierunku bazy Woodbridge.

Halt na wyprawę do lasu wziął ze sobą magnetofon, na którym mógł rejestrować przebieg zdarzenia.

Na taśmie tej było słychać napięcie, które towarzyszyło temu zdarzeniu, a było ono w głosie Halta oraz jego kompanów w chwili, gdy zbliżało się do nich UFO.

Śledztwo przeprowadzone przez MOD i USAF

Halt doniósł o tym incydencie do ministerstwa w dniu 13 stycznia 1981 roku.

Dokument pt. „Nieznanego pochodzenia światła” opisywał obiekt, który widziano w lesie, jako metaliczny, który miał kształt trójkąta i unosił się nad ziemią lub stał na wspornikach.

Jednak w tym dokumencie Halt podał błędne daty wydarzeń, gdyż przesunął je o jeden dzień, co może mieć związek z błędem w pisowni albo szwankującą pamięcią.

Aby zweryfikować te doniesienia, Ministerstwo Obrony przeprowadziło kontrolę obserwacji radarowych, ale w związku z tym, że podano błędną datę, to sprawdzono nie te materiały, które trzeba było.

Poza tym bardzo ciekawe były pomiary promieniowania w miejscu, w którym miał lądować obiekt.

Odczyt licznika Geigera odnotował bardzo duże ślady promieniowania w trzech miejscach, które rzekomo zostały zostawione przez wsporniki obiektu, a układały się one w kształt trójkąta.

Odczyty te były bardzo wysoko ponad normę, a raport zakładał, że poziom promieniowania w tym miejscu był siedem albo osiem razy wyższy niż powinien.

Ministerialne akta zostały opublikowane w 2001 roku m.in. przez Georginę Bruni, a także innych badaczy UFO.

Halt nie tylko dał doniesienie do MOD-u, ale również rozpoczął własne dochodzenie i w związku z tym przesłuchał Pennistona oraz Burroughsa, a także trzech innych lotników i to właśnie od nich uzyskał formalne relacje.

Byli również świadkowie, którzy twierdzili, że osobne śledztwa podjęli także inni oficerowie, a w tym również dowódca bazy, płk Ted Conrad oraz szef żandarmerii, mjr Malcolm Zickler.

Rolę w tej sprawie odegrało również Lotnicze Biuro ds. Dochodzeń Specjalnych oraz inne niezidentyfikowane agencje rządowe.

Zaraz po tym wydarzeniu z Lasu Rendlesham gen. Gabriel, który był dowódcą Sił Lotniczych Stanów Zjednoczonych w Europie, odwiedził jedną i drugą bazę, a dzięki temu wszedł w posiadanie nagrania Halta.

Potwierdzeniem na to jest dokument, który znaleziono w aktach Ministerstwa Obrony, ale do dziś nie wiadomo, czy miało to jakieś konsekwencje.

ufo.jpg
foto.123rf.com

Błędy podczas dochodzenia

Potem okazało się, że pierwotne postępowanie w sprawie tych wydarzeń miało bardzo dużo błędów proceduralnych, a także opóźnień oraz zakłóceń w obiegu informacji.

USAF nie odcięło tego miejsca kordonem, ale też nie pobrano próbek gleby, a także nie przeprowadzono żadnych innych badań.

Natomiast Ministerstwo Obrony o tym wydarzeniu dowiedziało się dopiero trzy tygodnie później.

Z kolei Lotnictwo nie przekazało Brytyjczykom relacji świadków, np. szkiców Pennistona, ale też nie poinformowano o nich, aż do momentu, gdy dowody w tej sprawie zdecydował się przekazać gen. Gabriel.

Błędy znalazły się również w postępowaniu brytyjskiego MON-u, gdyż Amerykanie nie dostali wyników badań w miejscu lądowania i nie było żadnych rozmów z Haltem oraz innymi świadkami.

Może przyczyną takiego powolnego postępowania było przekonanie o niskiej wartości tego zdarzenia.

Jednak tak naprawdę zwłoka była związana z niepewnością Halta odnośnie do tego, jak się zachować w obliczu tak dziwnego charakteru całego zdarzenia.

Natomiast osoba, do której powinien się z tym zgłosić, czyli oficer łącznikowy Donald Moreland, była na urlopie.

Poza tym większość błędów była wynikiem sporu kompetencyjnego odnośnie tego, która strona ma się zająć tym incydentem, ale wydaje się, że miały prawo do tego obie strony, z wiodącą rolą służb Brytyjskich, które miałby kierować śledztwem.

Tak naprawdę okazało się, że każda ze stron uważała, że to ta druga strona ma przeprowadzić  i zarazem przeprowadza odpowiednie postępowanie.

Według Ministerstwa Obrony Wielkiej Brytanii sprawą tego wydarzenia powinno zajmować się Lotnictwo Stanów Zjednoczonych, ale kiedy gen. Robert Bazley otrzymał raport na temat incydentu, który został złożony przez dowódcę obu bliźniaczych baz, czyli płk. Gordona Williamsa, to stwierdził on, że to sprawa Brytoli.

Są także dokumenty, które potwierdzają, że zarówno MON, jak i Lotnictwo, miały za zadanie wyeliminować czynnik ufologiczny z oficjalnej wersji na temat tych wydarzeń, ale też umyć ręce przed odpowiedzialnością za to dochodzenie.

Dwie skrajne teorie

Sprawa z Lasu Rendlesham była wyjaśniania na różne sposoby.

Dla niektórych entuzjastów była to wizyta kosmitów, ale też działalność istot z innego wymiaru czy nawet też eskapada podróżników w czasie.

Ta ostatnia z teorii, czyli wizyta podróżników w czasie, zyskała poparcie dwóch świadków, którymi byli Jim Penniston  oraz John Burroughs.

Nawet Halt stwierdził, że nie ma pojęcia, co dokładnie widzieli tamtej nocy, ale miał pewność, że te obiekty były pod inteligentną kontrolą.

Takie egzotyczne teorie pojawiały się w związku z tym, że nie zaoferowano żądnego zadowalającego konwencjonalnego wyjaśnienia.

Byli także sceptycy, którzy wysunęli również szereg teorii, gdyż próbowali dostarczyć racjonalnych wyjaśnień na temat incydentu z lasu Rendlesham.

Takim bardzo ciężkim oskarżeniem wobec świadków było to, że znajdowali się oni pod wpływem alkoholu albo innych substancji odurzających.

Jednak takie założenie jest niedorzeczne, że pozwalano na picie w bazie, a poza tym sprawdzani są oni rutynowo na obecność alkoholu we krwi, zanim rozpoczną służbę.

Inna sugestia zakłada, że wydarzenie to było żartem albo wynikało z iluzji optycznej, która została spowodowana przez policyjnego koguta albo podpalony w lesie skradziony wóz z obornikiem.

Na to też nie ma dowodów, a jeżeli już miały miejsce, to nie miało to nic wspólnego z tym, co widzieli świadkowie 26 grudnia 1980 roku.

Jako możliwe wytłumaczenie wysuwano również zjawiska astronomiczne, czyli meteory, ogniste bolidy oraz płonące w atmosferze fragmenty rakiet.

Jednak takie obserwacje są krótkotrwałe oraz trudne do porównania ze szczegółami, które widzieli świadkowie.

Taka najbardziej sceptyczna teoria mówi, że świadkowie wzięli za UFO światła latarni Orford Ness.

Takie wyjaśnienie wygłosił miejscowy leśnik, Vince Thurkettle, ale wydaje się ono mało prawdopodobne, gdyż latarnia była stałym elementem krajobrazu i nie mogła zdezorientować świadków, a do tego nie jest widoczna z większości miejsce, w których przebywali świadkowie podczas obserwacji UFO.

Poza tym światło latarni nie wyjaśnia obserwacji UFO, które emituje promień nad bazą.

Halt stwierdził, że przecież latarnie nie latają, a do tego widział światło latarni obok obiektu.

Próba wyjaśniania militarnego

Zdarzenie z tego lasu próbowano także wyjaśnić za pomocą dwóch teorii, które były powiązane z wojskiem.

Pierwsza z nich głosiła, że pojazd ten był prototypem samolotu albo latającym pojazdem bezzałogowym i to najprawdopodobniej amerykańskim, ale też były wersje, że miał on sowiecki rodowód.

Druga teoria mówiła, że świadkowie zostali zaangażowani w rodzaj operacji psychologicznej, w której mieli być królikami doświadczalnymi i poprzez to mieli zademonstrować, jak żołnierze zachowają się podczas zaobserwowania rzekomo stałych obiektów, które zostały wygenerowane przy pomocy technologii holograficznej.

Jednak problemem w tych dwóch teoriach jest to, że nie ma na nie dowodów w relacjach świadków oraz w dokumentacji.

Jeśli miała to być obserwacja ściśle tajnego obiektu albo operacja psychologiczna, to nie pozwolono by na to, aby dowiedziało się o niej brytyjskie Ministerstwo Obrony.

Bardziej prawdopodobna wydaje się wersja o sowieckim pojeździe i to, tym bardziej że obie bazy były znaczącymi placówkami militarnymi na terenie Wielkiej Brytanii, ale przy takiej wersji wszystkie biorące w niej udział strony zaprzeczyłyby, że w lesie tym w ogóle do czegoś doszło.

Natomiast Rosjanie nie przyznaliby się do żadnych działań szpiegowskich, a Wielka Brytania i Stany Zjednoczone nie mogłyby w ogóle potwierdzić, że doszło do bardzo łatwego naruszenia przestrzeni powietrznej nad Wielką Brytanią.

Poza tym nie powinni się o tym dowiedzieć żołnierze niższego szczebla, a przede wszystkim opinia publiczna, ale są to wszystko tylko spekulacje.

Niestety wydarzenie z lasu Rendlesham nadal pozostaje niewyjaśnione.

Georgina Bruni kiedyś określiła ten przypadek, jako „brytyjskie Roswell”, ale w bardzo oryginalnym znaczeniu.

Czytaj także: UFO W POLSCE?! – CZY TO MOŻLIWE?

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.

Zobacz też audycję o opisywanych wydarzeniach → https://www.youtube.com/watch?v=eZMlPHFgPF0