W „duchowym półświatku” często używane jest słowo „matriks”. W zależności od kontekstu stosowane jest w odniesieniu do opisu systemu, energetycznej struktury, teorii holograficznego wszechświata i tak dalej. Każda z tych definicji jest oczywiście prawdziwa. Na potrzeby tego tekstu przyjmijmy, że Matriksem określać będziemy zbiór idei, zasad i programów umysłowych, funkcjonujących w naszym świecie, które każą nam uczestniczyć w rzeczywistości, przedstawianej przez nam media. Tak w uproszczeniu.

Jakimś siłom bardzo mocno zależy, byśmy nieustannie kręcili się w kółko w pogoni za pieniądzem, czy spełnieniem wyimaginowanych potrzeb, wykreowanych przez matriks właśnie.

Jeśli ktoś rzeczywiście czerpie korzyści z takiego stanu rzeczy, jest to zapewne bardzo wąska grupa osób, czy istot (w zależności od zaprzęgniętej tutaj idei).

Faktem jest, że w świecie bogaci stają się coraz bogatsi, biedni biedniejsi, a klasa średnia sukcesywnie ograbiana jest ze swoich ostatnich przywilejów.

To oczywiście obraz przeczytany właściwie z tafli rzeczywistości, pociągnięty bardzo po wierzchu.

W istocie systemowe bagienko sięga o wiele, wiele głębiej.

Można by więc zapytać: „jak pozostać człowiekiem, człowieku, w tym odczłowieczonym świecie”?

Sposobów jest kilka.

Jako ludzie posiadamy moralność i to odróżnia nas od innych elementów fauny i flory.

Posiadamy również osobowość, wolną wolę, niedającą się ocenić umiejętność analizy i przede wszystkim rozbudowaną energetyczną strukturę.

Smutnym zrządzeniem losu, wszystkie te rzeczy, które – skądinąd – definiują nas, jak ludzi, są wykorzystywane przeciw nam samym.

Po pierwsze: ZACZNIJ MYŚLEĆ SAMODZIELNIE.

Szczęściem w nieszczęściu jest, że płynięcie w górę systemowego nurtu staje się w tych czasach swoistą modą.

Oczywistym zaczyna być fakt, że powtarzanie ciągle tych samych zachowań i oczekiwanie innych rezultatów jest błędem już w samym założeniu.

Jeśli czujemy się zmęczeni ciągłą gonitwą za czymś, czego tak naprawdę sami nie potrafimy ująć w słowa, warto na chwilę zatrzymać się i odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy.

Jeśli uczciwie przyjrzysz się swojemu środowisku, zauważysz, że ludzie jak mantrę powtarzają „prawdy” w stylu: „muszę iść do pracy, bo…”, „jak nie zrobię tego czy tamtego, to będzie źle”, „jestem zmęczony, nie chce mi się” i tak dalej i tak dalej, dokładając przy tym szeroko zakrojone oceny świata i postaw innych.

Są uwikłani w gry emocjonalne, nieświadomie stając się mistrzami w hipokryzji.

Jeśli zaczniesz to zauważać, jest to dla Ciebie już połowa sukcesu, ponieważ od tego momentu masz wybór.

Możesz robić to, co oni, bądź nie. Oceniać bądź nie. Udawać bądź nie.

Szukać wymówek albo działać. Wziąć się w garść albo wciąż udawać, że nic się nie dzieje.

Oczywiście nic nie jest takie proste i na tej drodze czeka Cię wiele trudności, konfrontacji z opiniami, reakcjami bliskich, rodziny, czy zupełnie przypadkowych osób, ale to Twoje zadanie, by wytrwać w decyzji.

Pokazuje to Twoją determinację i motywację.

Ostatecznie, co dostrzeżesz być może później – o nic innego nie chodzi.

Szukanie szczęścia w nieszczęśliwym świecie wymaga bowiem właśnie determinacji i zaangażowania we własne życie.

Nic nie stanie się bez Twojego udziału.

Chcesz więcej zarabiać? Poproś szefa o podwyżkę. Nie dał? Zmień pracę.

Działanie musi iść wraz za potrzebą, inaczej stajemy się biernymi obserwatorami swoich własnych żyć.

To jest dosłownie takie proste.

Często obserwuje się ludzi, którzy – pozornie – działają w idei naprawy świata, faktycznie szerząc wokół siebie tylko ferment i wzbudzając w innych poczucie winy.

Klient, który krzyczy w sklepie na szeregowego pracownika, ponieważ jego zdaniem został OSZUKANY, bo w gazetce promocyjnej pojawił się jakiś błąd.

Jakby ten pracownik miał na to jakikolwiek wpływ.

Człowiek stawia człowieka w emocjonalnym szachu – pod groźbą utraty pracy, pracownik musi przyjąć na siebie jad i frustrację.

W rzeczywistości, to uzależniona osobowość klienta szuka ujścia i wyrównania emocjonalnego napięcia.

Nic nie jest oczywiste na pierwszy rzut oka.

Zasadą, którą trzeba się kierować, kiedy podejmujemy próby rozkodowania się z mechanizmów systemu jest, by zawsze patrzeć poziom głębiej.

Bardzo często właśnie tam znajdują się prawdziwe ludzkie motywy.

Kiedy zaczynamy to odkrywać, naszym oczom ukazują się kolejne warstwy systemowej cebuli i rozumiemy, że ludzie bardzo często i w znakomitej większości funkcjonują w oparciu o sposób wychowania, czy życiowe traumy.

Że tak naprawdę ten, który krzywdzi innych, sam jest ofiarą.

Nic nie jest oczywiste na pierwszy rzut oka.

To dlatego wydawanie opinii i osądów lepiej odsunąć na bok.

Samodzielne myślenie stawia nas niejako w pozycji uprzywilejowanej w stosunku do ludzi tkwiących jeszcze w działaniu systemu rękami i nogami.

Zaczynamy się powoli łapać barierki, znajdującej się poza obszarem wpływu ogólnie przyjętego nurtu.

Wiemy już i wierzymy, że poza rzeką rosną drzewa, ale znamy je jeszcze jedynie z opowieści, bądź „przekazów od istot pozaziemskich (tutaj wstaw dowolną ideę).

Wyrwać się ze szponów matriksa, to nie jest kaszka z mleczkiem.

Tutaj trzeba naprawdę wielkiego samozaparcia bądź egzystencjalnego bólu nie do zniesienia.

Wyjść ze swojej strefy komfortu i zacząć podważać rzeczywistość wokół siebie może tylko człowiek, który albo naprawdę głęboko wierzy, albo ma już zupełnie czegoś dość i za wszelką cenę pragnie zmiany.

Trzeba mieć w sobie siłę, by wystawić się na krytykę i podjąć próbę przedefiniowania wartości w swoim wnętrzu, nieznany jest przecież ostateczny wynik naszych działań.

Na początku jest tylko przemożne przekonanie w nas, że MUSI być coś innego.

I, zaiste, jest.

Wielką przygodę czas zacząć!

Czytaj także: PRAWDZIWA GŁĘBIA MATRIXU, CZYLI JAK PODSTĘPNIE ZNIEWOLONO NASZE UMYSŁY

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.