Myśli Człowieka o stworzeniu własnego domu, szybko doprowadziły go do wielu tematów, którymi zdawało się, że nikt na tym świecie nie chciał się zajmować. Niby wszyscy nieustannie mówią o ważnych rzeczach, ale gdy zajrzy się pod powierzchnię, to można odnieść wrażenie, iż nieustannie rozmawia się… właściwie o niczym. 

Jasne, może i wyniki meczu piłkarskiego są istotne – myślał sobie – ale byłoby można o nich debatować, przegryzając pyszne jabłko, świeżo z drzewa zerwane.

Równocześnie inaczej by się o tym rozmawiało, gdyby samemu być w dobrej formie.

A z tą – jak wiadomo, we współczesnym świecie bywa różnie.

Tu zamyślił się jeszcze bardziej, i zaczął analizować ilu ze znanych mu ludzi jest w naprawdę dobrej kondycji. 

Przejrzał w swym umyśle wizje znajomych z jego otoczenia, kolegów i koleżanek z pracy, ludzi, których znał, ale i tych, których mijał na ulicy.

Obrazy przelatywały przed jego oczami, i z każdą chwilą uświadamiał sobie coraz bardziej, że praktycznie nie zna nikogo, kto wykazywałby się żelaznym zdrowiem.

I tu – nagle przyszło mu na myśl, że kiedyś to było inaczej – za młodu, gdy obserwował starsze żyjące wtedy pokolenie, dało się czuć, że tamci ludzie byli bardziej zahartowani i mocniejsi jakby.

Ta myśl zaczęła w nim pracować i przyspieszać rozważania.

Coś było w nich innego – myślał – to byli INNI LUDZIE. 

Owszem, czasem opowiadali mu dziadkowie, jak chodzili po kilkadziesiąt kilometrów na targ; mówili też o tym, że często robili tak w zimę, przez zaspy brodząc i niosąc ze sobą tobołki.

Może więc było tak, że byli w dobrej formie, bo hartowali się choćby takimi wyprawami? – to się może i zgadza, ale przecież w jego otoczeniu, w pracy czy na osiedlu, byli pasjonaci sportu, którzy potrafili przebiec dystans maratonu, a jednak ich zdrowie, w ogólnym rozrachunku wcale nie było ‘końskie’.

Szukał więc dalej i kolejnym czynnikiem, który zaczął rozważać był powszechnie znany stres.

Skoro obecna nauka uznaje to za jeden z głównych czynników chorobotwórczych, to może zwyczajnie moi dziadkowie mniej się stresowali? – ciężko jednak było mu się z tym zgodzić, bo jeśli ktoś okolicznościami życiowymi jest zmuszony przechodzić kilkadziesiąt kilometrów, to raczej i stresu mu przy tym nie brakuje.

Czymże więc różniły się dawne pokolenia od ludzi współczesnych? – zadawał sobie to pytanie, wiedząc, że znajdzie odpowiedź.

Patrzył na to jak żyje, i uświadomił sobie, że pamięta z dzieciństwa zasadniczą różnicę w życiu codziennym: jego dziadkowie większość zdrowego jedzenia przygotowywali samodzielnie.

Nie tylko mieli dużo produktów, które sami dla siebie zbierali z ogródka, ale i z tego, co kupowali w sklepie sami potrafili zrobić wiele rzeczy.

Przypomniał mu się obraz Babci, która własnoręcznie przygotowywała makaron – owszem, zajmowało to trochę czasu, ale nie było w nim żadnych sztucznych dodatków, a jajka w składzie pochodziły od własnych kur.

Ot zwykłe wydawało by się kluski – ale przecież były o wiele zdrowsze niż obecne – rozmyślał.

Do tego, własne źródło wielu produktów spożywczych – rosnące jabłonie, śliwki, grusze… i ogródek z warzywami, ziołami i świeżą zieleniną.

‘Jesteś tym, co jesz’ – przypomniały mu się słowa z pewnego magazynu o zdrowych dietach.

Skoro tak, to w zasadzie nie ma się co dziwić różnicom w życiu teraźniejszych i dawnych ludzi.

Ale czy to naprawdę było tak dawno? – tu zamyślił się jeszcze bardziej, i poczuł, że zaczyna dostrzegać niewidzialny wcześniej obraz.

To co zobaczył, przeczytamy na kolejnych stronach.

Z serdecznymi pozdrowieniami,

Andrzej Tomicki

BYŁ SOBIE CZŁOWIEK CZ V

⇒ Czytaj także: JEDZENIE LUDZI CZĘŚĆ II

Wesprzyj niezależne media, pomóż nam przedzierać się z prawdą w gąszczu kłamstw i wszechobecnej propagandy ⇒ kliknij w link: https://www.odkrywamyzakryte.com/wiecej/

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.