Chlorowane kurczaki to temat, który wciąż powraca, chociaż głośno o nim od lat. Przeszło 10 lat temu USA poskarżyło się Światowej Organizacji Handlu na unijny zakazu importu amerykańskich kurczaków odkażanych chlorem. Amerykanie wciąż dążą do tego, by usunąć bariery handlowe i wkroczyć z dostawami swojego mięsa również do Europy.

Niczym woda z basenu

Około 25% producentów mięsa drobiowego w Stanach Zjednoczonych do procesów higienizacji wykorzystuje chlor.

To dlatego surowe mięso z kurczaka pachnie tam niczym mocno chlorowana woda z basenu.

Zapach ten co prawda znika po obróbce cieplnej, ale i tak stosowanie takiej praktyki budzi wiele kontrowersji.

Tymczasem w USA chlorowanie kurczaków jest nie tylko dozwolone, ale także i polecane jako jedna z najskuteczniejszych metod zapewniających bezpieczeństwo żywności, np. ograniczających salmonellę.

chlorowane-kurczaki.jpg
fot.123rf.com

Chlorowych kąpieli drobiu Unia Europejska zakazała w 1997 r., wobec czego takie mięso nie jest dopuszczone do obrotu w Europie.

Takiego zakazu dokonano głównie ze względu na to, że informacje o chlorowaniu nie są umieszczane na opakowaniach produktu, więc klient nie miałby możliwości wyboru, a poza tym nie gwarantują zapewniania bezpieczeństwa żywności na każdym etapie jej produkcji.

Chlorownie tylko pozornie przedłużaświeżość mięsa.

W rzeczywistości chlor zapobiega tworzeniu się śliskiego osadu na mięsie i wydzielaniu nieprzyjemnych zapachów, ale nie gwarantuje, że mięso będzie naprawdę świeże.

Chlorowane kurczaki powracają

Temat chlorowanych kurczaków i regulacji umów handlowych pomiędzy Europą i USA powraca za sprawą brytyjskiego brexitu.

Amerykański ambasador w Wielkiej Brytanii, Woody Johnson, domaga się wyprowadzania konsumentów z błędu o szkodliwości amerykańskiego mięsa i renegocjacji umów handlowych z USA.

Blady strach padł na Brytyjczyków, którzy boją się, że po opuszczeniu UE i podpisaniu umów handlowych ze Stanami Zjednoczonymi, w sklepach będzie można dostać tylko chlorowane kurczaki i napompowaną hormonami wołowinę.

chlorowane-kurczaki.jpg
foto.123rf.com

Johnson w swoich wystąpieniach przekonuje, że są to oszczerstwa wykorzystywane po to, aby przedstawiać amerykańskie rolnictwo w możliwie najgorszym świetle.

Poza tym stwierdził, że w amerykańskim rolnictwie stosowane są „naukowe” i zaawansowane technologicznie metody, umożliwiające wyżywienie rozrastającej się ludność świata, podczas gdy w Unii Europejskiej mamy do czynienia z „rolniczym skansenem”.

Wprowadzenia na rynek kurczaków mytych w roztworze chloru czy wołowiny od krów hodowanych przy użyciu hormonów boją się nie tylko konsumenci, ale i brytyjscy rolnicy.

Ci drudzy podkreślają, że nie porzucą swoich wysokich standardów dotyczących dobrostanu zwierząt na rzecz amerykańskich „innowacji” i zaznaczają, że umowy handlowe z USA nie powinny pozwalać na import towarów „wyprodukowanych według standardów niższych niż wymagane od brytyjskich rolników”.

W całej Europie, w tym też i w Polsce przeciwnicy umowy TTIP, czyli Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji pomiędzy Unią Europejską a USA twierdzą, że nie przyniesie ona równomiernego zysku w Europie, ale jeszcze bardziej zwiększy zysk amerykańskich korporacji i zniszczy jakąkolwiek ochronę konsumenta.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.