Kobieta wielozadaniowa – czy istnieje podział obowiązków na damskie i męskie? Można zauważyć, że wiele kobiet zaczęło się mocno feminizować. Feminizm stał się synonimem nowoczesności. Kobiecość stała się manifestem siły. Kruchość i delikatność odeszła w zapomnienie. Dziś kobieta musi wiele umieć. Musi być samodzielna, musi być niezależna. Dawny podział ról powoli całkowicie się zatraca i niknie. Można powiedzieć, że powstał nowy kulturowy twór – kobieta wielozadaniowa. Stajemy się coraz bardziej zachłyśnięte własną samodzielnością. Czy aby ta droga jest dla nas najlepsza?

Kobieta – matka, kucharka, pracownica, kierowca…

Stajemy się coraz bardziej dumne.

W końcu wyszłyśmy z cienia i możemy pokazać pełną krasę naszych możliwości.

Mamy siłę przebicia.

Teraz już nie dom, ale wysokie biurowce i piękne hotele są naszymi przystaniami.

Miejscami, gdzie realizujemy się.

Działamy mocno i prężnie w wielkich firmach lub własnych działalnościach.

Między ważnymi dokumentami, a zadaniami domowymi dzieci toczymy nierówny bój.

kobieta-wielozadaniowa.jpg
Kobieta wielozadaniowa foto.depositphotos.com

Coraz więcej umiemy, doszkalamy się i walczymy o nowe obowiązki, których wciąż dochodzi coraz więcej.

W obowiązkach domowych nie ustępujemy mężczyznom – potrafimy już przykręcić kran, naprawić piekarnik, wlać olej do silnika i odmalować pokój.

Prężnym krokiem wchodzimy na kolejne szczeble drabiny wiedzy, coraz bardziej spychając z niej naszych mężów i partnerów.

Coraz silniej pokazujemy niezależność, której brakowało tak bardzo naszym matkom i babkom.

Kochanie pomóc Ci? Nie, ja już skończyłam….

Mężczyźni przestali być już niezbędnym elementem rodziny.

Zepchnięci w kąt usłużnie czekają na naszą prośbę o pomoc.

Miotają się do domu jak cienie.

Kiedy my walczymy z obiadem przychodząc po dwóch zmianach, oni czekają na zaproponowanie nam zamówienia jedzenia albo zaoferowanie pomocy.

My w głębi duszy mamy dość.

Po wielu godzinach pracy, trudnej drodze do domu z zakupami, z uwieszonym na nas dwulatkiem mamy ochotę krzyknąć stanowcze „Nie!” i położyć się w wannie z bąbelkami, czekając na dostawę pizzy.

Jednak mała igiełka ambicji wciąż daje nam o sobie znać.

Kłuje w bok i szepcze: Ty tego nie zrobisz? A co powie koleżanka z pracy? Przecież chwaliłaś się jej, że gotujesz samodzielnie i to z samych eko składników?

Dajemy tej igiełce rosnąć, ignorując podpowiedzi rozsądku i serca.

Czujemy się wykończone, ale rozpierająca nas ambicja nie potrafi przestać rosnąć w siłę.

Igiełka staje się drzazgą, drzazga wielkim cierniem.

kobieta-wielozadaniowa.jpg
Kobieta wielozadaniowa foto.depositphotos.com

Z czasem przyzwyczaiłyśmy się do tego, że zdrowy rozsądek nie jest tak ważny jak nasze poczucie dumy.

Przepłacamy to zdrowiem – fizycznym i psychicznym.

Nikt nam po drodze nie powiedział, że kobieta nie jest wielozadaniowa, że nikt nie jest wielozadaniowy.

Nawet urządzenie jest od czegoś – pralka od prania, piekarnik od pieczenia.

Czemu więc my mamy udawać robota wielofunkcyjnego, skoro w naszej instrukcji obsługi nie wpisano działania bez ustanku, wielkiej kariery zawodowej, czy gotowania codziennie, nowego wymyślnego dania?

Może to już czas, żebyśmy wyciągnęły tę wielką drzazgę zwaną ambicją.

Przestały być kobietami wielozadaniowymi, a były po prostu kobietami – które czasem nie gotują obiadu składającego się z trzech dań i mówią swojemu mężczyźnie, żeby naprawił cieknący kran.

Te nasze słabostki mogą stać się naszą wielką siłą, która tkwi w szacunku do naszego zdrowia i mocy kompromisu.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.