Kontrola – jaka jest jej rola w zniewoleniu współczesnego człowieka? Jako ludzie systemowi jesteśmy uwarunkowani. Niezaprzeczalnie. Jesteśmy zlepkiem mechanizmów, zachowań, myśli, naleciałości, idei, informacji, wierzeń, dogmatów, które kiedyś usłyszeliśmy, przeczytaliśmy, zobaczyliśmy, bądź dowiedzieliśmy się o nich w jakiś inny sposób. Tak naprawdę nasza tożsamość jest wypadkową wszystkich sytuacji, które zadziały się w naszym życiu.

Funkcjonujemy w oparciu o pewien, bardzo konkretny, obraz świata, w którym każde nasze działanie wypływa z faktu zaistnienia jakieś potrzeby.

Jeśli przyjrzymy się głęboko, te potrzeby indukowane są głównie z poziomu systemowej gry.

Można wyróżnić kilka: potrzebę posiadania, potrzebę relaksu, rozrywki, bliskości, seksualnego spełnienia, czy — nawet – potrzeby fizjologiczne.

Podążanie za nimi w bardzo szerokim spektrum kreuje w nas przymus kontrolowania naszego życia i poczucie, że jeżeli tylko nie zadbamy o jakiś jego aspekt, stanie się coś złego.

Ten schemat ma oczywiście swoje korzenie również gdzie indziej: w lęku, który serwujemy sobie dosłownie na każdym kroku i w każdym etapie życia.

Koniec końców, sami wytwarzamy w sobie przekonanie, że jedynie całkowita kontrola może dać nam względny spokój i poczucie bezpieczeństwa.

Nic bardziej mylnego.

Próbując kontrolować wszystkie aspekty naszego życia, tak naprawdę porywamy się z motyką na słońce, ponieważ – po prostu – nie jesteśmy w stanie.

Po pierwsze: nie możemy kontrolować zachowań innych ludzi, a nawet jeśli próbujemy, nigdy nie możemy w stu procentach przewidzieć ich reakcji.

Po drugie: płaszczyzn życia, które można wkodować w potrzebę kontroli, jest masa i są ze sobą połączone, wobec czego ilość sznurków, za które musielibyśmy pociągnąć przy próbie „zaopiekowania” się nimi wszystkimi jest zupełnie niepoliczalna.

Okazuje się, że niejednokrotnie, zupełnie nieświadomie, uzależniamy się od kontrolowania w naszym życiu wszystkiego i wszystkich.

W skrajnych przypadkach objawia się to pod postacią despotyzmu, czy tyranii, a więc jest bezpośrednim powodem ludzkich tragedii.

Dosłownym siewcą bólu i cierpienia.

Tutaj również tkwi sedno przewrotności roli kontroli w dzisiejszym świecie.

Jeśli bowiem przyjrzymy się intencjom osób, które próbują kontrolować swoje życie w pełni, są one z reguły czyste.

Osoby te – jeśli zapytamy – będą mówić o próbie organizacji, okiełznaniu czegoś, ułożeniu, uporządkowaniu.

O tym, że lubią, kiedy wszystko jest na swoim miejscu.

Nie ma w tym nic złego.

Jednak zapętleni w codzienną pogoń, często zupełnie zatracają się w tym i ich perspektywa zanika.

fot.123rf.com

Powierzchowny obraz osoby, która ma swoje życie w garści, to człowiek zdecydowany i pewny siebie.

Nie patyczkujący się.

W obecnych czasach to cechy, które powszechnie kojarzone są z silną osobowością.

Taki model jest w naszym społeczeństwie aprobowany i wspierany.

Za przykład podać można wszystkie wielkie, kastowe korporacje, w których na porządku dziennym odbywa się tak zwany wyścig szczurów.

Ludzie świadomie podporządkowują swoje życia pogoni za karierą, w której upatrują się zaspokojenia swojego pragnienia szczęścia.

Istnieje bezpośredni powód, dla którego rzeczywistość wygląda właśnie tak.

Kontrola sama w sobie jest generatorem cierpienia i bólu.

Badając te kwestie bliżej, okaże się, że działa ona na podstawie mechanizmu marzeniowego myślenia, oczekiwań wobec życia/osób/sytuacji/instytucji etc.

Dysonans, generujący ów ból i cierpienie jest w prostej linii odzwierciedleniem różnic, pomiędzy tym, jak myślimy, że coś powinno wyglądać, a tym, jak rzeczywiście jest.

Osoby próbujące kontrolować innych często używają stwierdzeń, typu: „masz być taki albo taki”, „masz robić tak albo tak”.

Ocierają się o skrajności w planowaniu dnia, ból sprawia im każde, nawet najmniejsze odchylenie od ideału.

Są wybuchowi i wiecznie zestresowani.

Rozsiewają wokół siebie aurę napięcia i oczekiwania.

Permanentnie tkwią w przekonaniu, że „coś się stanie”, a kiedy rzeczywiście coś umknie ich uwadze, bądź zadzieje się nie po ich myśli, biorą to jako dowód, że „za długo było dobrze”.

Przebywanie wśród takich ludzi jest trudne, tak jak trudne jest bycie w relacji z nimi.

Zastanówmy się, komu i w jakim celu zależy, by społeczeństwo tłumaczyło i normalizowało postawy, które w prostej linii są wynaturzeniem istoty człowieczeństwa.

Jak to jest, że osoby pracująca po czternaście godzin na dobę, żyjąca w ciągłym stresie i pod presją jest za to nagradzana i – co więcej – jest dumna ze swych osiągnięć, z tego, że „dała radę”?

Codziennie mijamy podobnych ludzi. Wszędzie. Na każdym kroku. Niejednokrotnie sami wywodzimy się z podobnego środowiska.

Każdy z nas ma rdzenne prawo być człowiekiem i wyrażać się jako człowiek.

Jest ono jednak nam odbierane w najbardziej chytry i przebiegły sposób, a my dziękujemy za to i prosimy o więcej.

Warto pomyśleć nad tym, jak kontrola i inne mechanizmy w naszym życiu wpływają na jego obraz i czy rzeczywiście, codzienna pogoń za pieniądzem daje nam poczucie szczęścia i spełnienia.

Warto poddać to analizie.

Czytaj także: SYSTEM I ŻYCIE W NIM- CZY NAPRAWDĘ WIESZ, CO TO JEST?!

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.