Kremy do opalania wśród coraz szerszej grupy naukowców są rozpatrywane w kategoriach kolejnego oszustwa, którym ludzkość karmiona jest „odgórnie”. Wielkie halo robione wokół dziury ozonowej i szkodliwości promieniowania UV stało się podstawą do intratnych biznesów. Wyprodukowanie kremów do opalania, które nadają piękny efekt brązowej opalenizny, przyspieszają jej powstawanie i dodatkowo chronią przed rakiem skóry, stało się fenomenem wśród konsumentów.

Co, jednak jeśli jest to jedynie mit przemysłu kosmetycznego?

I co, jeśli to nie promieniowanie słoneczne a same kremy do opalania szkodzą i odpowiadają m.in. za nowotwory skóry?

Moda na opalanie i filtrowanie

Powszechna moda na opalanie pojawiła się na początku lat 30. XX wieku.

To właśnie wtedy kobiety przestały ukrywać swe ciała przed słońcem pod fałdami długich sukien, a zaczęły coraz odważniej je odsłaniać.

Rozpropagowała ją Coco Chanel, która jako pierwsza wraz z wynalazcą olejku do opalania (w 1927 r.) Jeanem Patou udowodniła, że opalanie jest dla każdego.

coco-chanel-kremy-do-opalania-szkodliwość.jpg
fot.123rf.com

To ona zaprojektowała też pierwsze na świecie kostiumy kąpielowe, które odsłaniały nogi.

Moda na opalanie rozprzestrzeniała się tak szybko, że zaczęto zastanawiać się nad tym, czy da się zapobiec m.in. licznym słonecznym uszkodzeniom skóry.

Wynalezienie pierwszego filtra słonecznego na świecie uczyniło prawdziwą rewolucję w opalaniu.

Bezpośredni związek z tym odkryciem miał Polak, specjalista dermatologii i wenerologii prof. dr hab. med. Andrzej Langner, obecny dyrektor zespołu naukowo-leczniczego „Iwolang” w Iwoniczu-Zdroju, który jak sam podaje:

Historia tego odkrycia sięga 1970 roku, bo właśnie wtedy trafiłem do kliniki dermatologicznej Uniwersytetu w Filadelfii, do laboratorium, które prowadził wówczas genialny wizjoner, prof. Albert Kliegman. Dziełem szczęśliwego przypadku, niemal natychmiast, zostałem kierownikiem pracowni fotobiologii.

Gwałtowne poszukiwania skutecznej ochrony przeciwsłonecznej w Stanach Zjednoczonych były spowodowane masowymi oparzeniami słonecznymi, których doznawali żołnierze amerykańscy podczas wojny w Wietnamie.

Rozpoczęliśmy, więc prace nad UVB (w tamtych czasach uważaliśmy ze UVA to niegroźna rzecz), który wiedzieliśmy, że powoduje największe zmiany w skórze, szczególnie w DNA komórek, prowokujące powstawanie zmian przednowotworowych i nowotworowych.

Próbowaliśmy różnych substancji, ale pierwszym skutecznym preparatem okazał się 5% kwas paraaminobenzoesowy, którego produkcja ruszyła w 1972 roku.

Z roku na rok przemysł produkujący kremy do opalania z filtrami rozrastał się coraz bardziej.

szkodliwość-kremów-do-opalania.jpg
Kremy do opalania fot.depositphotos.com

Milionowa sprzedaż cieszyła producentów.

Pierwsze tego rodzaju preparaty pojawiły się w 1975 roku także w Polsce.

Kremy do opalania kontra promieniowanie UVA i UVB

Biorąc pod uwagę pojawienie się filtrów przeciwsłonecznych (SPF – Sun Protective Factor) w kremach do opalania, nasuwa się pytanie, przed czym mają one nas tak naprawdę chronić?

s-p-f-Sun-Protective-Factor.jpg
Sun Protective Factor fot.depositphotos.com

Producenci nowoczesnych preparatów głoszą, że chronią one skórę przed promieniowaniem UVA i UVB.

Czym są owe promieniowania?

Otóż najprościej mówiąc, jedno jest dla nas bardziej przyjazne i korzystne, drugie mniej.

Promieniowanie UVB, którego najwięcej jest w środku dnia, jest uważane za to przyjazne dla ludzkiego organizmu, ponieważ dzięki niemu produkuje on niezbędne pokłady witaminy D.

Jak wiadomo, witamina D wpływa nie tylko pozytywnie na nasz układ kostny, mięśniowo-stawowy i nastrój, ale także działa przeciwnowotworowo.

Z kolei promieniowanie UVA, które utrzymuje się całymi dniami, rok w rok, jest mniej korzystne, bowiem głębiej wnika w skórę i jest bezpośrednim sprawcą przyspieszenia procesów jej starzenia się oraz występowania nowotworów skórnych.

Tyle z teorii a jak to wygląda w praktyce?

UVB-i-UVA.jpg
UVB i UVA fot.depositphotos.com

Otóż producenci kosmetyków do opalania uważają, że owszem – promieniowanie UVA wyrządza nieodwracalne szkody w organizmie, przede wszystkim powodując utratę jędrności i elastyczności skór, ale i promieniowanie UVB wcale nie jest zdrowe.

Argumentację swą opierają na jego szkodliwości w kwestiach powodowania groźnych odczynów zapalnych i poparzeń słonecznych skóry.

Twierdzą też, że UVB bezpośrednio przyczynia się do powstawania czerniaka.

Ciekawe, bo tak naprawdę nie mają do tego argumentu żadnych podstaw naukowych.

W konsekwencji firmy produkujące kremy do opalania z filtrem podają na opakowaniach liczbowy wskaźnik SPF (od 2 do 50+), odpowiadający od 30 do 99% ochronie GŁÓWNIE przed promieniowaniem UVB.

Dobrze, a co zatem z UVA?

A co z witaminą D, którą produkujemy dzięki UVB?

Co z jej drogocennymi właściwościami ochronnymi organizmu?

Czy nikt nie pomyślał nad tym, że produkując witaminę D, organizm regeneruje szkody wyrządzone przez UVA?

witamina-d.jpg
fot.depositphotos.com

Czy nie lepiej stosować stopniowe, krótkotrwałe ekspozycje na słońce niż godzinami się napromieniowywać i stosować sztuczne wzmacniacze opalania?

Musimy wiedzieć, że im większy SPF mają kremy do opalania, tym bardziej zaburzona jest produkcja witaminy D.

Mało tego, już kilka minut po nasmarowaniu skóry takim preparatem, śladowe ilości niektórych składników z niego pochodzących trafiają do wielu narządów wewnętrznych ludzkiego ciała, w tym do nerek, wątroby, płuc itp.!

Czy jest się, więc czego bać?

Oxybenzone i spółka, czyli co w składzie piszczy

Eksperci uważają, że wiele składników, które w swym składzie mają kremy do opalania oraz wszelkie produkty przyspieszające powstawanie opalenizny, samoopalacze itp. jest toksycznych i szkodliwych dla organizmu.

Najpopularniejszy jest oxybenzon – pochodna benzafenonu, jest znany również pod nazwami: Eusolex 4360, Escalol 567, benzonofenon-3, hydroxi-methoxi-benzophenon, 3-Benzophenon, 2-Hydroxy-4-methoxybenzophenon.

toxic.jpg
Toxic fot.depositphotos.com

Jest jedną z najbardziej popularnych substancji chemicznych znajdujących się w wielu dostępnych aktualnie w sprzedaży kosmetykach, w tym w 80% filtrów przeciwsłonecznych i preparatów do opalania.

Oficjalnie zakazany w Japonii.

Zapewnia doskonałe pokrycie skóry przed promieniowaniem, jednak badania wykazały, że jest on wchłaniany przez skórę, dostaje się do większości organów ludzkich i pozostaje w ciele przez pewien czas.

Co więcej, może uszkodzić płód i przechodzi nawet do mleka karmiących kobiet!

Jest to substancja wykazująca bardzo wysoką toksyczność (podobnie jak trujący benzafenon, obecny we wszelakich kosmetykach z tzw. niższej półki), zwłaszcza powodującą duże zmiany hormonalne i uszkodzenia komórek, które mogą prowadzić do nowotworów skóry.

rak-skóry.jpg
Rak skóry fot.depositphotos.com

Szkodliwe działanie oxybenzonu wiązane jest coraz częściej z przedwczesnym dojrzewaniem dziewcząt, zaburzeniami funkcjonowania damskich i męskich systemów rozrodczych, niską ilością plemników, niepłodnością oraz wzrostem liczby nowotworów hormonalno-zależnych u mężczyzn i kobiet.

Badania zespołu naukowców pod wodzą dr. Kurunthachalama Kannana udowodniły, że oxybenzon bardzo często jest powodem pojawiania się reakcji alergicznych na skórze.

Ten sam zespół wykazał, że istnieje możliwy związek pomiędzy zachorowaniem na endometriozę a wysokim poziomem stężenia w moczu pochodnej benzofenonu (2,4OH-BP) obecnej w kosmetykach do opalania.

olejki-kremy-do-opalania.jpg
Olejki do opalania fot.depositphotos.com

Substancja ta naśladuje działanie estrogenu, a jej poziom w moczu zwiększał się u 635 badanych kobiet w miesiącach letnich, czyli wtedy, kiedy mogły stosować kremy do opalania.

Na liście innych, szkodliwych składników preparatów do opalania znajdują się:

Parafina lub olej mineralny – to produkty uboczne destylacji ropy naftowej.

Przyspieszają starzenie się komórek, zatykają pory, powodują zapalenia mieszków włosowych, blokują możliwość usuwania toksyn z organizmu i pochłaniana substancji odżywczych, opóźniają regenerację naskórka, wysuszają skórę oraz zwiększają ryzyko pojawienia się nowotworu skóry.

Hydroksymetyloglicynian sodu – jest określany jako „naturalny środek konserwujący”.

I fakt, może i rzeczywiście konserwuje kosmetyki, w tym kremy do opalania, jednak jest także alergenem, który może powodować groźne podrażnienia skóry i oczu.

Stearynian butylu – może uczulać i być czynnikiem komedogennym, czyli powodować powstawanie licznych zaskórników.

zaskórniki-wągry-trądzik.jpg
Zaskórniki fot.depositphotos.com

Sztuczne substancje zapachowe – wiele substancji zapachowych stosowanych w produktach do opalania jest wytwarzanych z chemicznych substancji rakotwórczych (np. chlorek metylenu).

Dlaczego więc pomimo tak dużej szkodliwości dla organizmu w kremach do opalania tak powszechnie są stosowane substancje toksyczne?

Bo są tanie i łatwe w produkcji, a do tego dają zamierzone efekty…

Dlatego też, zanim wsmarujemy w swoją skórę kolejną warstwę „ochronnego” specyfiku, zastanówmy się nad dziwnym związkiem – być może „wcale nieprzemyślanej” zależności – tego, że z roku na rok popyt na kremy do opalania z wysokimi SPF rośnie, sprzedaż się zwiększa, biznes się kręci, a przy tym, co roku odnotowuje się również coraz więcej zachorowań na raka skóry i coraz większe niedobory witaminy D…

Zamiast stosować toksyczne kremy “chroniące” skórę przed słońcem, wypróbujmy naturalne filtry przeciwsłoneczne, jak np. olejek z pestek malin (więcej o nim przeczytacie TUTAJ).

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.