Marudzenie to przeciwieństwo radości. Radość – zapomniane uczucie, zwłaszcza ta z rzeczy najprostszych. Z tego, że ktoś się do nas uśmiechnął, że świeci słońce, że pięknie pachnie powietrze po deszczu, że kwitną bzy. Paradoksalny jest tu fakt, że jeśli napiszę, iż większość ludzi nie potrafi cieszyć się życiem, to właśnie większość się ze mną zgodzi.

Moda na narzekanie

Zaryzykuję stwierdzenie, że obecnie mamy do czynienia ze społeczną modą na marudzenie.

Bycie szczęśliwym (zwłaszcza bez powodu) jest podejrzane i budzi niechęć.

Lubimy ludzi, którzy są do nas podobni i pewnie dlatego szukamy kogoś, kto razem z nami ponarzeka na otaczający świat.

Taki stan rzeczy znajduje odzwierciedlenie również w języku.

Przedstawiciele innych narodowości na pytanie: „Jak się masz?” odpowiadają najczęściej: „Dobrze, w porządku”.

Gdyby zapytać o to samo przeciętnego Polaka najpewniej odpowiedź zawierałaby całą litanię tego, co mu doskwiera, boli, przeszkadza, wkurza i nie pozwala cieszyć się życiem.

marudzenie.jpg
fot.123rf.com

A on przecież pragnie się nim cieszyć i robiłby to z pewnością, gdyby nie…wredny szef, który za mało płaci, autobus, co zawsze się spóźnia, dzwoniący przeraźliwie telefon (ten zawsze odzywa się w najmniej odpowiednim momencie), nieprzyjemna sprzedawczyni w sklepie, deszcz, który uparł się padać akurat wówczas, gdy on spieszy się na ważne spotkanie i ten paskudny sąsiad z góry, któremu zachciewa się remontów, gdy człowiek zmęczony po całym tygodniu pracy ciszę i spokój chciałby mieć, chociaż we własnym domu.

I tak odkładamy szczęście i spełnienie marzeń na bliżej nieokreślone później, zapominając o tym, że jutro (to zawsze najbardziej wypełniony termin w naszym kalendarzu) może nigdy nie nadejść.

Nim zaczniemy zmieniać swoje życie, uświadamiamy sobie, że i tak na pewno nam się to nie uda, że to przecież nie ma żadnego sensu, że w tym kraju dorobić się nie da, bo „to Polska właśnie”.

Czekając na szczęście

Jesteśmy niezadowoleni ze swojego życia, a mimo to nie podejmujemy żadnych działań, by uczynić je lepszym.

Nie lubimy swojej pracy i wiecznie nadętego szefa, lecz z uporem maniaka tkwimy na zajmowanym stanowisku, bo o pracę przecież nie jest łatwo, gdzie indziej może być jeszcze gorzej, a zawsze lepszy jest stary wróg niż zupełnie nieznajomy nieprzyjaciel.

Przeżywamy życie, czekając na cudowną odmianę losu, wymarzoną pracę, która sama nas znajdzie, miłość szczęśliwą i spełnioną (niech łaskawie zapuka do naszych drzwi) czy wielką wygraną w którejś z liczbowych gier, co pozwoli nam jakoś się w tym życiu urządzić.

Dodatkowo porównujemy się z innymi, najczęściej dochodząc do wniosku, że wszystkim żyje się lepiej i dostatniej, a nieszczęścia i porażki przytrafiają się tylko nam.

A skoro jesteśmy takimi pechowcami, to i zmiany nie mają sensu, bo mimo naszych starań i tak wszystko wyjdzie, jak zwykle.

marudzenie.jpg
fot.123rf.com

Wychowane na romantycznej ideologii kobiety czekają na księcia, który wyratuje je z opresji i zmieni ich szare, nudne życie w bajkę z gatunku tych, w których żyje się długo i szczęśliwie.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że ten wredny książę jakoś nadejść nie chce…

Bierność to zjawisko nierozerwalnie związane ze wspomnianym wcześniej marudzeniem.

Nie ulega wątpliwości, że chcemy być szczęśliwi, niewiele jednak robimy, by ten stan osiągnąć.

A szczęście to przede wszystkim ciężka praca i pamięć na tyle krótka, by zbyt długo nie przejmować się porażkami.

One również są naturalną częścią życia.

Pozytywne myślenie jest wprawdzie bardzo ważne, ale ten, kto od życia oczekuje jedynie radości, srodze się rozczaruje.

Już Jan Kochanowski zauważył, że nie ma nic wiecznego na świecie, gdyż radość z troską się plecie.

Szczęścia i radości szukamy w okolicznościach zewnętrznych: w tym, w jakim domu mieszkamy, jakim samochodem jeździmy, ile zarabiamy (i czy mamy szansę na awans), gdzie spędzamy wakacje, etc.

Czyniąc tego rodzaju kalkulacje, zapominamy, że szczęście jest w nas i nie ma nic wspólnego z zamożnością, liczbą mieszczących się w naszym portfelu kart kredytowych czy dzielnicą, którą zamieszkujemy.

Materialny dobrobyt jest wprawdzie związany z poziomem odczuwanej przez nas życiowej satysfakcji, ale losy znanych i bogatych pokazują, że pieniądze szczęścia nie dają.

marudzenie.jpg
fot.depositphotos.com

Co więcej, to właśnie ludzie ewentualnie zamożni często są najbardziej nieszczęśliwi.

Gdzie zatem jest szczęście?

W nas samych i tylko od nas zależy czy zechcemy dostrzec je w swoim życiu.

Wprawdzie nie każdy dzień jest dobry, ale zawsze można znaleźć w nim coś wartego uśmiechu.

To banał, ale szczęście rzadko jest czymś spektakularnym, składa się raczej z małych, codziennych radości.

Odważ się być szczęśliwym

Szczęście wymaga odwagi, tak koniecznej do tego, by spełniać swoje marzenia (a nie tylko czekać aż spełnią się same), by zaryzykować i zacząć żyć tak, jak zawsze chcieliśmy, by zmienić w swoim życiu to, co nam w nim nie odpowiada.

Jesteśmy kowalami swojego losu i to od nas zależy, jak będzie wyglądało nasze życie.

Tym, co najczęściej przeszkadza nam w osiągnięciu szczęścia, są nasze własne obawy, zahamowania i lęki.

Gdy byliśmy dziećmi, chcieliśmy zdobyć świat, podróżować, w swojej wyobraźni mogliśmy być, kim tylko zechcemy.

I nadal możemy, bo cele niemożliwe do osiągnięcia nie istnieją.

Są tylko takie, których zrealizowanie wymaga więcej czasu.

Horacy nawoływał do tego, by człowiek miał odwagę posługiwać się swoją mądrością, dziś powinien mieć ją również, by pozwolić sobie na szczęście.

Życie jest krótkie, co oznacza, że nie mamy zbyt wiele czasu na to, by zostało szczęśliwie przeżyte.

Cieszmy się chwilą, zróbmy lemoniadę z ofiarowanych przez życie cytryn, wykorzystajmy do cna dzisiaj i wyjdźmy szczęściu naprzeciw.

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.