Zaprogramowany umysł. System programuje nas w niewiedzy o świecie. W niewiedzy, która tak naprawdę jest synonimem fałszywej wiedzy, jaka jest nam przekazywana. W każdym etapie naszego życia tutaj jesteśmy nią bez końca zasypywani. To te wszystkie „śmieci” informacyjne. Przedszkole, szkoła, studia, kursy, szkolenia, większość w gruncie rzeczy uczy nas jedynie sposobów funkcjonowania w systemie. Nasza codzienność przepełniona jest szumem danych, odtwarzanych w pętli z systemu dla systemu.

Media nagłaśniają nowinki ze świata sportu, celebrytów, filmu i tak dalej.

Mówią o tym, co jest trendy, kształtują gusta, mają realny wpływ na zainfekowane umysły swoich żywicieli – nas – ludzi-zombie.

Jeśli przekazywane są nam jakieś informacje o czymś, co miało miejsce, są to wydarzenia jedynie negatywne, takie, które mają wywołać w nas określone emocje ze spektrum cienia.

Zakotwiczeni w smartfonowo-komputerowej, globalnej wiosce, przestajemy zastanawiać się zupełnie nad rolą i ideą tych informacji i tak naprawdę to nie nasza wina, nigdy nie mieliśmy wpływu na wybór miejsca, w którym się urodziliśmy, czy środowiska, które wykształciło w nas cechy, które obecnie mamy.

Jesteśmy zakorkowani w ciągle powtarzającym się schemacie rodziny szczęśliwej lub nieszczęśliwej, schemacie relacji, związków, zdrad, oszustw, kłamstw, manipulacji, wypaczenia, wynaturzenia, dążenia do celów po trupach.

Hipokryzja zaszła tak daleko, że wytworzono nawet swoistą namiastkę miłości, w którą każe się nam wierzyć.

W miejsce prawdziwej Miłości wstawiono fuzję w postaci poczucia bliskości z drugim człowiekiem, podszytą seksualnym podnieceniem i spełnieniem.

To nie tak.

Odtwarzamy nieświadomie, codziennie, zaklęty krąg, codziennie zrywamy maliny z jednego krzaczka, kiedy wokół rośnie piękny las.

Wzrastamy w tym i jeśli uda nam się wyrwać, choć na chwilę z matni i dojrzeć chore spektrum myślowo-emocjonalnych uwarunkowań, zaczyna się gra w odpowiedzialność.

Czy tego chcemy, czy nie, mając świadomość istoty otaczającego nas świata, albo przynajmniej jej zalążek, stajemy się odpowiedzialni za to, w którym kierunku idziemy.

Czy nadal udajemy, że wszystko jest w porządku i zostajemy w swojej strefie komfortu, czy wybieramy czerwoną pigułkę i zgłębiamy króliczą norę.

Prawdą jest, że absolutnie niezależnie od tej decyzji nasz świat i tak jest prowadzony w i tak optymalnym dla naszego własnego rozwoju kierunku.

Jednak decydując się stać w miejscu, a mając już pewien ogląd, zaprzeczamy swojej naturze, co w perspektywie skutkuje cierpieniem.

W gruncie rzeczy wszystko, co na co dzień serwowane jest nam przez mainstream, nie ma nic wspólnego z PRAWDZIWYM życiem.

Jesteśmy programowani. Od dziecka.

W tym momencie system stał się na tyle samowystarczalny, że nie potrzeba już aktywnego udziału jego twórców w samym procesie programowania.

Uwarunkowane istoty ludzkie, tworzą swoje kolejne i kolejne kopie, które – dzięki „postępowi technologicznemu”, coraz mocniej angażują się w systemowy twór, tak naprawdę coraz bardziej oddalając się od źródła swojej istoty.

Sami odpowiedzcie szczerze na pytanie, o czym zazwyczaj rozmawiacie z drugim człowiekiem.

Czy nie są to tematy „o pogodzie”, albo ze spektrum „poszła baba do lekarza”.

Zapytajcie siebie, czy rozmawiacie z drugim człowiekiem o swoich emocjach, czy pytacie, czy jest szczęśliwy, czy opowiadacie o rzeczach, które Was samych z serca cieszą, pasjonują, dzięki którym wzrastacie.

Przyjrzyjcie się ludziom w autobusach, przyklejonych jak ćmy do ekranów swoich smartfonów.

Weźcie na tapetę tematy podejmowane na rodzinnych przyjęciach, uroczystościach, tradycje picia alkoholu i tak dalej.

Ile w tym momencie człowieka w człowieku.

Jeśli powoli otwieracie swoje oczy, niechybnie zobaczycie zakłamanie, zagubienie i w gruncie rzeczy smutek ludzi wokół Was, a pewnie i Was samych.

To jedna wielka iluzja, wytworzona przez system.

Iluzja życia, w które ludzie uwierzyli i wzięli za jedyną istniejącą prawdę.

Spłycenie wartości, prawdziwych wartości i rozciągnięcie ich na brzydkim ekranie rzeczywistości.

Zobaczcie też kolejną pętlę.

Ile „nowości” jest w dzisiejszych „nowościach”.

Czy czasem nie jest to powielanie ciągle tego samego schematu w innym garniturze.

Weźmy samochody spalinowe albo telefony.

W kółko nowe modele, nowe gadżety, ale idea ta sama. Zero usprawnień u podstaw.

Piękne błyskotki, odgrzewane w kilkumiesięcznym przedziale, by napędzić koniunkturę, której baza tak mocno została zakorzeniona w tak zwanej współczesnej gospodarce, że absolutnie nie do pomyślenia jest próba jej zmiany.

Paliwo. Energia. Informacja. Pieniądz. Iluzja goni iluzję.

Tak szeroko zakrojona fikcja nie byłaby możliwa bez udziału ludzi, wszakże to my tworzymy społeczeństwo.

To my jesteśmy odpowiedzialni za obecny stan rzeczy, niezależnie od tego, czy zgadzamy się z tym, czy nie.

To my dajemy zielone światło dla kontroli naszych umysłów, dostając w zamian obietnicę, że wszystkie nasze problemy zostaną rozwiązane za nas.

Oczekujemy życia podanego na tacy.

Jesteśmy w stanie tkwić w schemacie życia pomimo tego, że dawno przestało być ono naszą strefą komfortu.

Tak bardzo boimy się zmian i wejścia w nieznane, a przecież to tylko kolejny program.

Wobec zobojętnienia, jako osoby budzące się z głębokiego snu, mamy niejako obowiązek budzić innych.

Nie możemy przejść za nich ich drogi, ale możemy świecić przykładem.

Pomału, ale sukcesywnie wprowadzać do naszych własnych żyć innowacje, sterując nimi w świadomy sposób, poznając siebie i swoje miejsce.

Tak naprawdę dzieje się to w pewnym punkcie procesu już bez naszego udziału.

Suma zmian, przyciąga do naszego życia osoby, które czują i widzą podobnie.

Miejmy w sobie siłę, by zaakceptować skalę oszustwa.

Nie mamy wpływu na świat, ale mamy wpływ na siebie.

Czytaj także: PROJEKT MONARCH – TORTURY, PROGRAMOWANIE UMYSŁU I TWORZENIE ALTER EGO

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

*Niebieską czcionką zaznaczono odnośniki np. do badań, tekstów źródłowych lub artykułów powiązanych tematycznie.